Your browser lacks required capabilities. Please upgrade it or switch to another to continue.
Loading…
,,<img src="images\pokojr.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Budzisz się i pierwsze, co czujesz, to ostry puls bólu w głowie. Jest piątkowy wieczór. Na zewnątrz już ciemno, choć wielki ruchomy neon reklamowy bezczelnie szczerzy ci się prosto w okno. Przeciągasz się. Tytanowe żebra dają o sobie znać niemiłosiernym chrupaniem, nie pomaga skrzypiący metal prawej ręki. Siadasz na brzegu łóżka i patrzysz na zegarek: wpół do dziesiątej – czas do roboty.
„Nie znoszę tego parszywego miasta” – mruczysz pod nosem, szukając kapci w bałaganie pod łóżkiem.
*[[Wstaję]]
<<audio noisemm loop play>>
Na ulicy jest głośno, pełno dymu i światła neonów. Duszność powietrza sprawia, że masz wrażenie, jakbyś oddychał przez maskę.
„To miasto gnije” - mruczysz do siebie pod nosem.
Skręcasz za róg, gdzie rano zaparkowałeś samochód. Za siedem dziesiąta. O pełnej powinieneś ruszyć w trasę. Masz jeszcze chwilę, żeby wyrwać się z senności i odrętwienia, zanim wsiądziesz do samochodu.
*[[Zapalam papierosa i wsiadam do auta]]
*[[Wyciągam piersiówkę, biorę solidnego łyka i wsiadam do auta]]
<<audio noise loop play>>
<<audio noisemm stop>><img src="images\taxi.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Wsiadasz do auta, odpalasz silnik i gwałtownie wyjeżdżasz na główną ulicę.
Mimo późnej pory, jest pełna samochodów. Ktoś trąbi, ale go ignorujesz.
„Cholerne miasto” – myślisz.
Skręcasz w lewo w mniejszą uliczkę, na której możesz się rozpędzić.
„Za dużo ludzi, kurwa, za dużo ludzi” – mówisz sam do siebie. „Dobra, Robbie, gdzie dzisiaj jedziesz?”
Możesz wybrać jedną z dwóch dzielnic:
[[Arkady]] – dzielnica bogata, o tej porze prowadzi huczne życie imprezowe, dużo bufonowatych biznesmenów, ale można zgarnąć spore napiwki
[[Skrapy]] – dzielnica biedniejsza, bardziej w twoim klimacie, tętni życiem 24 godziny na dobę, ale często trafiają się awanturujący pasażerowie
<<audio ulica loop play>>
<<audio auto play>>
<<audio noise stop>>
<img src="images\taxi.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Wsiadasz do auta, odpalasz silnik i gwałtownie wyjeżdżasz na główną ulicę.
Mimo późnej pory, jest pełna samochodów. Ktoś trąbi, ale go ignorujesz.
„Cholerne miasto” – myślisz.
Skręcasz w lewo w mniejszą uliczkę, na której możesz się rozpędzić.
„Za dużo ludzi, kurwa, za dużo ludzi” – mówisz sam do siebie. „Dobra, Robbie, gdzie dzisiaj jedziesz?”
Możesz wybrać jedną z dwóch dzielnic:
*[[Arkady]] – dzielnica bogata, o tej porze prowadzi huczne życie imprezowe, dużo bufonowatych biznesmenów, ale można zgarnąć spore napiwki
*[[Skrapy]] – dzielnica biedniejsza, bardziej w twoim klimacie, tętni życiem 24 godziny na dobę, ale często trafiają się awanturujący pasażerowie
<<audio ulica loop play>>
<<audio auto play>>
<<audio noise stop>><img src="images\taxi.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Miasto, w którym mieszkasz - Nowy Babilon - zbudowano na wyspie połączonej z lądem wielkimi mostami. W latach 20. gwałtowne zmiany klimatyczne spowodowały podniesienie poziomu wody i częściowo zalanie metropolii, która została przebudowana w porządku wertykalnym. Arkady jako dzielnica bogata znajdują się w jego najwyższych kondygnacjach.
Na najbliższym rondzie zjeżdżasz w prawo i jedziesz pod górę elegancką estakadą. Po pięciu minutach jesteś już w Arkadach. Zatrzymujesz się na krawężniku przed Poe’s – jednym z popularniejszych klubów muzycznych w okolicy. Mija cię roześmiana grupka zataczających się elegancików.
„...ebać biedę!” - łapiesz końcówkę okrzyku jednego z nich i słyszysz, jak rozbija butelkę o chodnik. Wzdychasz, odpalając papierosa. Rozglądasz się w poszukiwaniu potencjalnej klienteli.
Nagle słyszysz pukanie w szybę. Odwracasz się i widzisz tęgiego mężczyznę ubranego w biały garnitur. Ma srebrne dłonie ozdobione świecącymi sygnetami.
*[[„Dobry wieczór” - witam pasażera]]
<img src="images\taxi.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Miasto, w którym mieszkasz - Nowy Babilon - zbudowano na wyspie połączonej z lądem wielkimi mostami. W latach 20. gwałtowne zmiany klimatyczne spowodowały podniesienie poziomu wody i częściowo zalanie metropolii, która została przebudowana w porządku wertykalnym. Skrapy jako dzielnica biedoty znajdują się w jego najniższych kondygnacjach.
Na najbliższym rondzie zjeżdżasz w lewo i jedziesz w dół coraz bardziej obskurnymi uliczkami. Po pięciu minutach jesteś już na Skrapach. Zatrzymujesz się na krawężniku pod Edgarnią – jednym z popularniejszych lokali w okolicy. Mija cię roześmiana grupka zataczających się młodych chłopaków w podartych ubraniach (chociaż im zdaje się to nie przeszkadzać). Po chwili łapiesz ulotną myśl, by do nich dołączyć.
Szybko jednak odwracasz od nich wzrok – wzdychasz, odpalając papierosa. Rozglądasz się po chodniku w poszukiwaniu potencjalnej klienteli. Nagle słyszysz pukanie w szybę. Odwracasz się i widzisz niską kobietę w krótkich jaskrawozielonych włosach ułożonych w irokeza. Jej twarz jest pełna zardzewiałych mikrowszczepów w postaci piercingu.
*[[„Kiedyś musiała być bardzo atrakcyjna” - to jedyna myśl, która przebiega przez moją głowę, zanim zielonowłosa zaczyna szczebiotać]]<img src="images\pokojr.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Wstajesz, lekko kręci ci się w głowie. Zmęczonym wzrokiem omiatasz pokój w poszukiwaniu rzuconych gdzieś w pośpiechu spodni.
„Muszę kiedyś posprzątać ten syf” – myślisz, wczołgując się pod stół, gdzie wypatrzyłeś zgubę.
Nie masz za wiele czasu; w biegu zjadasz kanapkę, myjesz zęby i zakładasz kurtkę. Opuszczasz mieszkanie, schodząc zapuszczoną klatką schodową.
*[[Wychodzę na ulicę]]
<img src="images\taxi.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Grubas ignoruje twoje grzeczne przywitanie i wtacza się do samochodu, teraz dopiero orientujesz się, że ma w uchu mikrosłuchawkę, przez którą prowadzi rozmowę.
„Załatw mi miejsce na jutrzejsze spotkanie.... Nie, nie chce żadnych bezsensownych kolacji, nie... Nie mam na to czasu. Posłuchaj...
Ah te neony okropne, o tej porze dnia to »jak lasery« dla oka -
wracając, to nie jest moja wina, że będą-”
*[[Nie daję mu skończyć, ponieważ nagle moja stopa z impetem dociska hamulec do podłogi]]<img src="images\taxi.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Co pan od razu taki poważny? Skupiłby się pan lepiej na drodze. Rozkojarzony jak ci wszyscy nabuzowani feniksem...” - kręci głową, która powoli wraca do normalnego koloru.
„Feniksem? O czym pan mówi? Co to? Jak nabuzowany?” - wypytujesz go, zaciekawił cię, to się rzadko zdarza.
„A pan nie wie? Chodzi o nowy narkotyk. Nie jest bardzo popularny, to raczej elitarna sprawa. Ci z tanimi wszczepami to niezbyt z tego skorzystają, no ale ma niezwykle złożone działanie. Nie żebym próbował... Ale co ja tu panu będę mówił! pan przecież już się wydaje jakiś pod wpływem..... Nigdy więcej taksówek. O, tam zaraz może pan mnie wysadzić... Tak, tutaj”
*[[Wysadzam pasażera]]
<<audio ulica loop play>>
<<audio auto play>>
<<audio noisem stop>><<cacheaudio "ulica" "music/ulica.mp3">>
<<cacheaudio "auto" "music/auto.mp3">>
<<cacheaudio "noise" "music/noise.mp3">>
<<cacheaudio "noisem" "music/noisem.mp3">>
<<cacheaudio "door" "music/door.mp3">>
<<cacheaudio "noisemm" "music/noisemm.mp3">>
<<cacheaudio "drug" "music/drug.mp3">>
<<cacheaudio "dance" "music/dance.mp3">>
<<cacheaudio "noisedrug" "music/noisedrug.mp3">>
<<cacheaudio "pisk" "music/pisk.mp3">>
<<cacheaudio "edgarnia" "music/edgarnia.mp3">>
<<cacheaudio "edgarniam" "music/edgarniam.mp3">>
<<cacheaudio "jeb" "music/jeb.mp3">>
<<cacheaudio "edgarniao" "music/edgarniao.mp3">>
<<cacheaudio "poes" "music/poes.mp3">>
<<cacheaudio "poesm" "music/poesm.mp3">>
<<cacheaudio "ariel" "music/ariel.mp3">>
<<cacheaudio "poesd" "music/poesd.mp3">>
<<cacheaudio "hamulec" "music/hamulec.mp3">>
<<cacheaudio "cardoor" "music/cardoor.mp3">>
<<cacheaudio "key" "music/key.mp3">>
<<cacheaudio "call" "music/call.mp3">>
<<cacheaudio "light" "music/light.mp3">>
<<cacheaudio "car" "music/car.mp3">>
<<cacheaudio "nyx" "music/nyx.mp3">>
<<cacheaudio "nyxm" "music/nyxm.mp3">>
<<cacheaudio "robot" "music/robot.mp3">>
<<cacheaudio "szpitalm" "music/szpitalm.mp3">>
<<cacheaudio "szpitals" "music/szpitals.mp3">>
<<cacheaudio "r1" "music/r1.mp3">>
<<cacheaudio "r2" "music/r2.mp3">>
<<cacheaudio "r3" "music/r3.mp3">>
<<cacheaudio "suspens" "music/suspens.mp3">>
<<cacheaudio "silnik" "music/silnik.mp3">>
<<cacheaudio "poscig" "music/poscig.mp3">>
<<cacheaudio "shot" "music/shot.mp3">>
<<cacheaudio "skok" "music/skok.mp3">>
<<cacheaudio "zabijsie"" "music/zabijsie.mp3>>
<<cacheaudio "sen" "music/sen.mp3">>
<<cacheaudio "zf" "music/zf.mp3">>
<<cacheaudio "ignis" "music/ignis.mp3">>
<<cacheaudio "drama" "music/drama.mp3">>
<<cacheaudio "cool" "music/cool.mp3">>
<<cacheaudio "oris" "music/oris.mp3">>
<<cacheaudio "sen" "music/sen.mp3">>Wysadzasz pasażerkę. Od razu ruszasz dalej w poszukiwaniu kolejnych klientów. Przez całą noc nie możesz znaleźć spokoju - tajemniczy narkotyk krąży w twoich myślach. Na szczęście twoja zmiana mija spokojnie. Szum silnika i przytłumione odgłosy ulicy wyciszają cię.
Pod koniec zmiany, kiedy zaczyna świtać, jedyne, o czym myślisz, to sen.
*[[Wracam do domu]]
<<audio cardoor play>>Wysadzasz pasażera. Od razu ruszasz dalej w poszukiwaniu kolejnych klientów. Przez całą noc nie możesz znaleźć spokoju - tajemniczy narkotyk krąży w twoich myślach. Na szczęście twoja zmiana mija spokojnie. Szum silnika i przytłumione odgłosy ulicy wyciszają cię.
Pod koniec zmiany, kiedy zaczyna świtać, jedyne, o czym myślisz, to sen.
*[[Wracam do domu]]
<<audio cardoor play>>Pokonanie schodów do mieszkania jest wyzwaniem, biorąc pod uwagę przytłaczającą cię senność i zmęczenie. Jeszcze kawałek. Wszystkie twoje myśli skupiają się na jednym - łóżku. Wydaje się, że już nic nie może ci przeszkodzić.
*[[Zmierzam w stronę mieszkania]]
<<audio ulica stop>>
<<audio noisem loop play>>„Kurwa, no nie” - wyrzucasz z siebie niemal błagalnym tonem.
Przed twoim mieszkaniem stoi Flynn i bombarduje cię swoim najszerszym uśmiechem. Flynn jest zdecydowanie zbyt pozytywny, biorąc pod uwagę jego przeszłość.
„Heeej! Rob! Dobrze cię widzieć! Długo cię nie widziałem, wiesz!” - mówi i jednocześnie wymachuje swoimi metalowymi rękoma, jakby rozgrzewał się do ćwiczeń.
Flynn jest w gruncie rzeczy dobrym chłopakiem. Jak każde dziecko po przejściach swoje traumy maskuje dobrym humorem.
„Widzieliśmy się wczoraj Flynn, mieszkasz obok mnie” - mruczysz bardziej w podłogę niż do niego.
*[[Czekam na odpowiedź Flynna]]<img src="images\flynndialog.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Flynn zdaje się tego nie słyszeć. To jego mechanizm obronny. Nie dopuszcza do siebie złych wiadomości. Jest młody, ale ma głowę na karku. Życie nie było dla niego szczególnie przyjemne. Stracił całą rodzinę w wieku 14 lat i trafił do sierocińca. Flynn z sercem buntownika naturalnie wielokrotnie stamtąd uciekał.
„Rob, słuchaj, no muszę ci coś powiedzieć, chodźmy do ciebie”.
Pomimo zmęczenia nie masz serca się z nim kłócić. Serdeczność Flynna i jego bezpośredniość zawsze działały na ciebie rozbrajająco.
„Właź” - rzucasz i wchodzicie do mieszkania.
*[[Otwieram drzwi i wchodzę do mieszkania]]<img src="images\flynndialog.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Co ma zrobić nastoletni dzieciak bez rodziny, żeby przeżyć na ulicach tego parszywego miasta? Kraść. W wieku 16 lat Flynn robił to aż zbyt dobrze. Nazwanie go kieszonkowcem byłoby obrazą dla jego rzemiosła.
*[[Flynn od razu mnie zagaduje]]
<<audio door play>>
<<audio noisem stop>>
<<audio noisemm loop play>><img src="images\flynndialog.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Stary, odkryłem nowy odlot, ludzie się o niego zabijają. Mówią na to feniks. Mocne jak cholera. Zajebałem go dilerowi w Edgarni, ale chora akcja, kolesiowi świeciło się całe ramię. Właściwie, to nie było trudne. Czasem się zastanawiam, czy oni naprawdę są tacy bezmyślni” - Flynn ma taki słowotok, że ledwie znajdujesz moment, by mu się wciąć.
„Coo? Czy ty mówisz o jakimś nowym nark-” - młodzieniec nie daje ci jednak dokończyć myśli.
„Mówię ci, nigdy mnie tak nie wzięło! Zostało mi jeszcze trochę, chcesz
się przekonać? To działa zupełnie inaczej, nowość z górnej półki!”
Milczysz i zastanawiasz się, czy chcesz pakować się w to gówno.
„Bob? Myślę, że mogłoby ci pomóc... Stary, na mnie i moje ręce
zadziałało genialnie. Z tego, co wiem, to każdy, kto ma wszczepy czuje się podobnie. Zresztą, to nie ogłupia, ale pomaga” - chłopak wyrywa cię z transu.
*[[Moja ciekawość zwycięża - biorę narkotyk]]
*[[Widziałem wielokrotnie, co narkotyki robią z ludźmi w tym mieście. To nie czas, żeby brać narkotyk]]„W sumie co mam do stracenia...” - rzucasz bardziej w stronę chłopaka.
„No i dlatego jesteśmy kumplami! Mówię ci, nie pożałujesz. Poczujesz
się zajebiście, wreszcie jakieś pozytywne emocje” - Flynn odpowiada, podając ci przy okazji narkotyk. - „Dobra, stary, to ja lecę. W razie czego, to dzwoń do mnie, Bob. Udanego tripu!”
<<set $drug = "2">>
<<set $feni = "1">>
*[[Biorę małą naklejkę ze śmiesznym logo i naklejam na swoją dłoń]]
„Chyba se kurwa jaja robisz!” - odpowiadasz ostro. - „Czy od kiedy się znamy widziałeś mnie z dragami?!”
„Robert, chill... To nie działa tak, jak myślisz. Mógłbyś poczuć się zajebiście, stary. Wiesz, to mogłoby pomóc ci poradzić sobie z niektórymi
wspomnieniami... Prawdę mówiąc, gdy to zabrałem od razu pomyślałem o tobie” - w oczach chłopaka widać szczerą intencję, więc zmieniasz ton.
„Przestań, Flynn - nie chcę tego. Wypad!”
Widzisz, jak Flynn wychodzi z mieszkania i bez słowa zostawia narkotyk na stole.
Jesteś zmęczony, rozmowa z Flynnem wykończyła cię jeszcze bardziej.
<<set $drug = "1">>
*[[Padam na łóżko i zasypiam]]Ćwiczysz bez chwili na przerwę. Pompki, brzuszki, przysiady, podskoki. Jesteś zaskoczony, że twoje ciało jest w stanie wytrzymać taki wysiłek. Dopiero po ponad godzinie zaczynasz czuć zmęczenie, które wraca ze zdwojoną siłą. Padasz na łóżko jak kłoda i momentalnie zasypiasz.
*[[Zasypiam]]
<<audio dance loop play>>Puszczasz losową składankę. Zaczynasz tańczyć. Nie panujesz nad swoimi ruchami, jesteś wszędzie. Nie poznajesz siebie, ten stan euforii i pobudzenia do ciebie nie pasuje. Ale jesteś tu, jesteś w tym, musisz się ruszać żeby nie wybuchnąć. Dopiero po ponad godzinie zaczynasz czuć zmęczenie, które wraca ze zdwojoną siłą. Padasz na łóżko jak kłoda i momentalnie zasypiasz.
*[[Zasypiam]]
<<audio dance loop play>>Następnego dnia budzisz się oszołomiony. To był sen. Tak ci się przynajmniej wydaje. Nigdy nie śniłeś. W tym świecie ludzie już dawno przestali śnić, przez wszczepy i modyfikacje ciała stało się to niemożliwe. Nikt już nie pamięta, jak to jest.
Natychmiast musisz porozmawiać o tym z Flynnem.
*[[Idę do Flynna]]
<<audio dance stop>>
<<audio noisemm loop play>>
<<audio pisk loop play>>
<<audio noisedrug stop>>Przechodzisz przez korytarz do jego drzwi. Chcesz zapukać, ale orientujesz się, że zamek w drzwiach jest wyłamany. Popychasz je i twoim oczom ukazuje się kompletnie zdemolowane mieszkanie Flynna.
*[[„Co tu się...” - mruczę do siebie]]
<<audio noisemm stop>>
<<audio noisem loop play>>
<<audio pisk stop>>Następnego dnia budzisz się, gdy na zewnątrz jest już ciemno. Kolejna noc bez snów minęła szybko. W tym świecie ludzie już dawno przestali śnić, przez wszczepy i modyfikacje ciała stało się to niemożliwe. Nikt już nie wie, jak to jest.
*[[Leniwie podnoszę się i siadam na krawędzi łóżka]]
<<audio noisemm stop>>
<<audio noisemm loop play>>Mała naklejka ze śmiesznym logo patrzy na ciebie. Narkotyk, który zostawił Flynn znowu cię kusi. Twoja słabość względem jednej, małej używki zaczyna cię denerwować. Pozostajesz wierny swojej decyzji, jednak żeby być pewnym, decydujesz się oddać „prezent” Flynnowi.
*[[Idę do Flynna]]
<img src="images\pokojflynn.png" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Oblewa cię fala gorąca. Niepokój. Gdzie jest Flynn? Dlaczego nic nie słyszałeś? Robisz szybki rekonesans pokoju. Nic nie zostało skradzione. To nie mogło być zwykłe włamanie. Nie możesz tego tak zostawić. To na pewno przez ten jebany narkotyk. Ten głupi dzieciak już dawno powinien nauczyć się konsekwencji okradania niewłaściwych ludzi. Klniesz pod nosem. Musisz go znaleźć. W głowie masz tylko nazwę knajpy. Edgarnia.
<<if $drug is "2">>
*[[Jadę do Edgarni]]
<<elseif $drug is "1">>
*[[Patrzę na naklejkę z Feniksem]]
<</if>>
<<if $drug is "2">>
Edgarnia. „Parszywe miejsce” – mruczysz pod nosem. Półmrok. Pachnie alkoholem. Rozglądasz się. „Wygląda tak samo, jak kiedyś” – myślisz. Kręci ci się w głowie. Stajesz pod ścianą i szczypiesz się w policzek. „Po co tu przyszedłem?... Po co, po co?” – nucisz po cichutku. „Ach, no tak. Flynn!”
<<elseif $drug isnot "2">>
Wchodzisz do Edgarni. W powietrzu unoszą się przemieszane zapachy najróżniejszych trunków. Światło jest delikatnie przytłumione. Rozglądasz się dookoła. „Niewiele się tu zmieniło” – myślisz. Próbujesz sobie przypomnieć, kiedy ostatnio tu byłeś. Ktoś cię potrąca i orientujesz się, że stoisz w przejściu. Odchodzisz pod ścianę i wracasz myślami do Flynna.
<</if>>
*[[Rozglądam się po pomieszczeniu]]
<<audio noisedrug stop>>
<<audio noisem stop>>
<<audio edgarnia loop play>>Patrzysz na feniksa. Znowu masz wrażenie, że on patrzy na ciebie. Może przyda ci się mała pomoc?
*[[Nie. To nie czas, żeby brać narkotyk]]
*[[Biorę narkotyk]]Decydujesz się nie brać narkotyku i działać na trzeźwo.
*[[Jadę do Edgarni]]Efekt jest natychmiastowy. Znika zmęczenie. Nie czujesz senności. Wszystko dookoła nabiera ostrości. Kolory są wyraźniejsze. Czujesz przypływ adrenaliny. Nie czułeś się tak od lat.
<<set $drug = "2">>
*[[Jadę do Edgarni]]
<<audio noisemm stop>>
<<audio drug play>>
<<audio noisedrug loop play>><img src="images\edgogolny.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Kto tu może coś wiedzieć?” Jeszcze raz omiatasz pomieszczenie wzrokiem. Za ladą zauważasz korpulentnego, czarnoskórego pana. „Barman! Oni zawsze coś wiedzą”. Zauważasz, że ma wszczepy na twarzy i lewej ręce oraz tatuaż na szyi. Wygląda na groźnego, ale uczciwego. Wzdychasz głęboko.
*[[Podchodzę do baru]]
<img src="images\edgbarman.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
<<if $drug is "2">>
„Co podać?” - zagaduje barman.
„Wódkę”.
„Już podaję”.
*[[Rozglądam się i zagaduję: „Niezły ruch tutaj macie, jakaś szczególna okazja czy zawsze jest tu tak tłoczno?”]]
<<elseif $drug isnot "2">>
„Co dla ciebie?”
„Wódka”.
„Już podaję”.
*[[Rozglądam się i mówię: „Widzę, że macie tutaj spory ruch”]]
<</if>>
<<audio edgarnia stop>>
<<audio edgarniam play>>„Jeszcze jedno słowo i wyjebię cię z tego baru, rozumiesz?!” - reaguje barman, po którym widać, że wie, o czym mówisz.
„Nie tak szybko... Jeżeli ja wylecę, to ty razem ze mną. Nie jestem tu
pierwszy raz i swoje widziałem. Jeżeli nie chcesz, żeby twoje brudy wyszły na jaw, to zacznij mówić, co wiesz”.
„Nic na mnie nie masz...” - zaciska szczęki, wkurza się, bo wie, że nie jest niewiniątkiem.
„Bar nieźle prosperuje. Nic dziwnego, skoro większość przepija tu swój
cały majątek. Szkoda tylko, że rano nie pamiętają jak do tego doszło...”
„Stul pysk” - odpowiada wściekły barman.
„Spokojnie, nikt o niczym się nie dowie... jeśli tylko opowiesz mi
więcej o tym, co dodajesz do tych drinków”.
*[[Czekam, aż barman mi odpowie]]
<<audio jeb play>>„Wypierdalaj stąd albo ochrona ci pomoże”.
*[[Chwytam barmana za szyję i go przyduszam]]„Widzę, że grzecznie się nie da”.
*[[Przyciągam barmana do siebie]]
„Patrz na moją dłoń. Patrz kurwa! Widzisz? Pytam czy wiesz gdzie to znajdę?”
„Spierdalaj, nic nie wiem!”
„Kłamiesz mnie, chuju”
*[[Uderzam twarzą barmana o ladę]]Barman zalewa się krwią.
„A teraz?”
„Spróbuj jeszcze raz, a pożał-” - przeskakujesz przez ladę i uderzasz barmana w twarz. - „Pierdol się. Ariel powinien być teraz w Poe's. Tylko lepiej porozmawiaj najpierw z właścicielem. Obyś go znalazł, on da ci to, na co zasługujesz”.
<<set $dealer = "1">>
„No i proszę, jednak udało nam się dogadać. Miło było, ale czas się zbierać” - rzucasz barmanowi napiwek. - „Masz, to za obsługę”.
*[[Odchodzę do drzwi baru]]
<<audio jeb play>><<if $dealer is "1">>
Odchodzisz od baru. Wiesz, kogo i gdzie szukać. Rozglądasz się po Edgarni. Przy stolikach siedzi parę osób; może ktoś jeszcze powie coś istotnego?
<<elseif $dealer isnot "1">>
Odchodzisz od baru. Wiesz, gdzie szukać, ale nie wiesz kogo. Rozglądasz się po Edgarni. Przy stolikach siedzi parę osób; może ktoś z nich powie coś istotnego?
<</if>>
*[[Kobieta przyciąga moją uwagę]]
*[[Dryblas przykuwa moją uwagę]]
*[[Przysiadam się do chłopaka]]
*[[Wychodzę z Edgarni]]
<<audio edgarniam stop>>
<<audio edgarnia loop play>>Zauważasz siedzącą samotnie kobietę.
Jej krótkie i czarne jak smoła włosy sterczą we wszystkie strony. Srebrna kurtka reflektuje żółte światło. Bawi się szklanką, co rusz stukając palcami o blat. Po chwili widzisz, jak ukradkiem chowa do kieszeni naklejkę z feniksem.
Wskazujesz na miejsce obok niej.
„Wolne?”
Kobieta nawet na ciebie nie spogląda i milczy.
<<if $drug is "2">>
*[[Dosiadam się do kobiety, wyostrzone zmysły nie pozwalają mi jej zignorować]]
<<elseif $drug isnot "2">>
*[[Dosiadam się do kobiety]]
<</if>>
*[[Odchodzę do drzwi baru]]
<<audio edgarniam loop play>>
<<audio edgarnia stop>>Spoglądasz na stolik, przy którym siedzi mocno umięśniony dryblas. Jego masywna twarz wydaje się lekko zniekształcona, dostrzegasz metalową, połyskującą płytkę na prawej skroni. Przez cały policzek ciągnie się blizna, aż do samych ust. Myślisz sobie: „matko, musiał nieźle oberwać”.
<<if $drug is "2">>
*[[Zajmuję miejsce obok dryblasa; gdyby nie feniks, nie odważyłbym się na to]]
<<elseif $drug isnot "2">>
Czujesz, że konfrontacja z tym kolesiem nie skończyłaby się dobrze, więc wykonujesz taktyczny odwrót.
*[[Odchodzę do drzwi baru]]
<</if>>
<<audio edgarniam loop play>>
<<audio edgarnia stop>>Dostrzegasz w rogu drobnego młodego chłopaka. Ubrany w śnieżnobiałą koszulę i rozpiętą czerwoną marynarkę z połyskującym metalowym krawatem, zdaje się w ogóle nie przystawać do miejsca, w którym się znalazł. Wlepiając wzrok w małą przenośną konsolę Atari i powoli sącząc yerbę, sprawia wrażenie absolutnego braku zainteresowania całym światem. Może to i lepiej.
„Wolne?” - pytasz nienachalnie.
„Jeśli nie przeszkadza ci moje towarzystwo” - odpowiada, wciąż patrząc
jedynie na ekran.
Siadasz naprzeciwko. Chłopak wydaje się niezwykle ułożony - zapewne to dobrze usytuowany syn jakichś szych. Twoją uwagę przykuwa trójwymiarowy zegarek na lewym nadgarstku, sprawiający wrażenie przytwierdzonego bezpośrednio do skóry. Być może to rodzaj wszczepu. Po jego elektronicznych okularach, co chwila przebiega kolejny tabun informacji i obrazów.
*[[„Trochę mi tu nie pasujesz. Co taki chłopak robi w takim miejscu jak to?”]]
<<audio edgarniam loop play>>
<<audio edgarnia stop>>Wychodzisz przed Edgarnię. Zapalasz papierosa. „Poe’s” – myślisz. – „Muszę tam pojechać od razu”. Gasisz peta, wsiadasz do samochodu i odjeżdżasz spod Edgarni.
*[[Jadę do Poe's]]
<<audio edgarnia stop>>
<<audio edgarniao loop play>><img src="images\edgkobieta.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Dostrzegasz, że wcale nie ma wszczepów na dłoniach – całe jej przedramiona to protezy. Gdy tylko siadasz, szybko naciąga na nie rękawy.
„Widziałem ludzi, którzy byli dumni z gorszej roboty. Skąd myśl, że-”
„Skąd myśl, że chcę z tobą gadać?” - przerywa ci, wciąż nie odrywając wzroku od szklanki.
„Jeżdżę taryfą, cholerna robota, ale przynajmniej da się z niektórymi pogadać. Czasem udają, że nie chcą mówić, ale prędzej czy później mi się z czegoś zwierzają”.
Kobieta podnosi szklankę do ust.
*[[Milknę, mając nadzieję, że podtrzyma rozmowę]]
*[[Nie czekam na jej reakcję i zadaję kolejne pytanie]]„Nie przychodzisz tu zdaje się często. Taką twarz bym zapamiętała. Czego chcesz?”
„Kumpeldałmifeniksa. ichcęznaleźć dilera”.
„Feniksa? Więc całe miasto bierze już to gówno”.
„Chceszmiwmówić. żejesteśwyjątkiem?”
„Bierzesz feniksa, bo wierzysz, że daje szczęście?”
„Niewierzę. wszczęście”.
„A w co?”
„Żedasięnamomentwyrwaćzrzeczywistości”.
Po raz pierwszy podnosi na ciebie wzrok.
„I z czego niby się ludzie tobie zwierzają?”
*[[Wzruszam ramionami i mówię: „zewszystkiego”]]„Co ty odpierdalasz typie, co to za awantura?!”
„Gadaj! KtoTuSPRZEdajeFENIKSA!” - odpowiadasz z jeszcze większą agresją.
„Siadaj z dupą, bo nie ręczę kurwa za siebie!”
Nie słuchasz rad dryblasa, na stoliku obok dostrzegasz butelkę z niedokończonym alkoholem, chwytasz ją i pewnym ruchem rozbijasz na jego głowie.
„Czy do reszty cię pojebało? Zaraz tego pożałujesz”.
Mięśniak lekko ogłuszony wymierza ci trafny cios w twarz. Upadasz, robi ci się ciemno przed oczami. Zdajesz sobie sprawę, że uderzenie było naprawdę silne.
„……ughhhh, ChcęTylkoooZdobyćpewneinformacje!”
*[[Nagle dostrzegam metalową rurkę opartą o ścianę. Chwytam ją i uderzam dryblasa prosto w jaja]]„Co ty odpierdalasz, typie?!”
„Gadaj! KtoTuSPRZEdajeFENIKSA, AlboRozpierrrrdole ci tąButelkęNaŁbie! I nie będzie jużTakKolorowo!!”
„Siadaj z dupą, bo nie ręczę kurwa za siebie!”
Nie słuchasz rad dryblasa, rozbijasz mu butelkę na głowie – przy okazji samemu ranisz się potłuczonym szkłem.
„Czy do reszty cię pojebało? Zaraz tego pożałujesz.”
Mięśniak lekko ogłuszony wymierza ci trafny cios w twarz. Upadasz, robi ci się ciemno przed oczami. Zdajesz sobie sprawę, że uderzenie było naprawdę silne.
„……ughhhh, ChcęTylkoooZdobyćpewneinformacje!” - krzyczysz, leżąc na ziemi.
*[[Dostrzegam metalową rurkę opartą o ścianę. Łapię ją i wymierzam dryblasowi celny cios w jaja]]<img src="images\poeview.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Wchodzisz do Poe's. Czujesz wymieszany zapach alkoholu oraz drogich perfum. Całe pomieszczenie jest eleganckie i schludne. „Miła odmiana po Edgarni...” - mruczysz pod nosem, podchodząc w stronę baru. Przy stoliku widzisz właściciela.
<<if $dealer is "1">>
*[[„Hm, w sumie to znam imię tego dilera, może spróbuję szczęścia i pójdę prosto do niego”]]
*[[Dosiadam się do stolika właściciela]]
<<elseif $dealer isnot "1">>
*[[Dosiadam się do stolika właściciela]]
<</if>>
<<audio edgarniao stop>>
<<audio poes loop play>><img src="images\poedialog.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Cóż sprowadza pana tego pięknego dnia do mojego skromnego baru?”
„Szukam informacji, panie...?”
„Larry Poe, można po prostu Larry”.
„Dobra, Larry. Chyba wiesz o tym nowym odlocie?”
„Prawdopodobnie. Ale wiesz, słońce, że nowe narkotyki pojawiają się co sekundę. Proszę... więcej szczegółów”.
<<if $dealer is "1">>
*[[„Imię Ariel coś ci mówi?”]]
<<elseif $dealer isnot "1">>
*[[„Nowy towar, diler ze świecącą ręką? Gadaj, co wiesz!”]]
<</if>>
<<audio poes stop>>
<<audio poesm loop play>>Podchodzisz do stolika, który wskazał Larry. Siedzi przy nim jakiś gość. „To musi być Ariel” - to jedyne, co przebiega ci przez myśl. Patrzy na ciebie podejrzliwie.
„Możemy pogadać?” - mówisz do dilera, a ten kiwa głową, jednak nim zdążysz coś powiedzieć mówi: „Nie tutaj. Za dużo tu ludzi”.
Gestem nakazuje ci iść za nim. Udajecie się na zaplecze.
*[[Podążam za dilerem]]
„Jeśli próbuje mnie pan upić, to jedno martini nie wystarczy”.
„Starasz się być miłym, a kończy się zawsze tak samo...” - powoli wstajesz.
„Hola, hola” - zatrzymuje cię. - „Mogę przyjąć pański prezencik, skoro tak panu zależy” - mówi kokieteryjnie.
Siadasz z powrotem. Kobieta powoli sączy martini.
„A teraz do rzeczy, o co chodzi?”
„Nowe dragi, słyszała pani coś?”
„Nie tego się spodziewałam. Nie wyglądasz, jak jeden z tych-”
Przerywasz kobiecie.
„Nie! Źle mnie pani zrozumiała. Szukam informacji o tym...” - odchrząkasz nerwowo. - „Mój przyjaciel się w to wpakował i teraz ma kłopoty. Nie jestem jakimś ćpunem szukającym dawki!”
„Przykro mi z powodu twojego przyjaciela, niestety nie jestem w stanie pomóc” - odpowiada zmieszana.
„Dziękuję” - rzucasz beznamiętnie, myślami jesteś już gdzie indziej.
*[[Nagle czuję, jak ktoś lekko klepie mnie w ramię]]„Jestem Ariel. Szukałeś mnie, co mogę dla ciebie zrobić?” - pyta diler.
*[[„Nie znam tego gościa, lepiej podejdę do tego ostrożnie” - myślę]]
*[[„Nie ma co owijać w bawełnę, walę prosto z mostu” - przebiega mi przez myśl]]
<<audio poesd loop play>>
<<audio poesm stop>>
Masz więcej pytań niż odpowiedzi. „Grupa rozprowadzająca narkotyk, który przywraca sny... Cholera, o co w tym wszystkim chodzi? W co ten Flynn się wpakował?” Nie masz żadnego konkretnego tropu i nie wiesz, co zrobić. „Szlag by to...” - mruczysz pod nosem, po czym wsiadasz do samochodu.
*[[Lepiej wrócę do mieszkania]]
<<audio poesm stop>>
<<audio poesd stop>>
<<audio ariel loop play>>Wchodzisz do mieszkania, nie patrząc na drzwi Flynna. Jesteś bardzo zmęczony, ale od razu siadasz do komputera. „Zobaczmy, co znajdę w sieci”.
*[[Wpisuję w wyszukiwarkę „somnia sekta”]]
*[[Wpisuję w wyszukiwarkę „feniks narkotyk”]]
<<audio noisemm loop play>>
<<audio ariel stop>>
<<audio poesd loop play>>Wyszukiwarka proponuje ci dziewiętnastowieczną historię literatury polskiej, dzieła wszystkie Korneliusza Tacyta i stronę o jakichś starodawnych egzorcyzmach. Żadnych informacji na temat sekty, o której mówił Ariel.
*[[Wpisuję w wyszukiwarkę „feniks narkotyk”]]
<<audio key play>>Wyszukiwarka zasypuje cię linkami na temat feniksa: od newsów przez prywatne blogi po teorie spiskowe. Szukasz informacji o sekcie lub sposobach dystrybucji narkotyku, ale wygląda na to, że nikt o tym nie pisze.
*[[Wpisuję „nowy babilon zniknięcia”]]
<<audio key play>>Wchodzisz w artykuł The New Babylon Times, który wyskoczył jako pierwsza pozycja. Skanujesz jego treść.
*[[„Co z tego może się przydać?”]]
<<audio key play>>Z artykułu wynika, że w ostatnim czasie odnotowano w Nowym Babilonie niespotykanie dużo zniknięć. Ich ofiarami padają młodzi ludzie, głównie ze Skrapów, często zamieszani w brudne interesy półświatka. Niewielki odsetek znaleziono później martwych.
„No, to już jest jakiś trop. Może ta cała sekta stoi za tymi porwaniami!” – myślisz. – „Potrzebuję czyjejś pomocy, żeby rozjaśnić tę sprawę”.
*[[„Tylko kto może coś wiedzieć?”]]
Zastanawiasz się chwilę, odkopując w pamięci stare znajomości. Przychodzą ci do głowy dwie osoby:
Evelyne – pracuje jako patolog w kostnicy w Egorze, do której trafia większość niezidentyfikowanych trupów.
Bogart – prowadzi na Skrapach nielegalny sklep z bronią, dobrze zorientowany w tamtejszym półświatku.
„Nie ma wyjścia. Muszę się skontaktować z którymś z nich”. Bierzesz telefon i wchodzisz w kontakty. Masz numery do obojga.
*[[Dzwonię do Evelyne]]
*[[Dzwonię do Bogarta]]
<img src="images\Rozmowa przez telefon z Evelyne.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Nie masz czasu do stracenia. Idziesz do samochodu i ruszasz, po czym wybierasz numer do Evelyne.
„Robby-Bobby?! No nie wierzę, wszystkich bym się spodziewała”.
„Słuchaj, nie mam czasu objaśniać sprawy, ale chciałbym odwiedzić cię w pracy”.
„Oczywiście, że w pracy... A czemu miałabym się zgodzić?”
*[[„Hmm… Powiedzmy, że tęsknię. I przyniosę sok jabłkowy”]]
*[[„Sprawa jest pilna...”]]
<<set $laguna = "1">>
<<audio noisem loop play>>
<<audio call play>>
<<audio noisemm stop>>
<img src="images\Rozmowa przez telefon z Bogartem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Nie masz czasu do stracenia. Idziesz do samochodu i ruszasz, po czym wybierasz numer do Bogarta.
„¡Hola! Kto mówi?”
„Bogart. Tu Robert. Jesteś może w Nowym Babilonie?”
„Si. Robię akurat intereses. A czemu pytasz?”
„Mam pilną sprawę i zdaje się, że możesz mi pomóc”.
„Dobrze, Roberto. Podjadę do ciebie za 5 minutos. Obyś nie zmarnował mojego cennego tiempo”.
„Jestem w samochodzie, mogę podjechać pod twój sklep”.
„Gdzie jesteś? Zgarnę cię”.
Po 5 minutach spotykacie się na niedalekim skrzyżowaniu.
*[[Wsiadam do auta Bogarta]]
<<audio call play>>
<<audio noisem loop play>>
<<audio noisemm stop>>„Dobra, dobra. Już bez takich, nowych będę miała o 6”.
„Okej, wpadnę. Dzięki, słonko”.
*[[Jadę do kostnicy]]
„Uuu, widzę, że pan stróż prawa powrócił. Nie wątpię, że jest pilna. Nowych będę miała o 6. Nie przychodź z pustymi łapami”.
„Z pustymi nie przyjdę”.
*[[Zmierzam do kostnicy]]
<img src="images\Kostnica - sok.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Wchodzisz do środka chwilę po szóstej. Evelyne na ciebie czeka.
„No, witam, witam w moich skromnych progach” – mówi. – „Masz ten sok?”
Stawiasz sok na stole.
„Do rzeczy, kochany”.
*[[„Dużo ci nie mogę powiedzieć...”]]
<<audio noisem stop>>
<<audio light loop play>>
<<audio noisemm loop play>>
<<audio car play>>
<<audio poesd stop>><img src="images\Kostnica - czekolada.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Wchodzisz do środka chwilę po szóstej. Evelyne na ciebie czeka.
„No, witam, witam w moich skromnych progach” – mówi. – „Co przyniosłeś?”
„Coś na osłodę życia” – odpowiadasz i wręczasz jej czekoladę.
„Ha! Musiałbyś wtedy przywieźć całą taczkę” – śmieje się. – „Do rzeczy, kochany”.
*[[„Dużo ci nie mogę powiedzieć...”]]
<<audio noisem stop>>
<<audio light loop play>>
<<audio noisemm loop play>>
<<audio car play>>
<<audio poesd stop>>„Ty nigdy dużo nie mówiłeś”.
Patrzysz na nią wzrokiem, który mógłby zabić.
„Dobra, dobra. Mów ile możesz”.
„Czy masz dużo młodych ostatnio na stanie?”
„Wow, wow, wow! Ktoś odrobił pracę domową! Nie wiedziałam, że cię to jeszcze kręci”.
„Evelyne... Co mi możesz o nich powiedzieć?”
„Młodzi zwykle od 18 do 25 lat. Brak obrażeń zewnętrznych i wewnętrznych. Zatrzymanie
czynności życiowych, choć przyczyna śmierci nieznana. Jakby ktoś ich wyłączył”.
„Zdarzało się to już wcześniej?”
„Kiedyś to były pojedyncze przypadki, ale teraz to jakaś plaga. Akurat mam kolegę na stole”.
Podchodzicie do stołu z trupem, który jest przykryty do pasa. Evelyne przegryza kanapkę.
„Obejrzyj sobie, a ja dokończę jeść”.
*[[Oglądam ciało]]
Zauważasz fragment tatuażu na ramieniu.
„A to co?”
„Też bym chciała wiedzieć” – Evelyne bierze rękę i ją wykręca. – „Przywitaj się, koleżko”.
Pokazuje ci cały tatuaż.
„Jakbyś był zainteresowany, to cała ósemka, która ostatnio do mnie przyjechała, miała ten
tatuaż. Nie wiem co to jest... Coś na kanwę ptaka?”
„Feniks...” – szepczesz.
„Co?” – szepcze Evelyne.
„Feniks” – szepcesz ponownie.
„Czemu szepczemy?”
*[[Przewracam oczami]]
<img src="images\Zdjęcie piosenkarki.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Masz coś jeszcze?”
„Nic niezwykłego, ale jak chcesz pogrzebać, to tam są jeszcze jego rzeczy”.
Przeszukujesz jego rzeczy. Znajdujesz zdjęcie kobiety – wydaje się jakby znajoma. Z tyłu widnieje podpis: „Dla Charlesa ♥”. Pokazujesz zdjęcie Evelyne.
*[[„A to kto?”]]
„Na pierwszy rzut oka – dziewczyna. A co, gramy w kalambury?”
„Pytam poważnie”.
„Nie wiem, kto to jest. Siostra, matka, dziewczyna, ojciec – nie wiem”.
„Mogę to zabrać?”
„A bierz co chcesz, ja nic nie widziałam. Ale trupa zostaw”.
„Dzięki”.
„Mógłbyś częściej wpadać! Jak za starych, dobrych czasów”.
*[[„One już minęły”]]
Wychodzisz z kostnicy i wsiadasz do samochodu. Wyciągasz zdjęcie, które znalazłeś w rzeczach zmarłego. „Gdzie ja widziałem tę twarz?” – myślisz. Przebiegasz myślami po pamięci.
Nagle przypomina ci się. Ta dziewczyna parę lat temu była gwiazdą w jednym z klubów na Skrapach. Odpalasz silnik i ruszasz. Pamięć wraca, przypominasz sobie jej występy, które oglądałeś. Klub nazywał się Nyx, właściwie to nie był klub, bardziej coś jak klubokawiarnia lub amatorski teatr. W każdym razie. w dawnych czasach Nyx był główną imprezowanią skrapskiego queeru.
Próbujesz przypomnieć sobie nazwisko tej dziewczyny albo chociaż pseudonim artystyczny. „To było krótkie i chwytliwe” – mruczysz pod nosem. – „Chyba kończyło się na S…”
Skręcasz w lewo w drogę prowadzącą w dół na Skrapy. Nagle przypomina ci się to, nad czym się głowisz. „Oris!” – wykrzykujesz na głos. – „Nazywała się Oris!”
Uśmiechasz się do siebie zadowolony ze swojej pamięci. Czujesz narastające podekscytowanie – wreszcie masz jakiś trop.
*[[Jadę w kierunku Nyx]]
<<set $evelyne = "1">>
<img src="images\neon nyx.png" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Podjeżdżasz pod niski budynek wciśnięty między kamienice. Z zewnątrz niczym nie wyróżnia się z otoczenia – ot, zwykły dwupiętrowy klocek z betonu, jakimi przed laty pozapychano na Skrapach każdy milimetr wolnej przestrzeni. Jedynie fioletowy napis NYX nad drzwiami wejściowymi nadaje mu trochę własnego charakteru. Przez chwilę przyglądasz się budynkowi, po czym gasisz silnik i wysiadasz z auta.
*[[Idę w kierunku drzwi]]
<<audio noisem stop>>
<<audio poesd stop>>
<<audio car play>>
<<audio noisemm stop>>
<<audio light stop>>
<<audio nyx loop play>>„Więc o co chodzi, Roberto? Dlaczego ja miałbym ci pomóc?”
„Zauważyłeś może ostatnio plagę narkotykową w mieście?”
„Directamente, Roberto. Widzę, że jesteś bardzo bezpośredni. Rzeczywiście, zauważyłem coś
nowego na rynku. Odbiło się to nawet na moich intereses. Zdobyłem trochę więcej klientów. Jadę właśnie do jednej z moich placówek, w której zaczęło się ostatnio bueno powodzić”.
„Mogę się z tobą zabrać?”
Bogart patrzy na ciebie podejrzliwie.
„Dlaczego miałbym się zgodzić?”
*[[„Może znajdę coś, co pomoże odnaleźć mojego... przyjaciela”]]
*[[„Może mógłbym ci się przydać w przyszłości”]]
„Przyjaciela? Hm... Rzeczywiście brzmi to importante. Zwłaszcza w twoim przypadku, Roberto”.
„Dziękuję”.
„Obym tego nie pożałował”.
*[[Jedziemy do sklepu Bogarta]]
„Claro. Kiedyś byłeś niezły w swoim fachu, nie to co w tej okropnej taxi. Mogę o tym pomyśleć. Tymczasem, vamos”.
*[[Jedziemy do sklepu Bogarta]]
<img src="images\Sklep z bronią.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Wchodzicie od tyłu do posępnie wyglądającego budynku, w którym mieści się sklep Bogarta. Rozglądasz się po półkach zapełnionych strzelbami, rewolwerami, nożami i granatami. Przed ladą stoi niewielka armata.
„To atrapa” – mówi Bogart, widząc, że jej się przyglądasz.
Kiwasz głową i otwierasz usta, by zapytać Bogarta, czy wie coś o zaginięciach, gdy nagle rozlega się pukanie do drzwi.
„Kto to się dobija tak tarde?” – zastanawia się głośno Bogart. – „Lepiej otworzę. Ludzie potrafią tu być muy peligrosos”.
*[[Chowam się na tyłach sklepu]]
<<audio car play>>Słuchasz, jak do środka ładuje się grupa mężczyzn. Klną i hałasują, jest ich co najmniej czterech. Wychwytujesz strzępy rozmowy. „…nagłe zapotrzebowanie…”, „…najlepszy sprzęt…”, „…złapać tę cholerną dziwkę…”. Bogart dobija z mężczyznami targu i słyszysz, jak wychodzą. Wymykasz się tylnym wyjściem i obserwujesz ich zza rogu.
„…wystarczyć, żeby dorwać tę Oris” – mówi jeden z nich przez zęby. – „Co ona sobie, kurwa, myślała, że może zwiać z Somnii i nic jej się nie stanie?!”
Mężczyźni wsiadają do auta i odjeżdżają.
*[[Wracam do Bogarta]]
<<audio noisem stop>>
<<audio noisemm loop play>>„No, amigo, już myślałem, że zwiałeś”
„Słuchaj, Bogart, mówi ci coś imię Oris?”
„Oris, Oris…” – Bogart puka palcami w ladę. – „To nie była ta gwiazdeczka z Nyxu, którą wszyscy się zachwycali? Muy talentosa, piękny głos miała”.
Wiesz, że Bogart ma rację. Rzucasz tylko: „Dzięki, amigo” i wybiegasz ze sklepu. Podekscytowany biegniesz całą drogę do skrzyżowania, przy którym zostawiłeś swoją taksówkę. Przypominasz sobie Nyx, lokal w rodzaju klubokawiarni lub amatorskiego teatru. W dawnych czasach był główną imprezowanią skrapskiego queeru.
Uśmiechasz się do siebie zadowolony – wreszcie masz jakiś trop.
*[[Jadę w kierunku Nyx]]
<<set $bogart = "1">>
<<audio noisemm stop>>
<<audio noisem loop play>>
Drzwi są otwarte, więc po cichu wchodzisz do środka. Nikogo tu nie ma. Wystrój foyer ogranicza się do tęczowej girlandy pod sufitem i kawałka czerwonego materiału na podłodze, mającego najwyraźniej imitować dywan. Znajdują się tu jedynie toalety – reszta parteru służy dozorcom sąsiednich kamienic jako magazyn. Do sali teatralnej na pierwszym piętrze prowadzą ciasne spiralne schody.
*[[Wchodzę na górę]]
<img src="images\Teatr.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Sala teatralna prezentuje się nieco okazalej. Na podłodze leży czerwony dywan, tym razem prawdziwy, ściany i scena obwieszone są kolorowymi lampkami. Pod sceną zauważasz wiadro do połowy wypełnione wodą – sufit przecieka. Spoglądasz w górę i dostrzegasz brak żyrandola z fałszywych diamentów, który ongiś był chlubą teatru. „Chude lata” – mruczysz pod nosem.
*[[„Kto tu może coś wiedzieć?”]]
Rozglądasz się po pomieszczeniu.
Przy stoliku w rogu siedzi samotny mężczyzna; głowę ma pochyloną, ale rozpoznajesz w nim tutejszego konferansjera. To jeden z założycieli teatru, związany z nim od lat, żywa legenda nowobabilońskiego queeru.
Po drugiej stronie sali znajduje się szatnia; zza lady widać siwe loki – pewnie stara gderliwa szatniarka jak zwykle ślęczy nad krzyżówkami. Ona również była tu od zawsze, ale nie pamiętasz, żebyś kiedykolwiek z nią rozmawiał.
W głębi, zza kotary oddzielającej garderoby, dobywa się snop światła – pewnie ktoś z artystów przygotowuje się już do wieczornych występów. Kto wie, może jest tam też Oris?
*[[Podchodzę do konferansjera]]
*[[Podchodzę do szatniarki]]
*[[Zaglądam do garderoby]]
<img src="images\Rozmowa z konferansjerem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Można?” – pytasz, starając się nawet przez chwilę nie zawiesić wzroku na jego cudacznym stroju. Jest ubrany w granatową marynarkę w różnokolorowe, jaskrawe grochy. Jego prążkowane eleganckie spodnie, nader pokaźnych rozmiarów obuwie oraz fluorescencyjna apaszka godzą w twoje poczucie dobrego smaku.
„Ja, naturlich. Jestem Albrecht. Albrecht Durer. Konferansjer w tym Bogu ducha winnym przybytku, który ty pewnie znasz pod nazwą teatru Nyx. Co cię do mnie sprowadza, przystojniaczku?” – nawet nie rejestrujesz momentu, kiedy jego dłonie zaczynają znajdować się niebezpiecznie blisko twojego kolana.
„Potrzebuję pewnych informacji” – rzucasz stanowczo, wyrzucając jednocześnie jego dłonie do obszaru strefy komfortu.
„Schade, jest pan ewidentnie za mało spontaniczny, Herr...?”
„Robert” – odpowiadasz, siląc się na uśmiech.
„Herr Robert. Całkiem ładniutkie imię. Z uwagi na fakt, że w tej chwili i tak nudziłbym się niemiłosiernie, a pan jest do tego taki słodziutki, chętnie służę pomocą. Czego pan potrzebuje?”
<<if $bogart is "1">>
*[[„Mówi ci coś imię Oris?”]]
<<elseif $evelyne is "1">>
*[["Poznajesz tę dziewczynę?" – pytam, rzucając na stół zdjęcie.]]
<</if>>
<<audio nyx stop>>
<<audio noisem loop play>>
<<audio nyxm loop play>><img src="images\Rozmowa z szatniarką.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Opierasz się o ladę i zaglądasz za nią. Szatniarka podnosi na ciebie wzrok znad krzyżówki.
*[[„Oris… co pani o niej wie?”]]
*[[„Witam piękną panią, widzę krzyżóweczkę sobie pani rozwiązuje”]]
<<audio nyxm stop>>
<<audio nyx stop>>
<<audio noisem loop play>><img src="images\Rozmowa z drag queen.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Siadasz przy stoliku zajmowanym przez rosłego Azjatę. Prócz fioletowej, obciśniętej na muskułach brokatowej bluzki z głębokim dekoltem, ma na sobie lateksową spódniczkę. Akurat wybiera lakier spomiędzy niezliczonej ilości kosmetyków leżących przed nim. Siadasz bez najmniejszej krępacji.
*[[„Występuje dziś Oris?”]]
*[[„Szukam Oris”]]
<<audio nyx stop>>
<<audio noisem loop play>>
<<audio nyxm loop play>><img src="images\Rozmowa z konferansjerem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Oris? Hmmmm... Taka ciemnoskóra Frau? Tak, występowała u nas przez jakiś czas. Powiadam panu, Herr Robert, wokal miała nieziemski”.
„Przez jakiś czas? To znaczy, że już nie występuje?”
„Bystrzacha z pana. Jakiś czas temu przestała pojawiać się na próbach, ale to jedyne, co wiem. Nie miewaliśmy wspólnych programów. Szkoda, że porzuciła śpiew. Miała riese talent!”
„Ktoś wie, co się z nią stało?”
„Proszę sprechen z szatniarką. Ona wie tu wszystko o wszystkich. Ma to swoje plusy, selten bo selten, ale jednak...”
„Dziękuję za intrygującą pogawędkę” – rzucasz, wstając – „jeśli będę kiedyś miał ochotę się odrobinę ukulturalnić, z przyjemnością rzucę okiem na jeden z twoich występów”.
„Takie dźwięki to miód dla moich bawarskich uszu, Herr Robert. Mam nadzieję, że nasze drogi jeszcze kiedyś się zejdą” – rzuca za tobą na pożegnanie.
*[[Podchodzę do szatniarki]]
<img src="images\Rozmowa z konferansjerem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Niech pomyślę... Tak, występowała u nas przez jakiś czas ale nigdy z nią nie rozmawiałem. Jak Herr Robert zauważył, nie przepadam za kobietami” – odpowiada konferansjer, szczerząc jednocześnie śnieżnobiałe uzębienie.
„Występowała? Od dawna już tu nie pracuje?”
„Ich habe keine Idee. Nie zwracałem na nią szczególnej uwagi, bardziej zdołowało mnie odejście Alberto...Ach...Alberto...”
„Masz pomysł gdzie ją znajdę?”
„Ich? Nein. Proszę spróbować porozmawiać z szatniarką. Gdy zapomni się, że jest kobietą można stwierdzić, że to całkiem przyjemniutka osoba”.
„Dziękuje za poświęcony czas” – pointujesz, wstając. – „A, i tak między nami, nie myślałeś nigdy nad zmianą image’u?”
„Herr Roberto, toż to typowo niemieckie Kleidung! Jestem dumnym Bawarczykiem! Leute to kochają!”
„Oby interes się kręcił. Do widzenia, Albrechcie”.
„Pamiętaj, że immer będziesz tu mile widziany!” – rzuca za tobą na pożegnanie.
*[[Podchodzę do szatniarki]]
<img src="images\Rozmowa z szatniarką.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„W tym momencie jestem zajęta, nie widać?” – wskazuje ołówkiem na krzyżówkę, którą rozwiązuje.
„A wygląda pani na taką, która wie wszystko o wszystkich”.
Szatniarka, zaintrygowana, zdejmuje z nosa okulary.
„Doprawdy? A co niby o tym świadczy?”
„Oczy, one panią zdradzają. Ale wróćmy do Oris…”
„Czy w tych oczach nie widać może jeszcze przypadkiem, że nie zamierzam opowiadać
obcej osobie o życiu mojej dobrej przyjaciółki?”
„Kiedy ostatnio ją pani widziała?”
„Chłopcze, powiedziałam coś na ten temat. Wypad albo zawołam ochronę”.
*[[„Więc nie obchodzi panią życie tej dobrej przyjaciółki, hmm?”]]
<img src="images\Rozmowa z szatniarką.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Chłopcze, zostawiasz coś w szatni czy nie, bo nie mam czasu na pogawędki”.
„Spokojnie, proszę pani, złość piękności szkodzi”.
„Mi już nic nie zaszkodzi”.
„Słyszałem, że może mi pani pomóc”.
„To chyba się przesłyszałeś, problemy ze słuchem w tak młodym wieku?”
*[[„Chodzi o Oris”]]
<img src="images\Rozmowa z szatniarką.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Co jak co, ale nikt nie zna tej dziewczyny tak dobrze, jak ja. Wiem, gdzie zwykle przebywa, mówiła mi też, z jakimi problemami się zmaga i najwidoczniej nie chce, żeby ktoś oprócz mnie posiadał takie informacje”.
„Muszę z nią porozmawiać ze względu na dochodzenie, które prowadzę”.
„Dochodzenie? Dotyczące czego?”
„Niech pani wyczyta to z moich oczu”.
Kobieta parska.
„No cóż, nie chodzę za nią krok w krok, ale dziś może znajdować się w tej obskurnej klinice na rogu 53-ej i 127-ej, więc może tam się pan czegoś dowie”.
„Dlaczego akurat klinika?”
„Panie, ciesz się chociaż z takiej informacji, bo więcej ode mnie nie wyciągniesz”.
*[[Jadę do kliniki]]
Jedziesz do kliniki. Gdy dojeżdżasz na miejsce dostrzegasz wolne miejsce parkingowe, jednak jest zarezerwowane dla pracowników. Nagle zauważasz, że niedaleko budynku znajduje się ślepa uliczka. Postanawiasz wjechać do niej, choć nie masz pewności, że nikt cię nie widział.
Ruszasz w kierunku ośrodka. Gdy dochodzisz na miejsce, twój wzrok przykuwa odpychający
wygląd całej tej placówki. „Gdyby sytuacja tego nie wymagała, w życiu bym tu nie przyszedł” – myślisz.
<<if $szyb is "1">>
<img src="images\Robert przed szpitalem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
*[[Wchodzę przez szyb]]
<<elseif $szyb isnot "1">>
*[[Wchodzę głównymi drzwiami]]
<</if>>
<<audio car play>>
<<audio szpitalm loop play>>
<<audio nyx stop>>
<<audio nyxm stop>><img src="images\Rozmowa z szatniarką.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Skąd znasz moją Oris?”
„Co was łączyło? Co pani o niej wie?”
„A tobie po co te informacje?”
„To dla jej dobra”.
„Ostatnio sprawy zaszły za daleko”.
„Sprawy? Jakie sprawy?”
„Wolę ci nie mówić za dużo, ściany mają uszy…”
„Wiem, że chce pani dobrze dla Oris, a ja mogę jej pomóc”.
„Przyszła tutaj ostatnio do mnie z pewną sprawą, chodziło o coś, co miała wszczepione pod skórą. Odesłałam ją w inne miejsce, sprawdź w klinice na rogu 53-ej i 127-ej”.
„Wszczepione pod skórą?”
„Słuchaj, już więcej informacji nie dostaniesz, ale zwróć jeszcze uwagę na szyb wentylacyjny nad wyjściem ewakuacyjnym”.
*[[Jadę do kliniki]]
<<set $szyb = "1">><img src="images\Rozmowa z drag queen.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Mężczyzna uśmiecha się szeroko, błyskając srebrnymi zębami.
„Skarbie, tutaj możesz usłyszeć i zobaczyć niemal wszystko. Mój przyjaciel daje pokazy z laserami. Odlot bez dragów gwarantowany”.
„Mnie interesuje tylko ona. Jest tu?”
Azjata macza pędzelek we fluorescencyjnym lakierze i wzdycha.
„Ach, nasza mała gwiazdka... Muszę cię, skarbeńku, rozczarować, ona od dawna już tu nie
występuje”.
„Od jak dawna?”
Azjata wydyma usta.
„Hm... Niech pomyślę... nie wiem rok, może dwa, ale pewny nie jestem”.
„Wiesz, co się z nią stało?”
„Mam swoje podejrzenia. Kobiety to najbardziej niestałe w uczuciach istoty, nie sądzisz? Jak nic zwiała do innego klubu, szukać tam upragnionej sławy”.
„Wspominała, dokąd… zwiewa?”
Mężczyzna sięga po czarną pomadkę.
„Nawet nie pisnęła. Ona zawsze taka była – nigdy nic o sobie. Milcząca, chłodna piękność. Gdy jej zabrakło, pół klienteli odeszło”.
*[[„Czy odkąd zniknęła, dała coś o sobie znać?”]]
<img src="images\Rozmowa z drag queen.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Azjata wzdycha smętnie.
„Biedaku, musiało cię tu długo nie być. Oris od dawna już tu nie występuje”.
„Jak dawna?”
Mężczyzna sięga po buteleczkę fluorescencyjnego lakieru.
„Tak dokładnie, to tobie kochany nie powiem... Na pewno nie dłużej niż dwa lata”.
„Zniknęła z dnia na dzień, czy mówiła coś wcześniej?”
Azjata błyska srebrnymi zębami, malując kolejny paznokieć.
„Kto znał Oris poza sceną, wiedział, że to zimny diament. Nikomu nic o sobie nie mówiła, ale
śpiewała tak, że wszyscy za nią szaleli”.
„Wiesz, dokąd mogła pójść?”
Mężczyzna zaczyna smarować czarną pomadką usta.
„Mówiłem, że była królową w milczeniu o sobie i swojej przeszłości. Jesteś kochany chyba jakiś spięty, co? Poczekaj do pierwszego występu. Mówię tobie, poczujesz się jak nowo narodzony!”
*[[„Czy odkąd zniknęła, dała coś o sobie znać?”]]
<img src="images\Rozmowa z drag queen.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Azjata wygrzebuje ze sterty kosmetyków różowe rzęsy.
„Ani jednej wiadomości, kochany, ani jednej – mówi, nakładając pierwszą. – „Ale to nie jej wina. To permanentna cecha każdej kobiety, by zostawiać wszystkich wokół w niepewności. Niektórych ta wieczna adrenalina pociąga”.
*[[„Więc nie pojawiła się tu ani razu odkąd odeszła?”]]
*[[„Ktokolwiek ją później gdzieś zobaczył? Może w towarzystwie jakichś ludzi?”]]
<img src="images\Rozmowa z drag queen.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Nie żebym wypatrywał. Mam tyle występów ostatnimi czasy, że ledwo zdążam znaleźć wolne terminy w salonie. Ostatnio i tak zapomnieli położyć mi neonowej farby na wszczep. Nowy show i stary look, coś okropnego!”
„Wróćmy do Oris – chcesz mi powiedzieć, że nikt nie ma pojęcia co się z nią dzieje?”
Azjata przewraca oczami.
„Proszę cię, aż tak dramatycznie to to nie jest... Ja tobie nic więcej powiedzieć nie mogę, ale idź do szatniarki, jak ci tak zależy”.
„Szatniarki?”
„Niesłychane, prawda? Babsko krzywo na wszystkich patrzy, mi to nawet „dzień dobry” nie
mówi, a z Oris gadała jakby były papużki-nierozłączki!”
„Dzięki za informację”.
Wstajesz od stolika. Odchodząc, słyszysz ściszony głos: „Tylko ostrożnie! Nikogo jeszcze dzisiaj nie zjadła!”
*[[Podchodzę do szatniarki]]
<img src="images\Rozmowa z drag queen.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Azjata zastanawia się chwilę.
„Jakichś ludzi? Kochanie, jeśli sugerujesz, że Oris wciągnęła się w jakieś ciemne interesy, to nie ten adres. Ona na pewno by czegoś takiego nie zrobiła”.
„Nie miałem nic takiego na myśli. Chcę ją jedynie znaleźć”.
„Jedynie znaleźć... Ach, jak romantycznie to brzmi w naszym stechnicyzowanym, szarym świecie. Musiałbyś się, skarbie, naszej szatniarki spytać. Miałem wrażenie, że bardzo się lubią. Ale uważaj – szatniarka nie jest tak miła jak ja”.
Wstajesz od stolika.
„Będę to miał na uwadze”.
Azjata parska śmiechem.
„To powodzenia!”
*[[Podchodzę do szatniarki]]
<img src="images\Składzik z robotem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Docierasz do obluzowanej kraty, która rozpoczyna twoją wędrówkę przez szyb wentylacyjny. Podczas drogi czujesz woń kanalizacji i śmierdzących ciał. Choć starasz się poruszać szybko, napotykasz trudności związane z odnogami szybu. W końcu docierasz do wyjścia smrodliwej podróży – ostrożnie wyjmujesz kratę i zaglądasz do średniego pomieszczenia. Dostrzegasz gabloty, gdzie przetrzymuje się istotne rzeczy dla kliniki. Wśród nich pojawiają się ubrania, a także tanie protezy. Obok jednej z gablot zauważasz małego robota sprzątającego pomieszczenie.
Zeskakujesz na podłogę, ale źle lądujesz. Twoją nogę przeszywa nagły ból.
„Kurwa…” – warczysz.
Na to odzywa się robocik:
„Kurwa. Wyraz wieloznaczny, przekleństwo. Może oznaczać kobietę lekkich obyczajów, nierządnicę. Używane również jako rodzaj wtrącenia, oddzielane przecinkami…”
*[[„Te, robocik, przystopuj, i powiedz mi, gdzie ja jestem?”]]
<<audio szpitalm stop>>
<<audio szpitals loop play>><img src="images\Recepcja w szpitalu.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Wchodzisz do ośrodka. Znajdujesz się w małej, ciasnej poczekalni, która wygląda tak samo źle, jak cały obiekt na zewnątrz. Z lewej strony dostrzegasz małe okienko recepcyjne. W tym właśnie okienku zauważasz sztywnie zachowującą się postać o kobiecej sylwetce. Jest to jakiś typ cyborga. Podchodzisz do niej, nie zważając na kolejkę, którą właśnie ominąłeś.
*[[Próbuję przekonać cyborga, aby wpuścił mnie do środka]]
*[[Udaję chorego, aby dostać się do dalszej części kliniki]]
<img src="images\Recepcja w szpitalu.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Witam…” – spoglądasz na napis na obudowie cyborga – „…Xavier49! Jak widzę, trochę się tu pozmieniało. Pamiętam, że kiedyś na recepcji był zupełnie inny… pracownik. I na pewno bardziej pasował swoim wyglądem do tej nory...”
„Dzień dobry! Witaj w naszej klinice. Aby skorzystać z naszych usług zajmij miejsce w kolejce. Masz numer 32” – chwilę przetwarza. – „Oferujemy świadczenia lekarskie na najwyższym poziomie. Określenie nora jest nieadekwatne. Jeżeli nie jesteś zadowolony z obsługi, proszę wypełnij formularz zażaleniowy. Obiecujemy dokładne rozpatrzenie twoich skarg. Życzymy miłego dnia”.
„Nieadekwatne? Hmm… rozumiem, że jako pracownik powinieneś brednie tego typu gadać, no ale bez przesady. Nie widzisz, kurwa, jak tu wygląda? Chociaż i tak w tym pierdolonym Babilonie znajdą się gorsze miejsca…”
*[[„Wracając, spory tłum tu macie. Czy istnieje jednak szansa, żeby przyspieszyć kolejkę?”]]
<img src="images\Recepcja w szpitalu.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Hmm… przepraszam, ja…” – zaczynasz.
„Dzień dobry! Witaj w naszej klinice. Aby skorzystać z naszych usług, zajmij miejsce w kolejce. Masz numer 32” – odpowiada cyborg mechanicznym tonem.
„Nie mogę czekać… to nagły wypadek, coś się ze mną dzieje. Muszę się szybko dostać do środka!”
„Proszę udać się do kolejki. Inni pacjenci też oczekują na badanie”.
„Przecież mówiłem, że…”
„Proszę udać się do kolejki”.
*[[„Posłuchaj mnie. Chyba coś się dzieje z moim wszczepem… dostaje od niego jakieś gorączki”]]
Cyborg reaguje na słowo wszczep. Rozpoczyna cię skanować.
„Gorączki nie wykryto. Stan wszczepu w normie. Kłamstwo w sprawie stanu zdrowia traktowane jest jako zatajenie istotnych informacji, które mogą powodować trwałe uszkodzenie zdrowia swojego lub innych. Według paragrafu 24 kodeksu nowobabilońskiego podlega to karze pozbawienia wolności nawet do roku”.
„Poczekaj! Kurwa, naprawdę coś się dzieje… i muszę się dostać do środka! Tu pracuje Rafael
Wolfill. Tak! On już kiedyś się mną zajmował. Muszę się z nim zobaczyć w środku!”
„Sprawdzam bazę danych. Rafael Wolfill został odsunięty od pełnienia obowiązków 3 lata temu. Jestem zmuszony wezwać straż, stanowi pan zagrożenie dla dobra innych pacjentów”.
„Co? Niemożliwe! W twoim systemie jest jakiś błąd. On tu nadal pracuje. Wpuść mnie do środka, a cię do niego zaprowadzę”.
„Mam wgrany najnowocześniejszy program ochrony i przetwarzania danych. Nie istnieje możliwość pomyłki” – cyborg nawiązuje połączenie ze strażnikami. – „Straż, nieupoważniona próba wtargnięcia na teren kliniki. Proszę o natychmiastową reakcję”.
Przychodzi dwóch strażników.
„Kurwa…” – klniesz głośno.
*[[Zostaję wyrzucony za drzwi kliniki]]
Po wyrzuceniu z kliniki postanawiasz obejść budynek w poszukiwaniu jakiegoś alternatywnego wejścia. Zauważasz dwie możliwe drogi – przez okno oraz przez szyb.
*[[Wchodzę przez okno]]
*[[Wchodzę przez szyb]]
„Nie rozumiem. Nowy Babilon to miasto przyszłości. Umożliwia nieograniczony rozwój. Pozwala osiągnąć ludziom wyższy poziom intelektualny. Od czasu jego powstania, ludzkość wyszła ze stagnacji i dąży do wielkości. Dumą jest być częścią tej społeczności. Proszę udać, się do kolejki. Inni pacjenci też oczekują na badanie”.
„Że co kurwa? Dumą jest być częścią tej społeczności? Społeczności pełnej dragów, przestępstw, gangów? Nie trzeba pracować w policji, żeby tego wszystkiego na co dzień doświadczyć. Cholera, technologia poszła naprzód, ale ludzie kurwa nie. A jeśli zaraz mnie nie przepuścisz, to…”
„Ludzie to istoty wyższego rzędu. Zawdzięczam im moje istnienie. Z przykrością stwierdzam, że wykrywam u ciebie same negatywne emocje. Krytyka nowego ustroju jest przestępstwem karalnym. Jeżeli nie zmienisz swojego nastawienia, będę zmuszony zawołać ochronę”.
„Jebany program… Ale skoro człowiek cię stworzył, to i człowiek cię zniszczy…”
Rzucasz się na cyborga i próbujesz wyrwać mu widoczne kable.
„Uruchamiam tryb ochrony, stopień 3 – bezpośrednie zagrożenie utraty danych”.
Cyborg razi cię, odskakujesz od niego. Następnie woła straż. Dwóch strażników wyprowadza cię do wyjścia.
„Kurwa…” – klniesz głośno.
„Dziękujemy za skorzystanie z naszych usług, zapraszamy ponownie po resocjalizacji” – rzuca za tobą cyborg.
*[[Zostaję wyrzucony za drzwi kliniki]]<img src="images\Robert przed szpitalem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Niestety, pomieszczenie, do którego wchodzisz okazuje się być jakąś zamurowaną piwniczką bez drzwi. Ciekawe jacy fachowcy mogli aż tak spartolić robotę. No nic. Zostało ci jedynie wejść do szybu.
*[[Wchodzę przez szyb]]
<img src="images\Składzik z robotem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Wyczuwam brud. Brud, brud, wszędzie brud…”
„Wcale nie było tu czyściej, zanim wpadłem”.
„Wpadłem. Wpaść. Wpadka”.
„Wpadka?”
„Wpadka, inaczej błąd, pomyłka. Potocznie nieplanowana ciąża. W klinice oddział z nieplanowanymi ciążami znajduje się na poziomie 4…”
<<if $bogart is "1">>
*[[„A na jakim poziomie znajdę Oris?”]]
<<elseif $evelyne is "1">>
*[[„Jeśli już musisz tyle gadać, to powiedz mi, na jakim poziomie mogę ją znaleźć” – mówisz i pokazujesz mu zdjęcie]]
<</if>>
<<audio r1 play>><img src="images\Składzik z robotem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Oris. Oro….”
„ORIS ! Nie oro…”
„Oro, z hiszpańskiego złoto. Największe złoża złota znajdują się w Ghanie. W naszym szpitalu drobiny złota głupców wykorzystuje się jako sztuczne plomby i w opatrunkach”.
„Kurwa, zamknij się! Chuj mnie to złoto. Oris, piosenkarka. Jest gdzieś tutaj, dziewczyna z wszczepem”.
„Wszczepem. Wszczepy. W naszym budynku znajduje się oddział zajmujący się wszczepami”.
„Nareszcie mówisz cokolwiek z sensem. Gdzie ten dział?”
„Dział. Działy. Nasz budynek składa się z ponad 15 działów i 20 poddodziałów. Łącznie zajmuje się nimi 12 znachorów”.
*[[„Nie wszystkie działy, do cholery. Gdzie znajduje się dział ze wszczepami?”]]
*[[Kopię robota w głowę]]
<<audio r2 play>><img src="images\Składzik z robotem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Nie rozpoznano grafiki”.
„A gdzie tu macie jakiś oddział dla wszczepionkowców?”
„Wszczepionkowcy. Ludzie ze wszczepami. W naszej klinice zajmujemy się zakładaniem, wyciąganiem, operowaniem, naprawianiem zewnętrznym i wewnętrznym wszczepów”.
„I gdzie mam iść do tych wszczepionkowców?”
„Zakaz wstępu dla nieupoważnionych na oddział wszczepionkowców. Zakaz wstępu dla nieznajomych na teren kliniki”.
*[[Kopię robota w łeb]]
*[[„Ale przecież jestem tu lekarzem, robotku”]]
<<audio r2 play>><img src="images\Składzik z robotem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Dział ze wszczepami znajduje się w tajnym skrzydle. Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”.
„No chyba sobie kurwa jaja robisz w tym momencie”.
„Komenda niezrozumiana”.
„Dobra, robotku… przecież ja jestem upoważnioną osobą”.
„Osoby upoważnione. Na każdym oddziale znajdują się znachorzy i personel upoważniony do wykonywania konkretnych funkcji”.
„No i oto jestem!”
„Nie rozpoznano osoby upoważnionej”.
*[[„Kurwa, a czym ten personel się niby różni ode mnie?”]]
*[[Kopię robota z całej siły w głowę]]
<<audio r3 play>>
„Ał, ał, ał… Nic dobrego nie wynika z agresji”.
„Dobra, sorry, robotku. Musisz pomóc mi się stąd wydostać i znaleźć Oris”.
„Oris. Oro. Z hiszpańskiego…”
*[[„Stop, kurwa… Wszczepionkowcy, wszczepy”]]
*[[Jeszcze raz kopię robota w głowę]]
<<audio robot play>>„Różnić. Różnica. Inaczej zmiana bądź odejmowanie”.
Widzisz kitel na wieszaku, ubierasz go.
„A teraz?”
„Dzień dobry, znachorze. W czym mogę służyć?”
„Bingo. Przepuść mnie, maluszku”.
*[[Wychodzę z kantorka]]
<<audio r1 play>>„Ał, ał, ał… Nic dobrego nie wynika z agresji”.
„Dobra, sorry, robotku. Musisz pomóc mi się stąd wydostać i znaleźć kogoś”.
„Nieznajomy. Nieznajomy przyniósł brud. Nie wpuszczać nieznajomych na teren kliniki”.
Widzisz kitel na wieszaku i zakładasz go.
„Przecież nie jestem nieznajomym, robotku. Ja tu pracuję”.
„Rozpoznano członka personelu. Dzień dobry, panie znachorze. Jak mogę służyć?”
„Bingo. Z drogi, robotku".
*[[Wychodzę z kantorka]]
<<audio robot play>>Zdajesz sobie sprawę, że robot nie wskazał ci drogi do oddziału dla wszczepionkowców. Już myślisz, że musisz do niego wrócić, gdy zauważasz na ścianie korytarza plan budynku. Szczęśliwie jest na nim zaznaczony poszukiwany przez ciebie oddział.
*[[Idę w stronę oddziału]]
<<audio szpitalm loop play>>„Wszczepy. W naszej klinice dział ze wszczepami znajduje się w tajnym skrzydle. Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”.
„A kto jest, kurwa, upoważniony?”
„Upoważniony. Upoważnione osoby to znachorzy i pozostały personel naszej kliniki”.
„Ja ci dam upoważniony…”
Widzisz kitel na wieszaku, zakładasz go.
„A w kitlu to jestem upoważniony?”
„Rozpoznano członka personelu. Dzień dobry, panie znachorze. Jak mogę służyć?”
„Bingo. Z drogi, robotku".
*[[Wychodzę z kantorka]]
<<audio r3 play>>„Ał, ał, ał… Nic dobrego nie wynika z agresji”.
„To mnie po prostu wypuść, a najlepiej pokaż gdzie są wszczepionkowcy”.
„Wszczepionkowcy. Oddział dla wszczepionkowców znajduje się w tajnym skrzydle. Wstęp do niego mają tylko upoważnieni członkowie personelu i znachorzy”.
„Czy ja dla ciebie nie wyglądam jak znachor?”
„Znachor. W naszej klinice znachorzy przeprowadzają zabiegi i leczenia, chociaż nie posiadają wykształcenia medycznego, ale są propagatorami metod naturalnych i chemicznych. Posiadają dresscode lekarski, dla lepszych celów prezencyjnych kliniki”.
„No z tą prezencją to za dobrze nie jest… Ale dresscode lekarski mówisz…”
Widzisz kitel na wieszaku, zakładasz go.
„Co teraz myślisz o mojej prezencji?”
„Rozpoznano osobę – znachora. Dzień dobry, panie znachorze, w czym mogę służyć?”
„Bingo. Przepuść mnie, robotku, idę do tego tajnego skrzydła”.
*[[Wychodzę z kantorka]]
<<audio robot play>>„Robocik: Ał, ał, ał… Nic dobrego nie wynika z agresji”.
„Dobra, po prostu zejdź mi z drogi”.
„Zakaz wstępu nieznajomym. Nieznajomy przyniósł brud do kantorka. Nieznajomy nie opuszcza kantorka”.
„Jaki kurwa brud, a ty co, sprzątaczka?”
„Sprzątaczka. Osoba sprzątająca płci żeńskiej. W naszej klinice za utrzymywanie porządku odpowiedzialne są specjalnie zaprogramowane roboty. Takie jak ja”.
„No widzisz, ja też jestem sprzątaczem, więc mnie wypuść, żebym mógł dalej sprzątać”.
„Dresscode nieodpowiedni dla sprzątacza”.
*[[„A jaki mam, kurwa, mieć dresscode?”]]
*[[Jeszcze raz kopię robota w łeb]]
<<audio robot play>>
<img src="images\Składzik z robotem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Lekarz. Osoba zajmująca się pacjentami w szpitalu i prowadząca leczenie. W naszej klinice nie kurują lekarze, a wyłącznie profesjonalni znachorzy z podobnym dresscodem”.
„Znachorzy, kurwa… Dobra, robotek, przesuń się, wychodzę”.
„Zakaz wstępu nieznajomym. Nieznajomy przyniósł brud do kantorka. Nieznajomy nie opuszcza kantorka”.
„Nieznajomy ci zaraz opuści kantorek… Tylko jeszcze nie wie jak…”
„Jak. Zaimek wprowadzający pytanie do różnych kwestii lub zwierzę z rodziny wołowatych”.
„Chuj mnie jakieś zwierzę, wiesz?”
„Jaki hodowane są w Tybecie, Chinach i Indiach”.
*[[„Przestań!!! Po prostu wypuść mnie stąd”]]
*[[Kopię robota z całej siły w łeb]]
<<audio r3 play>>„Dresscode. Określony odgórnie sposób ubioru. W naszej klinice personel i znachorzy mają swój dresscode, inny dla znachorów, inny dla reszty personelu”.
„Hmmm…”
Rozglądasz się i widzisz kitel, zakładasz go.
„Czy to jest ten twój zasrany dresscode?”
„Dzień dobry, znachorze, w czym mogę służyć?”
„Bingo. Z drogi, robotku”.
*[[Wychodzę z kantorka]]
„Ał, ał, ał… Nic dobrego nie wynika z agresji”.
„Dobra, po prostu zejdź mi z drogi”.
„Zakaz wstępu nieznajomym. Nieznajomy przyniósł brud do kantorka. Nieznajomy nie opuszcza kantorka”.
„Jaki kurwa brud, a ty co, sprzątaczka?”
„Sprzątaczka. Osoba sprzątająca płci żeńskiej. W naszej klinice za utrzymywanie porządku odpowiedzialne są specjalnie zaprogramowane roboty. Takie jak ja”.
„No widzisz, ja też jestem sprzątaczem, więc mnie wypuść, żebym mógł dalej sprzątać”.
„Dresscode nieodpowiedni dla sprzątacza”.
„A jaki mam, kurwa, mieć dresscode?”
„Dresscode. Określony odgórnie sposób ubioru. W naszej klinice personel i znachorzy mają swój dresscode, inny dla znachorów, inny dla reszty personelu”.
„Hmmm…”
Rozglądasz się i widzisz kitel, zakładasz go.
„Czy to jest ten twój zasrany dresscode?”
„Dzień dobry, Znachorze, w czym mogę służyć?”
„Bingo. Z drogi, robotku”.
*[[Wychodzę z kantorka]]
<<audio robot play>>„Wypuść. Wypuszczanie. Zdrowych w co najmniej 50% pacjentów znachorzy wypuszczają z kliniki”.
„Znachorzy…”
„Znachorzy. Osoby prowadzące leczenie w naszej klinice ze względów technicznych korzystają z dresscode’u lekarskiego”.
Rozglądasz się po pomieszczeniu i widzisz kitel, zakładasz go.
„A teraz jestem znachorem?”
„Rozpoznano dresscode. Dzień dobry, znachorze. W czym mogę służyć?”
„Bingo. Z drogi, robotku”.
*[[Wychodzę z kantorka]]
<<audio r1 play>>„Ał, ał, ał… Nic dobrego nie wynika z agresji”.
„Dobra, po prostu zejdź mi z drogi”.
„Zakaz wstępu nieznajomym. Nieznajomy przyniósł brud do kantorka. Nieznajomy nie opuszcza kantorka”.
„Jaki kurwa brud, a ty co, sprzątaczka?”
„Sprzątaczka. Osoba sprzątająca płci żeńskiej. W naszej klinice za utrzymywanie porządku odpowiedzialne są specjalnie zaprogramowane roboty. Takie jak ja”.
„No widzisz, ja też jestem sprzątaczem, więc mnie wypuść, żebym mógł dalej sprzątać”.
„Dresscode nieodpowiedni dla sprzątacza”.
„A jaki mam, kurwa, mieć dresscode?”
„Dresscode. Określony odgórnie sposób ubioru. W naszej klinice personel i znachorzy mają swój dresscode, inny dla znachorów, inny dla reszty personelu”.
„Hmmm…”
Rozglądasz się i widzisz kitel, zakładasz go.
„Czy to jest ten twój zasrany dresscode?”
„Dzień dobry, znachorze, w czym mogę służyć?”
„Bingo. Z drogi, robotku”.
*[[Wychodzę z kantorka]]
<<audio robot play>><img src="images\Sala szpitalna.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Znajdujesz odpowiedni oddział. Omiatasz wzrokiem salę. Jest na niej kilka osób, jednak twoją uwagę od razu przykuwa dziewczyna śpiąca na ostatnim łóżku po prawej. Jesteś pewien, że to jej szukasz. Budzisz ją, potrząsając za ramiona.
„Dzień dobry, proszę za mną”.
„Dokąd?” – dziewczyna otwiera oczy i zaczyna na ciebie patrzeć. – „Doktorze, jakoś się zmieniłeś od czasu naszego ostatniego spotkania. Czy zmieniłeś fryzurę?”
„My jeszcze nie znamy się. Jestem doktorem Stevensem. Odpowiadam za sprawdzenie stanu pacjenta po operacji”.
„Miło pana poznać. Ale co tu sprawdzać? Czuję się dobrze!” – Zaczyna się śmiać i mamrotać coś pod nosem. – „Możesz więc iść sprawdzić inne osobę”.
Zaciskasz zęby.
„Wydaje mi się, że ja jestem tutaj lekarzem i wiem lepiej, czego potrzebujesz” – próbujesz ją podnieść, ale Oris zaczyna się opierać.
„Nie pójdę! Nie mam siły i chcę spać!”
„To nie potrwa długo. Jedna stopa tutaj – druga tam. Chyba że chcesz, żeby coś poszło nie tak?”
„Nie…”
*[[„No to ruszajmy się. Obiecuję, że to nie zaszkodzi”]]
„Pan daje słowo?” – z powodu działania leków dziewczyna bardzo przypomina dziecko,
które boi się wszystkiego na świecie.
„Tak. A teraz bądź dobrym dzieckiem i zacznij poruszać nogami, aby wkrótce wszystko się skończyło”.
Pomagasz Oris się poruszać i powoli zbliżacie się do bocznego wyjścia. Dziewczyna jest całkowicie wyczerpana i traci przytomność, kiedy wychodzicie na zewnątrz.
„Oris! Kurwa. Nie teraz”.
*[[Przerzucam ją przez ramię i zabieram do samochodu]]<img src="images\Wyniesienie piosenkarki ze szpitala.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Ruszasz w stronę domu. Teraz mając już Oris, jesteś przekonany, że twoje śledztwo ruszy gwałtownie do przodu. Obserwujesz parking, który właśnie opuszczasz. Nie jest na nim zbyt wiele aut. Twoją uwagę przykuwa skromnie wyglądający samochód, w którym znajdują się dwie osoby. „Może na kogoś czekają?” – myślisz. Przeczuwasz zasadzkę.
*[[Podjeżdżam powoli i sprawdzam, jaką oni mogą mieć reakcje na to]]
*[[Nie zwracam na nich uwagi i opuszczam parking]]
*[[Przekonany o pułapce, postanawiam pierwszy wykonać ruch]]
<<audio szpitalm stop>>
<<audio szpitals stop>>„Ciekawe, jaka będzie ich reakcja, jeśli powoli zacznę się do nich zbliżać...” – myśl przechodzi ci przez głowę. Ryzykujesz i powoli zbliżasz się do podejrzanego samochodu, bacznie go obserwując. Początkowo nie wykonuje żadnego ruchu, zdaje się, że to tylko przejezdni lub wizytatorzy kliniki. Chwilę później podejrzany pojazd opuszcza parking. Jednak gdy uspokajasz się i wracasz do normalnej jazdy, zza zakrętu wyłania się wóz podobny do poprzedniego, ale szybszy i zwrotniejszy. „To oni” – bardzo szybko wyciągasz wnioski.
*[[Dodaję gazu i uciekam]]
<<audio suspens loop play>>
<<audio szpitals stop>>Auto, które przykuło twoją uwagę, nie wygląda, jak pojazd należący do sekty. Zdaje się, że to tylko przejezdni lub wizytatorzy kliniki. Gdy dojeżdżasz do końca parkingu, nagle zza zakrętu wyłania się wóz podobny do poprzedniego, jednak szybszy i zwrotniejszy. „To oni” – bardzo szybko wyciągasz wnioski.
*[[Dodaję gazu i uciekam]]
<<audio suspens loop play>>
<<audio szpitals stop>>Zakładając, że to może być jakaś zasadzka, pierwszy postanawiasz wykonać jakiś ruch. Dlatego też bardzo szybko zbliżasz się do podejrzanego pojazdu. Wychodząc z auta, bierzesz przy okazji broń ukrytą w schowku. W momencie, gdy podchodzisz do drzwi kierowcy, zauważasz, że siedzący z prawej strony pasażer próbuje wyjąć coś ze schowka. W tym samym momencie ty wyjmujesz pierwszy pistolet i strzelasz w głowę kierowcy. Osoba siedząca z boku wydaje się być przerażona całą tą sytuacją. Ona dostaje od ciebie dwa strzały prosto w klatkę piersiową. Uspokajasz się, że w końcu wyeliminowałeś zagrożenie. Nagle zza zakrętu wyłania się wóz podobny do tego podejrzanego, jednak szybszy i zwrotniejszy. Szybko uświadamiasz sobie, że właśnie popełniłeś błąd. Wsiadasz szybko do auta i zaczynasz uciekać.
*[[Dodaję gazu i uciekam]]
<<audio suspens loop play>>
<<audio szpitals stop>>Pędzisz przed siebie z niewiarygodną prędkością. Próbujesz odgonić od siebie myśli o ewentualnym wsparciu, nie chcąc się bardziej stresować. Już i tak masz na głowie życie swoje i Oris, więc nie możesz popadać w panikę. Starasz się zachować zimną krew, szukając sposobności na zgubienie pościgu. Mimo dzielącej odległości od wroga nie potrafisz otrząsnąć się z lekkiego zdenerwowania. „Kurwa!” – myślisz, gdy znów czujesz krople potu na swojej twarzy i na szyi. Nie ważysz się jednak na zdjęcie ręki z kierownicy i wytarcie mokrego ciała. Wolisz mieć pewność, że nadal masz władzę nad swoim śledztwem i obawiasz się, że jak puścisz kółko, to wszystko będzie stracone. Bez względu na sytuację musisz dać z siebie wszystko, żeby Oris nic się nie stało. Niestety, twoje nerwy są tak bardzo spięte, że zauważasz wsparcie przeciwnika dopiero w ostatnim momencie. Próbujesz zareagować, przyspieszyć, ale kierownica jakby cię nie słuchała. Nagle czujesz uderzenie w bok i...
*[[„Cholera!”]]
<<audio silnik play>>
Tylko tyle zdążasz powiedzieć, zanim twoje auto wykonuje kilka przewrotów. Na szczęście twoje i Oris, pojazd ląduje na kołach, a tylko tobie krew leci z nosa. „Mało brakowało, a ona też by oberwała. Szybko, muszę szybko ruszyć, zanim...” W tym momencie z tyłu padają strzały, a ty, chcąc nie chcąc, zostajesz zmuszony błyskawicznie ruszyć dalej. Ku twojej rozpaczy przeciwnik jest coraz bliżej i zamierza pozbawić cię życia, a ty nie możesz zapalić silnika. W ostatniej chwili momentalnie wyskakujesz do przodu i niemal od razu, jak lądujesz na ziemi i jedziesz dalej, włączasz się w strzelaninę.
Gdzie strzelasz?
*[[Maska]]
*[[Opona]]
*[[Okno]]
*[[Strzał na oślep]]
<<audio hamulec play>>
<<audio suspens stop>>
<<audio poscig loop play>>Strzelasz w maskę, ale kula odbija się od niej i upada na drogę. Pojazd nadal cię goni.
*[[Opona]]
*[[Okno]]
*[[Strzał na oślep]]
<<audio shot play>>Twoja kula trafia prosto w oponę. Przeciwnik łapię w niej gumę, przez co nie może kontynuować pościgu. Teraz musisz wyeliminować jakoś drugiego oponenta.
*[[Przyspieszam i zerkam w stronę Oris]]
<<audio shot play>>Kula leci prosto w szybę. Jednak siedzące w nich osoby nie doznają żadnych obrażeń. Pojazd nadal cię goni.
*[[Maska]]
*[[Opona]]
*[[Strzał na oślep]]
<<audio shot play>>Twój strzał na oślep sprawia, że kula mocno pudłuje. Pojazd nie doznaje żadnych uszkodzeń i goni cię dalej.
*[[Maska]]
*[[Opona]]
*[[Okno]]
<<audio shot play>>„Cholera! Tylko tego nam jeszcze brakowało! Hej. Znasz jakieś bezpieczne miejsce?”
Oris przez cały czas coś mamrocze.
„Jeśli się teraz nie zamkniesz, uderzę cię!”
Nie zwracając na ciebie uwagi, nadal mamrocze.
„Kurwa!!!”
Z powodu ostrego zakrętu dziewczyna traci równowagę i uderza się głową o drzwi.
„Boli!” – przeciera posiniaczone miejsce i rozgląda się. – „Gdzie ja, kurwa, jestem i kim ty jesteś?”
*[[„Nie mamy na to czasu! Jeśli nie zauważyłaś, staram się ocalić nasze dupy!”]]
<<audio silnik play>>„Ja cię o to nie prosiłam! Wypuść mnie!”
„Nie obchodzi mnie to. Wiesz, gdzie można się schować? Czy chcesz, żeby te małpy z bronią nas dopadły? Wydaje mi się, że nie. Więc przestań histerię i powiedz mi lepiej drogę”.
Zbliżacie się do rozwidlenia. Jest oczywiste, że Oris chce się kłócić, ale nie odzyskała jeszcze w pełni przytomności i nie ma na to siły.
„Niedaleko tutaj, za skrętem w lewo, opuszczony statek, ale nie myślę, że to dobry pomysł…”
„Nie mamy czasu na myślenie. Tylko to miejsce znasz?”
„Jeśli nie przestaniesz mi przeszkadzać, to na pewno nas złapią. Jeszcze jest stary kościół, do niego trzeba skręcić w prawo. Stoi tam od dawna. Prawie nikt o nim nie wie. Tam będzie bezpieczniej. Więc dokąd jedziemy?”
*[[Opuszczony statek]]
*[[Opuszczony kościół]]
*[[Jadę dalej]]
<img src="images\rozwidlenie.png" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Kierujesz się w stronę opuszczonego statku, jednak masz nieodparte wrażanie, że nie powinieneś tam jechać. Czujesz, że nie chcesz tam trafić, ale z drugiej strony trzymasz się twardo swojej decyzji. Odległość do rozwidlenia szybko się zmniejsza, a ty nadal nie pozbyłeś się drugiego samochodu. Wiesz, że jeśli tego nie zrobisz to z pewnością, nie zdążysz porozmawiać z Oris o sekcie i w końcu ścigający was złapią. Myśli o grożącym wam niebezpieczeństwie nachodzą twoją głowę, tym bardziej że wróg znajduje się coraz bliżej, a tobie pewnie niedługo skończy się paliwo. W rozpaczy tuż przed rozwidleniem skręcasz gwałtownie w lewo, a prześladowca spada. Tymczasem twój pojazd wyskakuje w powietrze, a ty, choć jesteś dzielny, nie jesteś w stanie patrzeć przed siebie. Zamykasz oczy, a gdy je otwierasz, widzisz, że samochód bezpiecznie wylądował na następnym odcinku autostrady.
*[[Wzdycham z ulgą i ze spokojem ruszam dalej]]
<img src="images\rozwidlenie.png" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Kierujesz się w stronę opuszczonego kościoła, mimo że chcesz znaleźć się teraz w swoim własnym domu. Jednak masz swoje obowiązki i wiesz, że nie możesz zajmować się swoimi zachciankami. Tym bardziej że coraz bliżej do rozwidlenia, a za tobą nadal znajduje się pogoń. Szukasz jakiegoś sposobu na pozbycie się jej, ale nie masz możliwości wykonania żadnego manewru bez zwrócenia uwagi przeciwnika. W końcu, w ostatniej chwili decydujesz się na błyskawiczny skręt w prawo. Twój pojazd zrywa trochę lakieru, ale na szczęście nic wam się nie stało. Mniej szczęścia ma przeciwnik, który spada prosto w dół.
*[[„Ha! Dobrze wam tak... małpy z bronią!” – myślę]]
„Dam radę! Wymyślę coś jeszcze! Nie pozwolę...” – takie myśli kołaczą ci się po głowie, gdy postanawiasz zaczekać z decyzją na wybranie bezpiecznego miejsca. Jednak jak na razie nie znajdujesz żadnych możliwych wyjść z tej sytuacji. Skupiasz się na pościgu i rozwiązaniach tak bardzo, że nawet nie zauważasz coraz bliższego rozwidlenia ani przeciwnika. Budzisz się dopiero o włos przed nieszczęściem. „Dzięki za adrenalinę, ciało!” – dodajesz, ale Oris potrząsa cię za ramię i zmusza do pośpiechu. Za chwilę może być za późno...
<<timed 20s>>„TERAZ ALBO NIGDY!!!”
<</timed>>
*[[Skręcam w lewo, w stronę statku]]
*[[Skręcam w prawo, w stronę kościoła]]
<<timed 30s>><<goto "Skręcam w prawo, w stronę kościoła">><</timed>><img src="images\statek.png" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Zgubiliśmy ich, zgubiliśmy ich...” – myślisz radośnie i chociaż wiesz, że niedługo czekać cię będzie rozmowa z Oris na temat sekty, nie tracisz optymizmu. Po wyjątkowo krótkim odcinku trasy trafiasz wreszcie na opuszczony statek. Przygnębiasz się na jego widok – nie spodziewałeś się takiego... Przypomina ci groźne monstrum, tym bardziej że zapadł zmrok. Niechętnie jedziesz dalej, żeby ukryć auto. Wysiadasz z Oris.
*[[Idziemy do środka]]
<<audio poscig stop>>
<<audio silnik loop play>>„Co to kurwa było!?” – Oris zdaje się być w szoku.
„Pościg”.
„Nie no świetnie nie dość, że porywacz to jeszcze kurwa jaki zabawny!”
„Waż słowa”.
„Waż słowa?! Utknęłam z tobą w jakiejś opuszczonej spelunie, a ty twierdzisz, że będę spokojna? W ogóle co tu jest grane? Auć…” – gestykulując, podniosła świeżo zoperowaną rękę.
„Co to była za operacja?”
„Nie twoja sprawa”.
„Uznajmy, że pytam z troski”.
„Dziękuję bardzo. Nie potrzebuję troski, ani twojej, ani żadnej innej”.
*[[„Byłaś członkiem sekty…”]]
<<audio silnik stop>>
<<audio szpitalm loop play>><img src="images\kościół.png" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Niemal od razu twoja prędkość okazuje się być twoją zgubą. Samochód pędzi ostro w dół; „na złamanie karku” – myślisz, lecz zachowujesz pokerową twarz. Starasz się panować nad kierownicą i hamulcem, choć obawiasz się o wasze życie. Po wyjątkowo długim i koszmarnym etapie trasy zauważasz wreszcie wspomniany kościół. Jest mały, solidnie zbudowany i ciemny, choć sądzisz, że może tylko tak ci się wydaje ze względu na zapadły zmrok. Podziwiasz architekturę, jednak szybko przytomniejesz i parkujesz za budynkiem. Gasisz silnik i ciągniesz Oris do wejścia.
*[[Idziemy do drzwi]]
<<audio poscig stop>>
<<audio silnik loop play>>„Co to kurwa było!?” – Oris zdaje się być w szoku.
„Pościg”.
„Nie no świetnie nie dość, że porywacz to jeszcze kurwa jaki zabawny!”
„Waż słowa”.
„Waż słowa?! Utknęłam z tobą w jakiejś opuszczonej spelunie, a ty twierdzisz, że będę spokojna? W ogóle co tu jest grane? Auć…” – gestykulując, podniosła świeżo zoperowaną rękę.
„Co to była za operacja?”
„Nie twoja sprawa”.
„Uznajmy, że pytam z troski”.
„Dziękuję bardzo. Nie potrzebuję troski, ani twojej, ani żadnej innej”.
*[[„Jesteś członkiem sekty…”]]
<<audio silnik stop>>
<<audio szpitalm loop play>>„Nie byłam kurwa żadnym członkiem okej! Czego ty ode mnie chcesz?”
„To ja tu zadaje pytania”.
„Dobra, mam dość. Muszę wracać do tej pieprzonej kliniki, okej?” – próbuje wyjść z kościoła, lecz w porę blokujesz drzwi – „Ja pierdole, skończ tę zabawę! Najpierw udzielisz mi informacji o sekcie”.
„Jakiej sekcie? Człowieku, chyba ci się z kimś pomyliłam! Zawieź mnie do kliniki, błagam!”
„Mi oczu nie zamydlisz, Oris. Tak. Wiem, kim jesteś. Piosenkareczka występująca w niejakim klubie Nyx w zatęchłej dziurze bez perspektyw. Występowanie dla takiej organizacji jak owa było szansą wyrwania się tylko że…”
„…tylko że nie było” – Oris poważnieje i uspokaja się. – „Dobra, kim ty jesteś?”
„Gliną”.
„Pokaż odznakę”.
„Byłym gliną”.
„O, no zajebiście!”
„Możesz przez chwilę przestać komentować?”
„O, to mam milczeć czy gadać? Bo już się pogubiłam”.
*[[Ultraszczerość]]
*[[Pragmatyzm]]
*[[Wchodzenie na ambicje]]„Nie jestem kurwa żadnym członkiem okej! Czego ty ode mnie chcesz?”
„To ja tu zadaje pytania”.
„Dobra, mam dość. Muszę wracać do tej pieprzonej kliniki, okej?” – próbuje ruszyć się do wyjścia, lecz w porę blokujesz jej drogę – „Ja pierdole, skończ tę zabawę! Najpierw udzielisz mi informacji o sekcie”.
„Jakiej sekcie? Człowieku, chyba ci się z kimś pomyliłam! Zawieź mnie do kliniki, błagam!”
„Mi oczu nie zamydlisz, Oris. Tak. Wiem, kim jesteś. Piosenkareczka występująca w niejakim klubie Nyx w zatęchłej dziurze bez perspektyw. Występowanie dla takiej organizacji jak owa było szansą wyrwania się tylko że…”
„…tylko że nie było” – Oris poważnieje i uspokaja się. – „Dobra, kim ty jesteś?”
„Gliną”.
„Pokaż odznakę”.
„Byłym gliną”.
„O, no zajebiście!”
„Możesz przez chwilę przestać komentować?”
„O, to mam milczeć czy gadać? Bo już się pogubiłam”.
*[[Ultraszczerość]]
*[[Pragmatyzm]]
*[[Wchodzenie na ambicje]]„Dobra, słuchaj no paniusiu, tak się składa, że nie tylko ty masz przejebane. Jedyna osoba, która mnie nie drażniła – ba! – była moim przyjacielem, została wciągnięta przez to gówno, a ja narażając własną dupę, chcę go z tego wyciągnąć, więc błagam pomóż mi, a być może i ty będziesz miała z tego jakieś korzyści”
„Ok… podejrzewam, że i tak mnie z tego cholernego miejsca nie wypuścisz… co chcesz wiedzieć?”
„Wszystko. Jak się tam dostałaś?”
„…od czterech lat przeklinam ten dzień… Mówiono, że jestem całkiem niezła, że mogę zrobić karierę, jeżeli się wyrwę z Nyxu. Nie było mi tam źle… ale wynagrodzenie ledwo starczyło na czynsz i podstawowe rzeczy. No i zjawił się jakiś manager. Mówił, że jest z dość dużej organizacji, że potrzebują rozrywki, że wiele zapłacą, zapewnią mieszkanie. Zgodziłam się. Tydzień później zjawił się w mieszkaniu, dosypał coś do drinka i mnie wywiózł. Obudziłam się już w siedzibie sekty”.
„No dobrze, ale skoro się z niej wydostałaś, to chyba wiesz, gdzie jest prawda?”
„Tak… Ich siedziba znajduje się na Arkadach, w wielkiej willi, przypominającej laboratorium”.
„W takim razie, jak to możliwe, że jeszcze nikt ich nie nakrył?”
„To proste i typowe – działają pod przykrywką korporacji alternatywnej medycyny. Nikt się nie przyczepi, a to ogromne, ekskluzywne więzienie. Zresztą, żeby tam wejść potrzebujesz kodu”.
*[[„Kodu? Znasz go?”]]
„Zróbmy tak. Ty masz informacje, które mi się mogą przydać. Ja, w przeciwieństwie do ciebie, ogarniam topografię miasta. Mogę ci pomóc wrócić do żywych”
„Pff… Nie potrzebuję twojej pomocy. Sama sobie poradzę”.
„Czyżby? Bo, jak już wspomniałaś, porwałem cię. Także aktualnie jesteś moim więźniem”.
„Nie jestem, kurwa, niczyim więźniem” – opluwa cię.
Wycierasz ślinę z twarzy.
„Nie będziesz, jak zaczniesz gadać. A wtedy, kto wie, może puszczę, to co się przed chwilą zdarzyło w niepamięć”.
„Eh… Niech ci będzie. Ale muszę wrócić do kliniki, jak najszybciej, więc lepiej wytęż swój słuch, bo będę mówić zwięźle”.
*[[„Tym lepiej. A więc, gdzie jest to miejsce?”]]
„Jak mi pomożesz, nie tylko ja będę ci wdzięczny…”
„Hę?”
„Jeżeli mi udzielisz mi informacji to, być może, przyczynisz się do zdetronizowania sekty…”
„Ok. Teraz nie jesteś zabawny, teraz jesteś popierdolony”.
„Pomyśl tylko. Jest to możliwe. Kto wie tyle o tym miejscu, co ty? Zapewne nikt. Udzielisz mi informacji, a ja… mogę udzielić ich… innym wpływowym jednostkom, które pomogą mi zdetronizować sektę. A gdy już do tego dojdzie… będziesz mogła patrzeć na swych oprawców zakutych w kajdanki. Czyż nie piękna zemsta?”
„Optymista z ciebie”.
„Jakże często mi to mówią”.
„Sekta jest zbyt wielka, żeby zdetronizował ją ktoś taki jak ty”.
„Mów dalej”.
„To jest ogromna organizacja. Nie jesteś świadomy, jak to daleko zaszło… ja sama już nie wiem… być może wyszło już dawno poza okręg miasta…”
*[[„Gdzie znajduje się ich siedziba?”]]
„Ja? W życiu!”
„Słuchaj, naprawdę uratujesz mi życie, jeśli mi go powiesz”.
„No przecież ci mówię, że go nie znam! Na pewno burmistrz ma zapisany ten kod wielkimi cyframi w swoim gabinecie. To taki debil, że nie zapamiętałby trzech prostych cyfr”.
„Co? To burmistrz ma z tym coś wspólnego?!”
„Oczywiście, że tak. Zresztą, nie on jedyny… Bo wiesz, co jest najgorsze? Ludzie przychodzą tam sami!”
„Jacy ludzie?”
„Jacykolwiek. Młodzi. To ich cel. Chcą młodych ludzi. Tak zwana inwestycja w przyszłość”.
„Co z nimi robią?”
„Indoktrynują. Robią z nich swoich podwładnych…”
„I ty też do nich należałaś”.
„Nie! Ja nie należę do nikogo, rozumiesz?!”
*[[„Ok, ok… A kojarzysz może młodego faceta? Szczupły. Długie rude włosy”]]
„Nikogo takiego nie pamiętam. Ciągle przywożą jakichś nowych”.
„Kto ich przywozi? Ktoś taki jak np. Ariel?”
„Miałeś do czynienia z tym wariatem? Taa… Tak mu to weszło na łeb, że on i jeszcze kilkunastu innych pojebańców zbiera nowych ludzi, wciskając wizje nowego lepszego świata”.
„I feniks ma w tym pomóc?”
„Dobra, koleś, to już jest tak powszechne czy tak długo już siedzisz w tym temacie?”
„Jak już mówiłem, sprawa nie jest mi obojętna”.
„Feniks to… coś, dzięki czemu oni mają władzę… ja… ja nie wiem, co to jest. W sensie… widziałam ludzi po dragach… ale to… to było zupełnie co innego”.
„Co masz na myśli?”
„Ludzie nie byli tym otumanieni. Oni byli szczęśliwi. Pracowici. Robili wszystko, co im się każe bez jakiegokolwiek zmęczenia, czy zniechęcenia. I to wcale nie był pozytywny obrazek… patrząc na nich, czułam przerażenie… Ponadto śnili. Nie wiem, jak to możliwe…”
*[[„Skąd wiesz, że śnili? Też brałaś?”]]
„Gdybym to wzięła, prawdopodobnie nadal bym tam tkwiła. Słyszałam, jak opowiadają sobie sny. Piękne wizje, marzenia”.
„Jakim cudem ty uniknęłaś podania narkotyku?”
„…powiedzmy, że byłam dość problemową rozrywką”.
„W to jestem w stanie uwierzyć”.
„Komuś znowu się na żarty zebrało. Auć” – ręka znowu boli. – „Cholera to znowu zaczyna krwawić… Masz jakieś bandaże ze sobą czy coś?”
„Poczekaj” – szperasz w aucie i znajdujesz apteczkę. – „Trzeba ci zmienić opatrunek”.
Zaczynasz odwiązywać bandaż. Oris odsuwa rękę.
„A ty co znasz się na tym?”
*[[„Może nie uwierzysz, ale uczą takiego czegoś w policji”]]
Oris patrzy na ciebie nieufnie.
„Nic ci nie zrobię”.
„Wiesz ile razy słyszałam ten tekst? Zawieź mnie do kliniki”.
„Co ci tak zależy, żeby wrócić do tej nory? Czy ty nie rozumiesz, że nie możemy wrócić? Szukają cię”.
„Ciebie chyba też, nie?”
„Słuchaj, pomogłaś mi. Pozwól pomóc sobie. Jedno jest pewne dziś tam nie wrócimy!”
„…ok” – wystawia rękę. Zdejmujesz opatrunek, oczyszczasz i nakładasz nowy.
„Co ci tak zależy, co?”
*[[„Nie lubię być zadłużonym. Poza tym trup nie jest mi tu potrzebny”]]
„Ich siedziba znajduje się na Arkadach, w wielkiej willi, przypominającej laboratorium. Nie nakryli ich, bo działają pod przykrywką korporacji alternatywnej medycyny. To ogromne, ekskluzywne więzienie. Zresztą, żeby tam wejść potrzebujesz kodu”.
„Kodu? Znasz go?”
„Ja? W życiu!”
„Słuchaj, naprawdę uratujesz mi życie, jeśli mi go powiesz. Oczywiście, ja wtedy też ci pomogę”.
„No przecież ci mówię, że go nie znam! Na pewno burmistrz ma zapisany ten kod wielkimi cyframi w swoim gabinecie. To taki debil, że nie zapamiętałby trzech prostych cyfr”.
„Co? To burmistrz ma z tym coś wspólnego?!”
„Oczywiście, że tak. Zresztą, nie on jedyny… Dobra, teraz mnie wypuść”.
„Nie ma mowy, musisz mi powiedzieć wszystko – wtedy dopiero mogę uratować ci rękę”.
„Znamy się pięć minut, a nienawidzę cię prawie tak bardzo jak Ignis!”
*[[„Ignis? Kto to jest?”]]
„…to szefowa sekty. Nieźle pokręcona, a do tego suka, jakich mało. Coś jej się w głowie kiedyś pomyliło i wymyśliła sobie, że musi zemścić się na Nowym Babilonie. Chce przejąć władzę w mieście i właściwie po to stworzyła te chorą sektę. Do tego, jakieś chore ideologie, w które wierzy…”
„Ale… W jaki sposób znajduje tych wszystkich ludzi?”
„To proste – oni sami tam przychodzą”.
„A nie widziałaś tam może młodego, bardzo szczupłego chłopaka, z długimi, rudymi włosami? Mógł wyglądać na lekko zmęczonego…”
„Pff… Opisałeś właśnie większość wszczepionkowców”.
„Co, jak to?”
„Oni szukają młodych ludzi. Jak to ona opisywała…” – myśli. – „Ah, no tak. Takie zabezpieczenie na przyszłość. Ciągle przywożą nowych”.
„Kto ich przywozi? Ktoś taki jak Ariel?”
„Ta… Niezły z niego wariat. Tak mu to weszło na łeb, że on i jeszcze kilkunastu innych pojebańców zbiera nowych ludzi wciskając wizje nowego lepszego świata. Dziwię się, że potrafi jeszcze znaleźć tych ludzi, skoro sam jest tak głupi, jak ci wszyscy idioci, co biorą ten szajs”.
„Mówisz o feniksie?”
„Oj, wiesz już bardzo dużo, jak na ‘czystego’ glinę”.
*[[„Zależy mi na każdej informacji. Mów szybko, a ci pomogę”]]
„Eh… Nie możesz mi w końcu odpuścić? Nie mam zamiaru poświęcać tyle mojego cennego czasu, na coś tak chorego jak zabawki Ignis”.
Nic nie mówisz, tylko wpatrujesz się uporczywie w piosenkarkę.
Oris wzdycha.
„Feniks, to coś, dzięki czemu osiągnęli tak dużą władzę… Nie do końca wiem, jak to działa. Ja… ja widziałam ludzi po dragach, ale to… To nie działa jak, to co do tej pory znałam. Ludzie byli po nim szczęśliwi, pracowici. Nie rozumiem jak, ale nie byli otumanieni, oni po prostu robili to, co im się każe bez zmęczenia ani zniechęcenia. Jakby naprawdę im zależało, jakby serio wierzyli w to, że zmienią świat na lepsze. Ponadto śnili… Nigdy czegoś takiego nie widziałam – przerażające…
„Tak cię to przeraziło, że aż to wzięłaś, tak?”
„W życiu! Myślisz, że jakbym to wzięła, to bym była w tym śmierdzącym miejscu z tobą?”
„To niby, w jaki sposób nie zmusili cię do wzięcia narkotyku?”
„Powiedzmy, że wolę jawę niż sen”.
*[[„A skąd właściwie wiesz, że śnili?”]]
„Wciąż opowiadali sobie te sny – piękne wizje, jak z marzeń… Dobra, wiesz już wszystko. Kierunek – klinika”.
„Rana zaczyna krwawić. Zmienię ci opatru-”
„Zrobią to w klinice. Jedźmy”.
„Nie pojedziemy do żadnej kliniki. Przynajmniej nie dzisiaj”.
„Żartujesz. Muszę tam pojechać”.
„Nie rozumiesz, że szukają cię?! Mnie zresztą też… Jak tam pojedziemy, to od razu cię złapią. A ja przynajmniej zmienię ci opatrunek”.
„…A jakie ty możesz mieć o tym pojęcie?”
„Zaufaj mi, jestem gliną”.
„Komuś się na żarty zebrało. A właściwie… Dlaczego mi pomagasz?”
*[[„Nie lubię być zadłużonym. Poza tym trup nie jest mi tu potrzebny”]]
„Na Arkadach, w wielkiej willi, przypominającej laboratorium”.
„Co…? Jak to możliwe, że jeszcze ich nie przyłapali?”
„To proste i typowe – działają pod przykrywką korporacji alternatywnej medycyny. Nikt się nie przyczepi, a to ogromne, ekskluzywne więzienie… Zresztą, żeby wejść potrzebujesz kodu”.
„Kodu? Znasz go?”
„Ja? W życiu!”
„Słuchaj, naprawdę uratujesz mi życie, jeśli mi go powiesz”.
„No przecież ci mówię, że go nie znam! Na pewno burmistrz ma zapisany ten kod wielkimi cyframi w swoim gabinecie. To taki debil, że nie zapamiętałby trzech prostych cyfr”.
„Co? To burmistrz ma z tym coś wspólnego”.
„Oczywiście, że tak. Ale on jest kolejnym pionkiem w tej chorej grze”.
„To musi mieć jakaś centralę. Kogoś, kto tym wszystkim steruje”.
„Ma. Ignis. Demoniczną sukę, która ma sieczkę w głowie i pragnie zindoktrynować miasto pod własne dyktando, bo wtedy, jak twierdzi, będzie to pierwszy krok do zaistnienia harmonii. Ta kobieta jest chora i diabelsko inteligentna. Nie łatwo będzie ją powstrzymać”.
*[[„To się okaże”]]
„Nie. Ja serio mówię. To potwór. Potrafi wyjąć z ciebie wszystko, co chce i sprawić byś robił co chce, nawet się nie orientując, że jesteś wykorzystywany”.
„Tak zrobiła?”
„Wszystkim to robi”.
„Wszystkim? Czyli Arielowi też?”
„Oho! Znasz tego świrusa? Ale nie, niestety mu mózg się już dawno przepalił i robi to, bo wierzy w te chore ideologie. To on właściwie werbuje tych wszystkich ludzi”.
„Werbuje? Czyli co, ty też zgłosiłaś się do niego, żeby zbawić świat?”
„Żartujesz? Gdybym wiedziała, że to tak wygląda… Oferowali mnóstwo pieniędzy, a gdy się zgodziłam zaraz dosypali mi czegoś do drinka i obudziłam się następnego dnia w siedzibie sekty”.
„Ah. A czy widziałaś tam może młodego chłopaka, z rudymi, długimi włosami?”
„Tam większość jest młodych. Zresztą, przeważnie oni sami przychodzą. Ignis chce mieć takie… zabezpieczenie na przyszłość”.
*[[„I wabi ich poprzez feniksa?”]]
„Glina i wie tak dużo? Chyba bawiłeś się w świetnym towarzystwie!”
„Po prostu zależy mi na tej sprawie. Brałaś to?”
„W życiu nie ruszyłabym tego świństwa. To… przerażające. Nie działa jak inne dragi. Zupełnie coś innego”.
„Czyli jak?”
„Oni... byli szczęśliwi i… pracowici. Wykonywali rozkazy tych psycholi, bez oznak jakiekolwiek zniechęcenia czy zmęczenia. Feniks pozwalał im na wytrzymałość. Dodatkowo – śnili”.
„Skąd to wiesz?”
„Wymieniali się swoimi opowieściami, które brzmiały jakby były wyrwane z pięknej baśni”.
„Nie kusiło cię, żeby też to wziąć?”
„Nie… Nie. Mimo wszystko, Feniks ogłupiał ich i uzależniał. Oddaliby wszystko za niego”.
„Niby w jaki sposób nie zmusili cię do wzięcia narkotyku?”
„…powiedzmy, że byłam dość problemową rozrywką”.
„W to jestem w stanie uwierzyć”.
„Komuś znowu się na żarty zebrało. Auć” – ręka znowu boli. – „Cholera to znowu zaczyna krwawić… Masz jakieś bandaże ze sobą czy coś?”
*[[„Poczekaj. Trzeba ci zmienić opatrunek”]]
Zaczynasz odwiązywać bandaż. Oris odsuwa rękę.
„A ty co, znasz się na tym?”
„Może nie uwierzysz, ale uczą takiego czegoś w policji”.
Oris patrzy na ciebie nieufnie.
„Nic ci nie zrobię”.
„Wiesz ile razy słyszałam ten tekst? Zawieź mnie do kliniki”.
„Co ci tak zależy wrócić do tej nory? Czy ty nie rozumiesz, że nie możemy wrócić? Szukają cię”.
„Ciebie chyba też, nie?”
„Słuchaj, pomogłaś mi. Pozwól pomóc sobie. Jedno jest pewne dziś tam nie wrócimy!”
„…ok” – wystawia rękę.
Zdejmujesz opatrunek, oczyszczasz i nakładasz nowy.
„Co ci tak zależy, co?”
*[[„Nie lubię być zadłużonym. Poza tym trup nie jest mi tu potrzebny”]]
W wyniku tej rozmowy dowiedziałeś się wielu istotnych i nowych informacji odnośnie organizacji, która porwała twojego przyjaciela. Teraz jedyne, o czym myślisz wraz ze swoją towarzyszką, jest na pewno jakiś odpoczynek. Szczególnie z twarzy Oris można wyczytać dość wyraźnie przemęczenie. Jednak miejsce, w którym przebywacie, niezbyt nadaje się do wypoczynku. Ale niestety nie macie wyboru. Powrót do twojego mieszkania jest w obecnej sytuacji bardzo ryzykowny. Jedynie co możesz zrobić — przynieść narzuta z samochodu. To nie zajmuje u ciebie dużo czasu i kiedy przynosisz koca, przykrywasz dziewczynę siedzącą pod ścianą i siadasz obok niej. Zanim zaśniesz, spoglądasz kątem oka na piosenkarkę i wypowiadasz ciche „Dobranoc”. Ona z lekkim uśmiechem ci odpowiada.
*[[Zamykam oczy i zasypiam]]
<img src="images\Kościół.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Na szczęście kościół nie jest zamknięty, więc wchodzicie bez problemu. Ze zdumieniem patrzysz na niebieskie, fluorescencyjne kafelki, które wyjątkowo dobrze oświetlają wnętrze. Przez chwilę je podziwiasz.
*[[Siadam na starą ławkę]]
<<audio silnik stop>>
<<audio szpitalm loop play>><img src="images\wnętrze statek.png" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Choć spodziewałeś się bardzo brudnego, ciemnego i zaszczurzonego miejsca, zaskakujesz się pozytywnie. Aczkolwiek nadal masz wrażenie bycia obserwowanym przez to dziwne miejsce.
*[[Siadam na podłodze]]
<<audio silnik stop>>
<<audio szpitalm loop play>>Oris prosi o kawę. Odpowiadasz, że niestety kawa ci się skończyła. Wstawiwszy wodę na dwie herbaty, sprawdzasz, czy nie dostałeś jakichś wiadomości. Robisz to regularnie, choć rzadko cokolwiek przychodzi.
*[[Sprawdzam wiadomości]]
Tym razem jednak jest wiadomość. Od burmistrza. Prosi, abyś do niego przyjechał w pilnej sprawie.
„O co może mu chodzić?” – myślisz. – „Nie odzywał się do mnie od lat. Jaka nagle pilna sprawa?” Zastanawiasz się czy opłaca ci się jechać, czy olać zaproszenie i skupić się na dostaniu do sekty.
*[[Jadę do burmistrza]]
*[[Jadę do siedziby sekty]]
<img src="images\Biuro burmistrza.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Wchodzisz do gabinetu burmistrza.
„Możesz mi powiedzieć, co tutaj robię? Mam złe wspomnienia z tym gabinetem”.
Burmistrz nie zwraca na ciebie uwagi, patrzy w okno.
„Minęło tyle lat, a ty dalej nie masz za grosz ogłady. Siadaj”.
„Dzięki, postoję”.
Burmistrz powoli odwraca się do ciebie.
*[[„No więc – czego chcesz? Słyszałem, że chcesz ze mną porozmawiać”]]
<<set $bur = "1">><img src="images\siedziba sekty.png" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Podjeżdżasz pod główną siedzibę sekty, którą wcześniej wskazała ci Oris. Wygląda jak każda inna willa w tym mieście. Elegancka, ogromna, świetnie ogrodzona i należąca do jakieś bogatej osobistości. Przeczuwasz, że takie miejsce jak to musi być bardzo dobrze strzeżone. Zastanawiasz się, co może cię czekać w środku oraz jak może wyglądać twoja przyszła konfrontacja z Flynnem. Tylko jak dostać się do willi? Nie za bardzo chcesz wchodzić przez główne wejście, dlatego obchodzisz ostrożnie cały teren, może jest jakieś alternatywny sposób dostać się do środka. Jednak nigdzie nie możesz go znaleźć. Nagle zauważasz, że jakaś postać w czarnym uniformie wychodzi na zewnątrz. Chowasz się szybko w jakimś krzaku. Jest to pewnie ochroniarz. Zapewne wyszedł na zewnątrz i sprawdza, czy ktoś się nie kręci z tyłu.
<<if $kod is "1">>
*[[Ogłuszam go kamieniem]]
<<elseif $kod isnot "1">>
*[[Przepytuję go, wykorzystując swoją broń]]
<</if>>
<img src="images\Biuro burmistrza.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Jezu, ale ty strasznie wyglądasz! Życie cię nie oszczędzało, Rob!”
„Za to ty chyba minąłeś się z powołaniem! Dlaczego nie spotkaliśmy się na pokazie mody?”
Burmistrz denerwuje się.
„Wow, okej! Humor też nie najlepszy. W takim razie, do rzeczy… Doszły mnie słuchy, że powróciłeś do dawnego zajęcia” – spogląda na ciebie. – „Chyba nie muszę ci przypominać, że twoja kariera nie potoczyła się najlepiej. Po co rozgrzebywać stare rany?”
„Próbujesz mnie nastraszyć? Zresztą – nie twoja sprawa co robię w wolnym czasie”.
„Chcę cię ostrzec, mój drogi. Jako twój stary znajomy, chcę dla ciebie jak najlepiej!”
„Najlepiej? W takim razie nie będzie ci przeszkadzać, jeśli stąd wyjdę”.
„…Co?”
*[[Zaczynam wychodzić]]
Pogubiony burmistrz zabiega ci drogę.
„Czekaj, czekaj!” – burmistrz łapie cię za rękę, na ręce ma złoty zegarek z wygrawerowanymi cyframi, od razu zwracasz na niego uwagę i rozumiesz, że to jest kod, którego potrzebujesz. Zapamiętujesz go.
„Szanowny panie burmistrzu, czy odmowy przyjmuje pan tylko listownie?”
„Przestań się wygłupiać. Mówie poważnie. Dasz krok za te drzwi i skończy się to śmiercią twoją i twojego kumpla – Flynna, tak?”
*[[„…Co? Skąd wiesz z kim się kumpluję?!”]]
<<set $kod = "1">>
Burmistrz nie odpowiada na pytanie, czuje, że ma kartę przetargową.
„Sekta już o tobie wie i lepiej dla was obu, żebyś porzucił tę sprawę. Flynn źle wybrał – wiadomo, młodym się zdarza. Ale ty masz szansę uratować siebie i nawet całe miasto… Tylko siedź w domu!”
„Słuchaj, kolego. Nie próbuj robić ze mnie bohatera i nie wtrącaj się do mojego życia. Lepiej zajmij się twoim zrujnowanym miastem i tymi wszystkimi sektami, przez które giną młodzi ludzie!”
„MOJE MIASTO BĘDZIE WIELKIE! No chyba, że jaśnie panicz Robert postanowi jak zawsze działać na szkodę całego narodu!” – jest bardzo wzburzony, cieknie mu ślina po brodzie. – „Nie masz pojęcia, kim są ci ludzie, nie wiesz do czego są zdolni. Nie pokonasz ich! Albo do nich dołączasz, albo giniesz i tyle z twoich szlachetnych zrywów!”
„Oho! Widzę, że sporo o tym wiesz! Zastanawiam się tylko, jak mogłeś dopuścić do tego, żeby ‘twoje’ miasto popadło w taką ruinę? Czy ty w ogóle wychodzisz z biura?”
„Może chcesz się zamienić miejscem?! Zobaczysz, czy tak łatwo się rządzi, kiedy każdy chce od ciebie pieniądze, a nikt nie pomyśli o tym, czy łatwo jest trzymać to wszystko w ryzach!” – burmistrz traci rezon, czuje, że za dużo zdradza.
„Pieniądze?! A więc to tylko o to chodzi? Pozwalasz na to, żeby tysiące młodziaków umierało tylko dlatego, że wisisz parę dolców temu czy drugiemu?! Nie znam bardziej skorumpowanej gnidy, niż ty”.
„Mam gdzieś czy umrze jeden czy tysiąc! Żeby gospodarka działała sprawnie, potrzeba pieniędzy – każdy urzędnik to potwierdzi. Czasem trzeba współpracować nawet z ’tymi złymi’, żeby wygrać. Jeżeli jeszcze tego nie zrozumiałeś to współczuję… ‘It’s a rich men’s world’, cytując klasyka, Robercie!”
*[[„Nie mogę w to uwierzyć...”]]
*[[„Mam nadzieję, że już niedługo”]]
Podchodzisz zdenerwowany i uderzasz pięścią w twarz burmistrza, przybiega ochrona i wyrzucają cię z biura.
*[[Jadę do siedziby sekty]]
Trzaskasz drzwiami i wychodzisz.
*[[Jadę do sekty]]
Pod twoją nogą znajduję się dosyć solidny kamień. Postanawiasz go wykorzystać. Bierzesz go w prawą dłoń i mocnym zamachem nokautujesz ochroniarza. Przeszukując go, znajdujesz elektroniczną mapą. Jest na niej zaznaczony pokój 55, przy którym jest napisane „niedostępny dla zwykłego personelu”. „To tam właśnie muszą trzymać Flynna” – myślisz. Bierzesz więc wszystko to, co znalazłeś i idziesz do drzwi, które bez problemu otwierasz przy pomocy kodu.
<img src="images\kod na drzwiach.png" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
*[[Wchodzę do willi]]„Pistolet! On pomoże mi wyciągnąć od tego typa przydatne informacje” – myślisz. Zachodzisz więc go od tyłu i przystawiasz mu broń do głowy. Mówisz mu, że przyszedłeś tutaj po swojego zaginionego kumpla i jeśli on nie pomoże ci go odnaleźć, to marnie skończy. Ochroniarz ewidentnie jest przerażony. Nie wygląda jak osoba, która nadawałaby się do pilnowania całego terenu. Szybko mówi ci, że do środka możesz się dostać przy pomocy koda, którym dzieli się, a sam Flynn może znajdować się w pokoju 55 w korytarzu z prawej strony. Dziękujesz mu za informacje i mocnym zamachem pistoletu powalasz go na ziemię. Idziesz do drzwi willi, które bez problemu otwierasz przy użyciu hasła, otrzymanego od strażnika.
<img src="images\kod na drzwiach.png" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
*[[Wchodzę do willi]]
W środku idziesz wzdłuż korytarza w poszukiwaniu pokoju 55. Zaskakuje cię to, że brak tu żywego ducha. Korytarz wydaje się ogromny. Całe otoczenie wywołuje u ciebie jakiś wewnętrzny niepokój. W końcu znajdujesz poszukiwane przez siebie miejsce możliwego pobytu Flynna.
*[[Wchodzę do środka]]
<img src="images\siedziba sekty.png" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Podjeżdżasz pod główną siedzibę sekty, którą wcześniej wskazała ci Oris. Wygląda jak każda inna willa w tym mieście. Elegancka, ogromna, świetnie ogrodzona i należąca do jakieś bogatej osobistości. Przeczuwasz, że takie miejsce jak to musi być bardzo dobrze strzeżone. Zastanawiasz się, co może cię czekać w środku oraz jak może wyglądać twoja przyszła konfrontacja z Flynnem.
<img src="images\kod na drzwiach.png" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Dzięki kodowi zauważonemu na zegarku burmistrza bez problemu wchodzisz do willi. Nie spodziewałeś się aż takiego porządku i ładu. Jednak szybko otrząsasz się z rozważań, gdyż nie jest to miejsce, w którym możesz czuć się bezpiecznie. Ruszasz, lecz dokąd? Prosty korytarz nie zawiera żadnych wskazówek, gdzie powinieneś szukać Flynna. W dodatku budynek nie ma planu, a pracownicy zdają się znać zakamarki na pamięć.
*[[Ruszam powoli w lewo, uważnie rozglądając się po otoczeniu]]
*[[Ruszam w prawo, dynamicznie, lecz z umiarem]]
Poirytowany, nie możesz skupić się na pokonywanej drodze. Szybko się rozpraszasz, a przecież każda sekunda się liczy. Nie zamierzasz dać się złapać, lecz im dalej idziesz, tym poważniejsze zaczynasz mieć wątpliwości, czy uda ci się wyjść z tego cało. W dodatku, co jakiś czas zbaczasz z trasy i musisz wracać się do punktu wyjścia. W końcu wyraźnie zrozpaczony i niemający nadziei na zyskanie czegokolwiek trafiasz do otwartego pomieszczenia. Zaciekawiony wchodzisz do środka...
*[[Wchodzę do środka]]
Pokonujesz już kolejny długi kawałek drogi, ale coraz bardziej nie masz pojęcia, gdzie jesteś. Gubisz się już... Po tylu zakrętach i nawrotach, które zrobiłeś, kompletnie nie orientujesz się w okolicy. Powoli pogrążasz się w złości i niepokoju o los przyjaciela. Wściekły postanawiasz dojść do końca obecnego korytarza i jeśli nie znajdziesz Flynna, to wracasz do domu. „Co ja wygaduję? Cholera, nie po tu przyjechałem, by zaraz wracać, bo za szybko się poddaję. Kiedyś byłem lepszy w poszukiwaniach, a teraz kilka niepowodzeń mnie zniechęca. Muszę szukać dalej, nie zostawię Flynna na pastwę tych małp”. Na swoje szczęście, niemal na samym końcu trasy dostrzegasz otwarte drzwi. „Pułapka?” – myślisz, ale z drugiej strony chęć opuszczenia tego miejsca z kolegą jest silniejsza i wchodzisz do środka...
*[[Wchodzę do środka]]
<img src="images\Spotkanie z Flynnem.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
W pokoju widzisz Flynna i wołasz go po imieniu. Chłopak drga i zwraca na ciebie uwagę. Widzisz, jak bardzo się zmienił. Stał się jeszcze bledszy, stracił na wadze, a siniaki pod oczami stały się większe. Próbujesz zbliżyć się do przyjaciela i przytulić, ale on się od ciebie cofa. Jego oczy są pełne strachu.
„Czy my się znamy?”
„Flynn, kolego, to ja – Robert! Nie umiesz rozpoznać starego przyjaciela?”
Flynn zamiera na sekundę, próbując sobie przypomnieć.
„Robert?”
„Tak. Twój sąsiad, były policjant. Poznaliśmy się na przesłuchaniu. Och i zagrałeś wtedy mi na nerwach. No, pamiętasz?”
„Rob? To naprawdę ty?”
„Tak. I przyszedłem po ciebie. Czas cię stąd wydostać”.
Odwracasz się do drzwi i chcesz wyjść, ale zauważasz, że Flynn pozostał na miejscu.
*[[„Hej, Flynn. Chodź. Czy trzeba specjalne zaproszenie?”]]
<<audio suspens loop play>>„Dlaczego?”
„Dlaczego co? Czy całkowicie straciłeś rozum? Musimy wydostać się z tego cholernego miejsca!”
„Ale dlaczego miałbym gdzieś iść? To jest mój dom”.
Patrzysz na Flynna z niedowierzaniem. Nie wydaje się, że żartuje.
„Człowieku, co robisz? Nie ma czasu na żarty. Tutaj jest niebezpiecznie”.
„Robert, dlaczego taki pośpiech?”
„Bo, kurwa, jesteśmy na terytorium wroga! I ci szaleńcy mogą pojawić się tutaj w dowolnym momencie, aby nas zastrzelić!”
„Spokojnie. Nikt nas nie zastrzeli. Może tylko jeśli będziesz się dużo wtrącać. Ale nie pozwolę na to. Jesteśmy przyjaciółmi! Po prostu musisz się poddać i porozmawiać z nimi. Uwierz mi, będzie lepiej”.
„Komu lepiej? Mnie, tobie czy młodym, którzy zostają porwani? Nie mów bzdur! Co oni ci zrobili, że zacząłeś zachowywać się jak szalony?”
„Nic. Tylko rozmawialiśmy i nic więcej. Dali mi możliwość wyboru. Wreszcie mogę zmienić moje życie na lepsze”.
*[[„I jak praca dla nich poprawi twoje życie?”]]„Robert. Zachowujmy się jak dorośli, którzy myślą o swojej przyszłości. Powiedz mi, czy planujesz pracować przez całe życie jako taksówkarz? Czy ci to pasuje? Przez całe życie chcesz przewozić wstrętnych idiotów, którzy patrzą na ciebie jak na śmieci? Podoba ci się to?”
„Wolę to, niż być psem na krótkiej smyczy i wykonywać polecenia innych ludzi!” – podnosisz głos, ale szybko zauważasz i uspokajasz się. To nie jest najlepsza sytuacja, aby zwracać na siebie uwagę. – „Co to do cholery jest? Co za rozmowy o przyszłości? Nigdy o tym nie myślałeś. Flynn, którego znam, nie mówi o takich rzeczach”.
„Nie jestem już taką osobą. Moje oczy w końcu się otworzyły. Oni wskazali mi drogę”.
„Tylko bez tych pompatycznych przemówień. Mam już tego dość. Powiedz mi wprost, czy jesteś tutaj z powodu feniksa? Nie spodziewałem się tego po tobie”.
<<if $feni is "1">>
„Hah. Udajesz, że jesteś taki przyzwoity, chociaż sam nie zrezygnowałeś z dawki. Nie sądzisz, że to w jakiś sposób obłudne?”
„Co powiedziałeś? Nie waż się, cholera, nawet porównywać. Wiesz, że miałem powody, by się zgodzić tego wieczoru”.
„Rozumiem, Robert. Dlaczego więc nie zaakceptować tego, czego potrzebujesz? Uwierz mi, wszystko stanie się znacznie łatwiejsze, gdy będzie cel. Zwłaszcza taki!”
„Dlaczego jesteś tak przywiązany do tego celu? Oto co powiem: do diabła ten cel! Flynn, czy nie chciałeś tego wszystkiego zakończyć? Po co nurkować głębiej? To nie jest tego warte”.
„Mylisz się. Po prostu jeszcze tego nie widzisz”.
*[[Uderzam Flynna]]
*[[Nadal próbuję odwoływać się do rozumu]]
<<elseif $feni isnot "1">>
„Robbie-Robbie, czy naprawdę w twoich oczach jestem tylko ćpunem tęskniącym za kolejną dawką? Niech tak będzie, ale się mylisz”.
„Przestań! Cholera. Nigdy nie uważałem cię za pieprzonego ćpuna. Weź się w garść! Kim się stałeś?”
„Stałem się osobą, która w końcu ma cel w życiu!”
„Dlaczego jesteś tak przywiązany do tego celu? Oto co powiem: do diabła ten cel! Flynn, czy nie chciałeś tego wszystkiego zakończyć? Po co nurkować głębiej? To nie jest tego warte”.
„Mylisz się. Po prostu jeszcze tego nie widzisz”.
„I dlatego jesteś gotowy na zabójstwa? Po co brać na siebie taki ciężar?”
„Nie mam wyboru”.
„Zawsze jest wybór. Musisz tylko go, kurwa, znaleźć”.
„Już znalazłem”.
Do pokoju wpadają członkowie sekty i otaczają cię. Jesteś schwytany.
*[[Budzę się w celi]]
<</if>>
„Może to pomoże ci odzyskać rozum” – uderzasz Flynna w nos, próbując go nie złamać. Chłopak prawie upada, ale udaje mu się chwycić ścianę.
„Jeśli uważasz, że to pomoże…”
„Zawsze działało. Tym razem też powinno działać”.
„Może masz rację…”
„Co?” – słysząc szelest z tyłu, odwracasz się i w tym samym momencie zostajesz uderzony w głowę. Zapadasz w ciemność.
*[[Budzę się w celi]]
„Rozumiesz, że będziesz musiał robić okropne rzeczy? Flynn, posłuchaj mnie. Nie wiem, co ci powiedzieli, ale nie potrzebujesz tego”.
„Skąd wiesz, że nie potrzebuję?”
„Ponieważ cię znam. Jestem twoim przyjacielem i chcę dla ciebie jak najlepiej. W przeciwieństwie do mnie nadal możesz zmienić swoje życie. I nie ma potrzeby wchodzenia do tej sekty”.
„Nie mam wyboru”.
„Zawsze jest wybór. Musisz tylko go, kurwa, znaleźć”.
„Przepraszam, Robbie”.
Do pokoju wpadają członkowie sekty i otaczają cię. Jesteś schwytany.
*[[Budzę się w celi]]
<img src="images\Robert w celi.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Siedzisz w celi, w której zamknęli cię po złapaniu. Zastanawiasz się, czy minęły dwa dni, czy może cały tydzień… – zupełnie straciłeś poczucie czasu. Godziny tak się ciągną, że byłbyś skłonny uwierzyć, gdyby ktoś ci powiedział, że jesteś tu już miesiąc.
Drzwi do celi otwierają się i wchodzi wysoki mężczyzna w maseczce chirurgicznej. Nic nie mówiąc, wyciąga z kieszeni strzykawkę i wkłuwa ci się w ramię.
„Co to?” – pytasz. Zaskakuje cię twój zachrypnięty głos.
„Feniks” – rzuca mężczyzna i wychodzi.
„No po prostu zajebiście” – myślisz i kładziesz się na pryczy. Czujesz przypływ adrenaliny, więc zaczynasz robić brzuszki. Po pewnym czasie jednak energia z ciebie opada i zasypiasz.
*[[Zasypiam i widzę sen]]
*[[Zasypiam bez snu]]
<<if $laguna is "1">>
*[[Błękitna Laguna]]
<<elseif $laguna isnot "1">>
*[[Martin]]
<</if>>
<<audio sen loop play>>
<<audio suspens stop>>[[Odpływam]]
<<audio suspens stop>>„Robert! Robert!!!” – słyszysz głośny krzyk pochodzący z nieokreślonego miejsca wewnątrz własnej głowy. Ze wszelkich sił starasz się otworzyć oczy i poruszyć. Zaczyna do ciebie docierać, że podłoże, na którym przyszło ci się znaleźć, emanuje kojącym, przyjemnym ciepłem. Na prawym policzku czujesz subtelną, wilgotną bryzę. „Czy ja jestem na plaży...?” –
powoli odzyskujesz władzę nad swoim umysłem i ciałem. Otwierasz oczy i wstajesz.
Jaskrawe promienie słońca bez żadnego ostrzeżenia atakują twoje źrenice. Znajdujesz się na brzegu ciemnoniebieskiego, krystalicznie czystego oceanu. Słyszysz szum fal łagodnie sunących po niewzruszonej tafli wody. Nad twoją głową krąży stadko śnieżnobiałych mew, a u swych stóp dostrzegasz parę niepostrzeżenie przemieszczających się po gorącym piasku jaskrawopomarańczowych krabów-pustelników. Niebo jest prawie bezchmurne.
„Robert! Robert!!!” – do twoich uszu ponownie dociera dziwnie znajomy głos. Kierujesz swój wzrok ku wnętrzu lądu. W gąszczu wysokich, oblodzonych w kokosy palm zauważasz wąską, ledwie widoczną na pierwszy rzut oka ścieżkę, sprawiającą wrażenie wydeptanej wieki temu. Na jej szczycie znajdują się niepozorne schody prowadzące do położonego na szczycie wzgórza malowniczego domostwa.
*[[Idę w jego kierunku, aby zlokalizować źródło dźwięku]]
Rwanie każdego pojedynczego połączenia neuronów. Uczucie jakby zaraz miało ciebie rozerwać na strzępy. To jedyne, czego jesteś pewny. Reszta to chaos, z którego próbujesz wyciągnąć znajome głosy, twarze, miejsca. Ale wszystko umyka. Kiełkuje. Rozrasta się. Kurczy. Gnije. Ożywa w zupełnie innym ciele. Znika w feerii barw. Wyrywasz się. Znów toniesz. Nagle obraz się załamuje. Dostrzegasz drobny punkt, emanujący czernią.
*[[Wkraczam w pustkę]]
*[[Zostaję i tonę na nowo we wszystkim]]
Drewniane stopnie, mocno uginające się pod twoimi stopami, wydają przyjemny dla ucha, głęboki dźwięk. Od strony pobliskiego lasu uderza cię orzeźwiająca fala chłodu. Dotarcie na szczyt zajmuje ci mniej czasu niż początkowo mogłeś przypuszczać. Do twoich nozdrzy zaczynają docierać zapachy najróżniejszych ziół, owoców i warzyw. „Z całą pewnością mieszka tu nie najgorszy kucharz...” – mówisz sam do siebie, stając przed szarawymi, eukaliptusowymi drzwiami.
*[[Pukam]]
*[[Używam dzwonka]]
W progu pojawia się młoda kobieta. Wydaje ci się dziwnie znajoma. W jej jasnych zielonych oczach dostrzegasz nieopisaną radość. Niemal natychmiast rzuca ci się na szyję.
„Robert, skarbie, tak się cieszę, że wróciłeś! Nie masz pojęcia, jak długo cię wołałam!” – wyrzuca z siebie żarliwie, nie zwalniając uścisku.
„Już dobrze...” – jąkasz zagubiony, delikatnie odsuwając blondwłosego anioła od siebie. – „Gdzie ja jestem?”
„Nie zgrywaj się głuptasie, nie wyglądasz mi na kogoś, kto właśnie przeżywa udar słoneczny!” – odpowiada ci z uśmiechem na ustach. – „Chodź, siadaj, za chwilę wszystko będzie gotowe!”
Dziewczyna prowadzi cię za rękę przytulnym korytarzem prosto do obszernej kuchni. Na ścianach wiszą niewyraźne zdjęcia jakiejś rodziny. Nim zdołałeś im się przyjrzeć, blondynka usadawia cię życzliwie, ale stanowczo na krześle stojącym przy olbrzymim stole. Mebel ugina się pod ciężarem półmisków pełnych owoców morza, mięs, sałatek i deserów. Sama udaje się do dalszej części pomieszczenia, gdzie najwidoczniej finalizuje ostatnie potrawy.
„Wyglądasz, jakbyś chciał mnie o coś spytać kochanie. Nie krępuj się! Im szybciej, tym lepiej, bo za chwilę podam do stołu!”
*[[„Wiem, że zabrzmi to kuriozalnie, ale czy możesz mi powiedzieć, kim jesteś?”]]
*[[„Nie wiem, co się stało, ale straciłem rozeznanie w czasie i przestrzeni... wyjawisz mi, jak właściwie tu trafiłem?”]]
W progu pojawia się młoda kobieta. Wydaje ci się dziwnie znajoma. W jej jasnych zielonych oczach dostrzegasz nieopisaną radość. Niemal natychmiast rzuca ci się na szyję.
„Robert, skarbie, tak się cieszę, że wróciłeś! Nie masz pojęcia, jak długo cię wołałam!” – wyrzuca z siebie żarliwie, nie zwalniając uścisku.
„Już dobrze...” – jąkasz zagubiony, delikatnie odsuwając blondwłosego anioła od siebie. – „Gdzie ja jestem?”
„Nie zgrywaj się głuptasie, nie wyglądasz mi na kogoś, kto właśnie przeżywa udar słoneczny!” – odpowiada ci z uśmiechem na ustach. – „Chodź, siadaj, za chwilę wszystko będzie gotowe!”
Dziewczyna prowadzi cię za rękę przytulnym korytarzem prosto do obszernej kuchni. Na ścianach wiszą niewyraźne zdjęcia jakiejś rodziny. Nim zdołałeś im się przyjrzeć, blondynka usadawia cię życzliwie, ale stanowczo na krześle stojącym przy olbrzymim stole. Mebel ugina się pod ciężarem półmisków pełnych owoców morza, mięs, sałatek i deserów. Sama udaje się do dalszej części pomieszczenia, gdzie najwidoczniej finalizuje ostatnie potrawy.
„Wyglądasz, jakbyś chciał mnie o coś spytać kochanie. Nie krępuj się! Im szybciej, tym lepiej, bo za chwilę podam do stołu!”
*[[„Wiem, że zabrzmi to kuriozalnie, ale czy możesz mi powiedzieć, kim jesteś?”]]
*[[„Nie wiem, co się stało, ale straciłem rozeznanie w czasie i przestrzeni... wyjawisz mi, jak właściwie tu trafiłem?”]]„Ty naprawdę nic nie pamiętasz?” – kobieta odstawia czynności kuchenne na bok i powoli się do ciebie zbliża, ujmując równocześnie twoją dłoń. – „Jestem Emma, twoja narzeczona... Co się wydarzyło na plaży? Może ty naprawdę miałeś udar!”
W twojej głowie przebiega natłok myśli. „Emma? Narzeczona? Ja naprawdę mam narzeczoną?” – zastanawiasz się, próbując jednocześnie wydusić z siebie jakąkolwiek akceptowalną i sensowną wypowiedź. Nie stać cię na zbyt wiele
.
„Ja... Nie wiem... Przepraszam, naprawdę nie mam pojęcia co się ze mną ostatnio działo... Ostatnie, co pamiętam, to kanapa wewnątrz mojego mieszkania. Później ciemność. Nieprzenikniony mrok. Cholerne jądro ciemności”.
„Robert, jesteś przecież w swoim mieszkaniu. Jak możesz zauważyć, akurat kanapy nam w nim brakuje. Myślałam, że lubisz ten narożnik. Nie martw się, to wszystko było jedynie snem. Musisz odpocząć. Idź najlepiej na górę i się połóż. Przyniosę ci kolację, kiedy tylko poczujesz się lepiej. Możemy nawet zjeść ją razem w łóżku. A teraz proszę, bez dyskusji właź pod kołdrę!” – kobieta będąca najwidoczniej twoją narzeczoną wstaje od stołu i zbliża się do kuchennego narożnika. – „Zaparzę dla ciebie miętową herbatę. Powinna ci pomóc” – mówi, ustawiając czajnik na kuchence i włączając gaz.
W tym samym momencie do twoich uszu dociera głośny huk. Znajdujące się na końcu korytarza drzwi wyleciały z zawiasów i znalazły się na podłodze. Zrywasz się na równe nogi. Równocześnie roztrzaskuje się wejście prowadzące na patio. Kawałki ostrego jak brzytwa szkła ranią Cię w twarz i zatapiają w ramieniu. Na podłodze ląduje wrzucony od strony ogrodu granat gazowy. Zanim dotrze do ciebie, co właśnie się dzieje, lądujesz z chrzęstem na ziemi. Nie możesz złapać oddechu. Z ciemnych obłoków dymu wyłaniają się masywne sylwetki. Dwoje rosłych mężczyzn ubranych w czarne kombinezony i kominiarki. Jeden wyposażony w pistolet dużego kalibru, drugi – pokaźnych rozmiarów maczetę. Nie wygląda to dobrze.
*[[Mimo odniesionych ran próbuję przeczołgać się do Emmy]]
*[[Staram się wstać i zaatakować przeciwników leżącym nieopodal nożem]]
Po twarzy kobiety przebiega ledwie zauważalny uśmiech. Na moment zaprzestaje wszystkich czynności kuchennych. Po chwili wstawia wodę w czajniku.
„Źle sformułowałeś pytanie skarbie. Nie JAK tu trafiłeś, ale KIEDY. To przecież tak istotna różnica głuptasku!”
Dopiero teraz orientujesz się, że słońce dawno temu zaszło. Na zewnątrz panuje nieprzenikniony mrok.
„Jak długo tu jestem?”
„Niczego się nie nauczyłeś, kolejne zbędne pytanie. Zawodzisz mnie, Roberciku. Godzinę, dzień, kwadrans, całe życie... Czy to jakakolwiek różnica?”
Jak gdyby nigdy nic, kobieta zaczyna siekać cebulę bezpośrednio na kuchennym blacie. Dostrzegasz, że jej paznokcie stały się długie, ostre i kruczoczarne.
„Jest tu ktoś oprócz nas?” – pytasz z przerażeniem, rozglądając się po ciemnym pomieszczeniu. Ściany stały się odrapane, tapety zdarte a zdjęcia poszarpane. Z sufitu zaczyna powoli kapać woda.
„Jak Boga kocham, jeszcze jedno pytanie i przeciągniesz strunę!!!” – głos dziewczyny zmienia barwę na niższą i okazuje się brzmieć dziwnie metalicznie. Spogląda na stojący na szafce zegarek. – „Odpowiadając... Nie. Już nie ma”.
Kobieta odwraca się w twoją stronę. Jej oczy stały się czerwone, a włosy zmieniły kolor na brunatny. Możesz przysiąść, że słyszysz ciche warczenie. W ręce ściska ociekający krwią nóż. Zrywasz się na równe nogi. Żałośnie przeczesujesz wzrokiem pomieszczenie w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby posłużyć za broń. Z mizernym skutkiem. Postać z impetem wywraca stół wraz z całą zawartością i powoli kroczy w twoim kierunku.
*[[Rzucam się w kierunku schodów, mając nadzieję, że uda mi się ukryć na piętrze]]
*[[Podbiegam do drzwi wyjściowych i mocno je szarpię]]
W okamgnieniu przebiegasz przez korytarz. Po kilku sekundach jesteś na samym szczycie klatki. Wparowujesz do jedynego otwartego pokoju i ryglujesz drzwi, zastawiając je stojącą nieopodal szafką nocną i toaletką. Rzucasz przelotnym spojrzeniem na pokój. Wygląda na dziecięcy. Zauważasz stojące pod ścianą łóżko. Może zmieścisz się pod nim? Podbiegasz do niewielkich rozmiarów mebla, dostrzegając na nim jakiś kształt.
*[[Zapalam światło]]
Drzwi są zamknięte na cztery spusty. Klamka zostaje ci w dłoni. Nie widząc innej możliwości, rzucasz się w kierunku schodów.
*[[Rzucam się w kierunku schodów, mając nadzieję, że uda mi się ukryć na piętrze]]
Twoim oczom ukazuje się istna makabreska. Cały pokój, łącznie ze ścianami i sufitem ubrudzony jest ciepłą i gęstą krwią. Jej zapach uderza cię w nozdrza. Na łóżku, w towarzystwie kilku wybebeszonych maskotek leżą zmasakrowane zwłoki małej dziewczynki pozbawione głowy. Tłumisz w sobie histeryczny krzyk. W tym samym momencie słyszysz kroki tuż pod drzwiami. Zapada grobowa cisza.
*[[Wstrzymuję oddech i wycofuję się w stronę okna]]
Po kilku metrach poślizgasz się na oleistej kałuży krwi i upadasz, uderzając głową o kant parapetu. W tej samej chwili drzwi otwierają się z hukiem, roztrzaskując prowizoryczną barykadę na przeciwległej ścianie. Ostro zakończone kawałki mebli zatapiają się głęboko w twoje ramię. Zaciskasz zęby, starając się powstrzymać jęk. Tracisz czucie w ręce. Demoniczna postać nie śpiesząc się, idzie w twoją stronę. Wiesz, że to koniec. Nie masz dokąd uciec. W prawej ręce trzyma ociekający krwią nóż rzeźnicki.
„Pozdrów ode mnie córkę, kochanie!” – cedzi przez zęby niskim, męskim głosem. Patrząc ci prosto w oczy, powoli zatapia ostrze prosto w klatce piersiowej. Ciepła krew zalewa całe twoje ciało. Słyszysz świst wrzącej wody. Zamykasz oczy. Odpływasz.
*[[Odpływam]]
Leżysz na twardej pryczy. Do celi wchodzi burmistrz, uśmiecha się na twój widok.
<<if $bur is "1">>
„Robert, Robert. A ja cię ostrzegałem. Ale jak zwykle robisz wszystko po swojemu”.
„Jeśli pomyślałeś, że opuszczę mojego przyjaciela, liczyłeś na próżno. Nie jestem takim szczurem jak ty i nie mogę patrzeć na śmierć innych ludzi”.
<<elseif $bur isnot "1">>
„Kto by się spodziewał gliniarza w pace?”
„A co? – pytasz ironicznie. – „Pana burmistrza też przymknęli?”
„Załatwiam interesy”.
„A co ty w ogóle masz wspólnego z tą sektą?”
„Czy ty uważasz, że burmistrz może utrzymać swoją wysoką pozycję bez wsparcia tych ludzi? To chyba ich nie znasz”.
„Skoro siedzę w tej celi, to raczej miałem okazję ich poznać”.
<</if>>„Może w takim razie czas w końcu odizolować się od przeszłości i zająć się czymś mniej... inwazyjnym? Mam dość problemów, a jeszcze muszę się zajmować tobą”.
„Nie uważam, żebym w jakikolwiek sposób wam przeszkadzał. Robię, co muszę” – wzruszasz ramionami.
Burmistrz przechadza się po celi, zaczyna spokojnie.
„Bądź tak uprzejmy i powiedz mi czy masz coś wspólnego z tą piosenkarką?”
*[[„Jaką znowu piosenkarką?”]]
*[[„A to zależy, o którą ci chodzi. Jako taksówkarz mam całkiem sporo klientek, które wracają ze swoich koncertów”]]
*[[„A co? Chcesz założyć z nią zespół?”]]
<<audio sen stop>>
<<audio suspens loop play>>Starając się nie zwrócić na siebie uwagi, cicho przesuwasz się w stronę łkającej na kuchennej podłodze Emmy. Niestety już po kilku metrach zostajesz dostrzeżony przez jednego ze złodziei. Mężczyzna podnosi cię i rzuca tobą w jedną z kuchennych szafek. Lądujesz tuż obok kobiety.
*[[Spoglądam w górę na włamywaczy]]
Ostatkiem sił, wspierając się na nieuszkodzonym ramieniu, podnosisz się z kolan, biorąc do ręki leżący tuż obok nóż. W mgnieniu oka atakujesz odwróconego do ciebie plecami włamywacza. Zatapiasz kozik pomiędzy jego żebrami, czując, jak ciepła krew zalewa twoją dłoń. W tym samym momencie drugi drab strzela ci w prawe kolano. Upadasz. W przypływie agresji wyższy mężczyzna podnosi cię jak szmacianą lalkę i ciska tobą o kuchenną szafkę. Lądujesz tuż obok łkającej Emmy.
*[[Spoglądam w górę na włamywaczy]]
„Macie minutę, żeby powiedzieć nam, gdzie chowacie wszystkie kosztowności. I nie próbujcie nam nawet wciskać kitu, że ich nie macie. Widzimy, w jakim domu mieszkacie. Jeśli nie będziecie chcieli gadać, znajdziemy inne rozwiązanie” – mówi ze spokojem niższy włamywacz. – „Mój kolega i jego maczeta są już wystarczająco zdenerwowani. Chętnie pozbędą się zbędnego balastu. Palca, dłoni, ręki, nieistotne. Jeśli będzie trzeba, pomalujemy cały ten dom odcieniami szkarłatu”.
Zapada grobowa cisza, przerywana chwilowymi napadami szlochu Emmy. Kosztowności? Jakie kosztowności? Skąd masz u licha wiedzieć, gdzie w tym domu są cholerne kosztowności? I dlaczego twoja współtowarzyszka niedoli nic nie mówi?!
„Panowie, wiem, jak to wygląda, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że nie mamy tu nic cennego” – starasz się przedłużać minutę w nieskończoność, próbując wymyślić coś na poczekaniu – „żadnego sejfu, oszczędności, nic...”
Niższy włamywacz nie pozwala ci dokończyć. Udaje ci się tylko dostrzec błysk. Płacz nagle się urywa. Do twoich uszu dociera szelest powoli opadającego na podłogę ciała. Głośno przełykasz ślinę.
„Minuta minęła. Faktycznie miało to wyglądać trochę inaczej, ale jej jęki przyprawiały mnie o ból głowy. I tak nie była nam potrzebna. Pytanie nadal aktualne”.
Czujesz, jak wąskie strużki krwi zalewają twoje ramię. Masz wrażenie, że ulatuje z ciebie życie. Powoli opadasz na zimną podłogę. Słyszysz świst wrzącej wody. Zamykasz oczy. Odpływasz.
*[[Odpływam]]
Ból rozrywa wnętrzności wskroś. Łamie ciebie wpół. Krzyczysz. Ale jest w tym radość, bo
przestajesz być tylko umysłem. Ból gna od czubków palców po podstawę czaszki. Znów masz swoje ciało.
„Kopę lat, co?” – słyszysz głos tuż obok. Otwierasz oczy i natychmiast zasłaniasz je ręką. – „Rob, nie wpadaj w histerię! Dalej! Otwieramy oczy!”
Łapiesz oddech i odrywasz dłonie od twarzy. Po chwili dostrzegasz coś więcej niż kąsającą
jasność.
*[[„Martin?”]]
Zalewa ciebie fala kształtów. Wszystkie już kiedyś widziałeś, ale żadnego nie poznajesz.
Jesteś nigdzie i jednocześnie wszędzie. Czujesz, że jesteś ale jakby nie żyjesz. I nagle odzyskujesz lewą rękę. Nie. Ktoś cię za nią schwycił. Przestajesz być tylko umysłem. Rzuca
tobą w górę. Każda twoja kość zostaje zmiażdżona. Wypływasz na powierzchnię.
„No, wstajemy!” – słyszysz głos tuż obok. Otwierasz i natychmiast zamykasz oczy. – „Nie histeryzuj! Co ty, nie poznajesz mnie?”
Łapiesz oddech i powoli rozchylasz powieki.
*[[„Martin?”]]
Parska głośno śmiechem. Nic się nie zmienił.
„Co w takim szoku? Nie cieszysz się, że widzisz starego kumpla?” – na sobie ma tę samą kurtkę, którą nosił zawsze po służbie. – „Liczyłem chociaż na... bo ja wiem, coś w stylu ‘Kurde, Martin! Jak ty wyglądasz?! Weź się ogarnij, mamy przecież robotę!’”
Znów się śmieje. To ten sam nieco zdarty głos: „Hop! Hop! Jesteś tam? Miałeś aż tak szaloną noc?”
Zawsze gadał głupstwa. I zawsze potem mówił…: „Na żartach się nie znasz?”
Robisz głęboki wdech. Tak, to on. Bez wątpienia.
„Ale ty nie żyjesz”.
Przez moment wygląda na zdumionego twoimi słowami. Po czym kreśli kółko między oczami.
„Tu coś ci szwankuje. Jesteś pewny, że i tym razem obędzie się bez pomocy?”
Czujesz jak zaczynasz się trząść. A w gardle wzbiera kwas.
„Martin! Przecież ty…!”
Przerywa ci: „Może jednak dasz sobie tę ranę opatrzyć?”
„Jaką ranę?”
„No chyba nie tyłka! Ostatnio, jak żeśmy zgarnęli tych dilerów, to jeden tym swoim laserem twojego łba mało nie usmażył. Już tobie to wywietrzało?”
Jakimś cudem opanowujesz drżenie ciała.
„To było dawno”.
„Jakie dawno?” – nagle poważnieje. – „Wszystko w porządku?”
*[[„Nie, Martin. Nic nie jest w porządku”]]
*[[„Tak. Wszystko w porządku”]]
Osuwasz się na ziemię. Nie widać, gdzie się zaczyna przestrzeń ponad waszymi głowami, a gdzie to, na czym stoicie. Równie dobrze możecie unosić się w próżni. Martin marszczy brwi i siada koło ciebie.
„Gadaj, o co chodzi” – mówi stanowczo. – „Wiesz, że możesz na mnie liczyć. Obojętnie co
by było”.
Przez sekundę masz ochotę mu powiedzieć o wszystkim, przez co do tej pory musiałeś przejść. Ale w końcu mówisz niewyraźnie: „Wpadłem po uszy w gówno i nie wiem co robić”.
„To mnie nie dziwi. Zawsze chciałeś przyjmować na siebie wszystkie kule. Co to za ‘gówno’?
„Nie mogę ci powiedzieć”.
„To jak niby, kurde, mam tobie pomóc?”
„Tylko sam sobie mogę pomóc. Ale raczej nie dam już rady”.
„Łał. Niezły melodramat z tego zrobiłeś. A ja w tej szopce jaką rolę zagram?”
„Nie żyjesz. Nic nie zrobisz”.
*[[Spoglądam na niego ze smutkiem]]
„Chrzanisz, stary” – mówi Martin stanowczo. – „Dalej, usiądźmy tu wygodnie i będziesz mógł się wypłakać”.
Nie widać, gdzie się zaczyna przestrzeń ponad waszymi głowami, a gdzie to, na czym stoicie.
Dlatego to dziwne uczucie, gdy siadasz obok niego. Równie dobrze możecie unosić się w próżni.
„Dobra, a teraz gadaj w czym rzecz”.
Przez sekundę masz ochotę mu powiedzieć o wszystkim, przez co do tej pory musiałeś przejść. Ale mówisz tylko: „Wpadłem po uszy w gówno. Raczej nie dam rady już się z niego wydostać”.
„A od kiedy to z ciebie taki pesymista? Zawsze szukałeś okazji, by udowodnić, że z ciebie taki bohater”.
„Nie żartuj. To chyba naprawdę koniec”.
„Nie no, bez takich numerów. Co ty za melodramat tu odwalasz?”
„Nic nie odwalam. Ty zresztą też nic nie zrobisz. Nie żyjesz”.
*[[Spoglądam na niego ze smutkiem]]
„Znów, kurde, swoje! Ty weź na wstrzymanie z tym ‘nie żyjesz, nie żyjesz’, bo zaraz rzygnę! I co się tak krzywisz?”
„Posłuchaj mnie, Martin! Pamiętasz naszą ostatnią akcję?”
„A co, mam, kurde, nie pamiętać! Wreszcie udało nam się ustalić, gdzie ci dilerzy interesy robią. I ich w końcu zgarnąć”.
„Nie. To było zupełnie inaczej”.
„No tak – było sporo trupów. Jednak...”
Przerywasz mu, czując mdłości: „Mówisz, że pamiętasz dobrze ten dzień?”
„No mówię, kurde, że tak!”
„A pamiętasz, co się stało jak wyszliśmy z auta?”
„Nic. Okolica zasyfiała, ale było spokojnie”.
„Na zewnątrz. Jak weszliśmy do środka, zrobiło się piekło. Pamiętasz, skąd zaczęli do nas strzelać?”
„Skurczybyki się na górze zamelinowały i na nas czekały”.
„Ale jeden był schowany za rogiem i…”
„I czekał na moment aż będziemy przeładowywać broń. I wtedy na nas wyskoczył”.
„A ty…”
„Strzelałem do tamtych, by z nas sita nie zrobili”.
„Tak. Ja miałem cię osłaniać”.
„I mnie nie zawiodłeś. Oberwałeś laserem, ale ukatrupiłeś sukinsyna. Dałeś radę. Jak zawsze zresztą”.
Przez chwilę masz wrażenie, że uderzysz głową z całą siłą o tą nieistniejącą podłogę.
*[[„Martin, pamiętasz co się z tobą stało?”]]
Wzrusza ramionami.
„A co się miało stać? Akcja się udała, centrala wkuta, bo zgody na nią wcześniej nie dała, ale...”
„Nie. Pytam o ciebie. Jesteś w stanie powiedzieć mi, co dokładnie stało się później z TOBĄ?”
Wyraz twarzy Martina się zmienia. Dopiero po chwili mówi: „Nie”.
„Postrzelili cię”.
„Postrzelili? Tylko postrzelili? Nie powinienem w takim razie...”
„Zginąłeś. Powiedzieli, że się wykrwawiłeś”.
Dopiero po chwili pyta: „Co znaczy ‘powiedzieli’? Ktoś INNY tobie o mojej śmierci powiedział?”
Robisz bardzo głęboki wdech.
„Nie było mnie przy tym”.
Przez jakiś czas panuje absolutna cisza. Nie słychać nic, nawet waszych oddechów – możecie być równie martwi jak miejsce, w którym się znaleźliście.
„To gdzie byłeś?”
„Wybiegłem stamtąd”.
„Dlaczego?”
„Zanim cię trafili... ten, co na nas wyskoczył wycelował mi prosto w twarz... Nie zdążyłem nic zrobić. Jedyne co pamiętam to… nic nie widziałem”.
„I ból” – jego głos brzmi dziwnie głucho.
„Co?”
„Ból. Pamiętasz ciemność i ból. Promieniujący jakby zewsząd, potęgujący twój strach”.
Zrywasz się z tej podłogi. Patrzysz Martinowi prosto w oczy.
*[[„Czym ty jesteś?”]]
„Niczym, czego byś nie znał”.
„Pytam, kurwa, czym ty jesteś?!”
Coś, co wygląda jak Martin również wstaje. Jego oczy pozostają zgaszone.
„Myślisz, że teraz coś wskórasz? Że zdołasz naprawić dawne błędy?”
W jednej chwili znika przestrzeń, to coś, co udawało Martina, znikasz również ty. Toniesz w mroku. Tym razem nie zostaje z ciebie nawet uczucie rozrywania. Niczego nie widzisz. Niczego słyszysz. Niczego nie czujesz. Stajesz się niczym. Nie żyjesz. Ale wtedy odzywa się ten głos. Znajomy i znienawidzony.
Nie chcesz tego przed sobą przyznać, ale to prawda. To ty mu powiedziałeś, że czasem trzeba działaś wbrew rozkazom. To ty go nakłoniłeś, byście tam we dwójkę pojechali. To ty powiedziałeś, że będziesz was osłaniał. On tobie uwierzył. Uwierzył w ciebie. A ty co? Zostawiłeś go tam na pewną śmierć. Nawet nie spróbowałeś pomóc. Uciekłeś. Uciekasz całe życie. I nigdy niczego nie zmienisz.
*[[Odpływam]]
Kiedy się budzisz, jest już jasno. Oris jeszcze śpi. Budzisz ją i wyruszacie się do samochodu.
Podjeżdżasz pod swój dom. Wysadzasz Oris przed klatką schodową i jedziesz zaparkować na tyłach. Na wszelki wypadek.
Wchodząc na górę, zerkasz na drzwi Flynna. Otwierasz swoje mieszkanie i zapraszasz Oris do środka.
„Rozgość się. Szczyt luksusu to nie jest, ale cóż…” – zawieszasz głos.
„Jest w porządku. Dziękuję” – odpowiada, siadając na kanapie.
*[[„Chcesz coś do picia? Herbatę? Sok?”]]
<<audio szpitalm stop>>
<<audio suspens loop play>>Burmistrz się niecierpliwi, uderza ręką w kraty.
„Nie udawaj! Bez powodu tu nie siedzisz! Gdzie jest Oris?!”
„No naprawdę mnie tym zaskoczyłeś, nie mam zielonego pojęcia, o co ci chodzi”.
„Ach tak? Cóż... Może muszę zastosować radykalne środki, żeby to z ciebie wyciągnąć?”
„Myślę, że to tylko strata twojego jakże cennego czasu, i tak już go za dużo na mnie poświęciłeś. Zająłbyś się naprawą tego zrujnowanego miasta?”
„Masz szczęście, że mam o wiele więcej poważnych problemów niż rozmowa, która i tak do niczego nie prowadzi. Ktoś inny to z ciebie wyciągnie, pasożycie”.
Burmistrz wychodzi. Zakładasz ręce na piersi.
„Au revoir!”
Po kilku minutach podchodzi do ciebie ochroniarz i prowadzi do pokoju z białymi ścianami.
*[[Siadam przy stole]]
„Nie o takich artystkach mówię. Zresztą, po wyrazie twojej twarzy widać, że doskonale wiesz, o kim mówię”.
„Oświeć mnie”.
„Oris – coś ci to mówi?”
Milczysz dłuższą chwilę.
„Czyli ją znasz”.
„A kto jej nie zna? Wbrew pozorom, nie mieszkam w piwnicy. Co prawda ostatnio za dużo się nie udziela, ale oczywiście, że pamiętam. I tu cię nawet zaskoczę, bo i ją kiedyś odbierałem po występie”.
„A ja mam wrażenie, że wiesz gdzie jest i kto w tym siedzi”.
„Dlaczego tak sądzisz, burmistrzu?”
„Za dużo o niej mówisz, wcześniej nie opowiadałeś o niczym tak otwarcie. Więc? Kto oprócz ciebie wie, gdzie jest Oris?”
„Nikt nie wie”.
„To może ze mną podzielisz się tą informacją?”
„Podziękuję, lepiej wracaj do swojej roboty”.
„Wyciąganie z ciebie informacji też należy do moich obowiązków, chociaż ubolewam nad tym faktem”.
Śmiejesz się.
„Jesteś marionetką tej sekty. Nie masz żadnej władzy, to tylko pozorna kontrola nad miastem. Nawet trochę mi ciebie żal”.
„Ciekawe, czy tak samo się będziesz odnosił do szefowej, gnido”.
Burmistrz wychodzi.
Po kilku minutach podchodzi do ciebie ochroniarz i prowadzi do pokoju z białymi ścianami.
*[[Siadam przy stole]]
„Zabawne, dobrze wiesz, że chodzi mi o Oris”.
„Oris... Hmm... Obiło mi się o uszy to imię”.
„Gdzie ona jest?”
Uśmiechasz się.
„Nie mam pojęcia. Co ci na niej tak zależy?”
„Słuchaj, popełniła przestępstwo i teraz jest poszukiwana. Jeśli wiesz, gdzie się znajduje, dla własnego bezpieczeństwa powiedz mi”.
„Może to ty jesteś niebezpieczeństwem dla niej?”
„Robert, jak kolega koledze, kto oprócz ciebie wie?”
Prychasz.
„Naprawdę? Teraz nazywasz mnie swoim kolegą? Nawet gdybym coś na ten temat wiedział, nie powiedziałbym ci ani słowa”.
„Lepiej powiedz mi prawdę w tej chwili, bo inaczej tamci ci wypiorą mózg”.
„Z tego co widzę, tobie już wyprali”.
„Nie denerwuj mnie, bo może się to dla ciebie źle skończyć”.
„Nie mam pojęcia, kto wie może wiedzieć o dziewczynie, ani gdzie się znajduje, ale założę się, że ma tak zajebistą kryjówkę, że na pewno jej nie znajdziecie”.
„Doigrałeś się, gnido. Teraz z pewnością ci nie odpuszczą”.
Burmistrz wychodzi, z hukiem trzaskając drzwiami.
Po kilku minutach podchodzi do ciebie ochroniarz i prowadzi do pokoju z białymi ścianami.
*[[Siadam przy stole]]
<img src="images\Rozmowa z Ignis.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Co masz na myśli?”
„Skoro już tyle wiesz… Mógłbyś się przyczynić dla dobra nas wszystkich”.
„Tak jak ty przyczyniłaś się dla dobra innych? Tak jak dla Or…”
„A no właśnie. Nasza mała Oris. Muszę przyznać, że jej postawa dogłębnie mnie rozczarowała. Zdradzić po tylu latach… W dodatku rozpowiada o nas takie okropieństwa. Inteligentny z ciebie mężczyzna. Myślę, że domyślasz się, jak bardzo zależy mi, żeby ją odzyskać”.
„Mi też zależy na niej. I na Flynnie”.
„A gdybym mogła ci zagwarantować, że znów zobaczysz swych przyjaciół?”
„Co proponujesz?”
„Współpracę. Szkoda, by ktoś taki jak ty się marnował. Zdradź mi, gdzie jest Oris, a ja… po przeprowadzeniu z nią rozmowy, która mam nadzieję, wyjaśni to nieporozumienie, oddam ci ją i tego twojego Flynna”.
„Nie wiem, czy mogę ci zaufać. Już trochę o tobie słyszałem…”
„Od kogo? Od Oris? Niezrównoważonej dziewczyny, która oskarża mnie o najgorsze zło tego świata, niewątpliwie mnie przy tym raniąc, po tym jak ofiarowałam jej swą opiekę, możliwość rozwoju, schronienie przed tym okrutnym światem? Bądź rozsądny. Możemy ci się wydawać restrykcyjni, okrutni wręcz. Nikogo jednak osobiście nie skrzywdziliśmy, to ludzie krzywdzą się nawzajem, bez naszej ingerencji”.
Robi pauzę, ale milczysz, więc kontynuuje swoją przemowę.
„Szkoda by ktoś taki jak ty się marnował. Skoro i tak się w to wplątałeś, to spróbuj być kimś przydatnym. Co powiesz na posadę? Słyszałam, że jesteś taksówkarzem. Przyda nam się ktoś za kółkiem. Co powiesz na wyłapywanie zbiegów? Pomyśl o tej adrenalinie, dreszczu emocji. Czyż nie dlatego wplątałeś się w to wszystko? Dobre pieniądze, brak nudy i nietykalność, która zagwarantuje ci twój upragniony święty spokój. Jedyne czego od ciebie za to chcę, to zdradzenie mi, gdzie jest Oris”.
*[[„Jest w moim mieszkaniu”]]
*[[„Jest w Nyxie”]]
*[[„Wplątałem się w to wszystko, żeby naprawić moje błędy z przeszłości. I ocalić mojego jedynego przyjaciela, Flynna. I chociaż chcę spróbować zmienić coś w tym zasranym mieście…”]]
<img src="images\Rozmowa z Ignis.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Jezu, o czym ty znowu…”
„Skoro już tyle wiesz... mógłbyś się przyczynić dla dobra nas wszystkich. Całej naszej wspaniałej społeczności. Pomyśl tylko. Z twoją pomocą mogłaby się nadal rozrastać nieskalana złą opinią, którą niektórzy o nas szerzą. Niewdzięczni... nic nie wiedzą, nie wiedzą, ile nam zawdzięczają”.
„Zawdzięczają? Zawdzięczają odurzenie ich narkotykiem?”
„Wszystko spłycasz. Ten narkotyk, jak to niechybnie nazwałeś, to jedyna ucieczka tych biednych istot. Coś co sprawia że są szczęśliwi, a przy okazji i przydatni. Ich szczęście jest moim szczęściem”.
„Jesteś chora”.
„Postaraj się mnie zrozumieć, Robercie. To wszystko, co tu widzisz, o czym słyszałeś, to wszystko dla nich. Gdybym była chora, tak jak mówisz, czy do szpiku zła tak, jak mówią inni, myślisz, że sami by do mnie przychodzili? Schodzą się tu tłumnie. Błagają, by się nimi zaopiekować. By zabrać ich z tego ponurego świata i otworzyć przed nimi bramy feniksa. Niosę im ukojenie, Robercie. Nic więcej. Twój przyjaciel w życiu nie zamieniłby tego miejsca na prowadzenie swego nędznego życia razem z tobą”.
„Zamknij się!” – wpadasz w szał, rzucasz się na Ignis, szybko podbiegają jej strażnicy, unieruchamiają cię.
„Trafił nam się bardzo trudny przypadek. No cóż. Na takich też mamy sposób” – Ignis zwraca się do strażników. – „Skuć go i wezwać egzekutora. Niech przygotuje i poda mu serum. Po co ma się biedak męczyć”.
Ignis podchodzi do ciebie, gładzi po twarzy.
„A mogłeś być taki szczęśliwy. Żegnaj, Robercie”.
Wychodzi z celi.
*[[Czekam skuty]]
Do celi wchodzi egzekutor. Szarpiesz się i krzyczysz, ale nic to nie pomaga. Czujesz ukłucie igły i zaczyna ci się kręcić w głowie. Opadasz na podłogę, powoli tracąc świadomość. Zdążasz jeszcze tylko pomyśleć: „Kurwa”.
<div align='center' style='font-size: 150%;'>\
<span class="redtext">
!!!KONIEC
</span>
\
</div>
<<audio zabijsie play>>
<<audio suspens stop>>„Mądry wybór. Zobaczysz, nie pożałujesz”.
Ignis wychodzi.
*[[Leżę w celi]]
<img src="images\Rozmowa z Ignis.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„W Nyxie? Mój drogi, moi ludzie sprawdzili Nyx wiele razy”.
„Dobrze się ukrywa. Jest tam na pewno. Nie roznieście klubu to może wam się odda sama. Wtedy z nią porozmawiasz, a potem oddasz mnie”.
„Nie jestem tak naiwna, chłopcze. Mów prawdę, bo nie przeżyjesz tej rozmowy”.
*[[„Jest w moim mieszkaniu”]]
*[[„Już mówiłem, że jest w Nyxie”]]
<img src="images\Rozmowa z Ignis.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Czyż to, co ci proponuje nie jest naprawą? Zmianą na lepsze? Przysłużysz się, istotnie coś zmienisz. Biedaku, wbili ci do głowy, że to, co tu robimy jest złe. Czy na pewno? Rozejrzyj się, ile jest zła i zepsucia na zewnątrz. Z tym właśnie walczymy, Robercie. A twój przyjaciel… jest tu szczęśliwy. Ty też możesz być”.
„Ja? Szczęśliwy? I to dzięki tobie? Możesz już przestać mnie przekonywać. I tak ci nic nie powiem”.
„Oh biedaku. No cóż, jak wolisz”.
Zwraca się do strażników: „Moi drodzy”.
Strażnicy unieruchamiają cię.
„Co?! Co jest?!”
„Spokojnie. Nie będzie bolało. To tylko na wypadek jakbyś chciał mi zrobić krzywdę. Nie przejmuj się nimi”.
Przysuwa się do ciebie, zakrywa ci oczy dłonią i zaczyna szeptać. Rozpoczyna się hipnoza.
„Pięknie, co? Ta ciemność i spokój. Możesz w niej wykreować, co tylko chcesz. Możesz tu być szczęśliwy. Pozwól sobie pomóc. Zobacz, to Flynn”.
W ciemności wizualizuje ci się postać Flynna. Zdrowo wygląda, jest zadowolony, woła cię.
„Robert! Rob! Chodź, tu jest zajebiście! Ja śnię człowieku! A jakie to są zajebiste sny. Tęsknie za tobą, brachu. Czekam, aż wreszcie tu wbijesz”.
„Słyszysz? Idź do niego. Nie możesz? Pomogę ci. Obiecuję. Tylko powiedz… powiedz gdzie ona jest”.
„Ona?”
„Tak, ona”.
„W moim mieszkaniu…”
„Dziękuję” – Ignis całuje cię w czoło, po czym rzuca cię nieprzytomnego na podłogę i wychodzi.
*[[Leżę w celi]]
Do środka wchodzi rudy mężczyzna ubrany na fioletowo. Nigdy wcześniej go nie widziałeś.
„Idziemy” – warczy. – „Mamy dla ciebie specjalne zadanie. Nazwijmy to testem lojalności. Lepiej dla ciebie, żebyś przeszedł go pozytywnie” – robi wymowną pauzę.
„A co dokładnie mam robić?”
„Będziesz przesłuchiwał naszych potencjalnych współpracowników i decydował, czy nadają się do włączenia w nasze szeregi”.
„A jeśli się nie nadają?” – pytasz z lekkim przestrachem.
„Nie interesuj się. Nic dobrego, już nasza w tym głowa. No, to tutaj”.
*[[Wchodzę do pokoju przesłuchań]]
„Oh biedaku. No cóż, jak wolisz”.
Zwraca się do strażników: „Moi drodzy”.
Strażnicy unieruchamiają cię.
„Co?! Co jest?!”
„Spokojnie. Nie będzie bolało. To tylko na wypadek jakbyś chciał mi zrobić krzywdę. Nie przejmuj się nimi”.
Przysuwa się do ciebie, zakrywa ci oczy dłonią i zaczyna szeptać. Rozpoczyna się hipnoza.
„Pięknie, co? Ta ciemność i spokój. Możesz w niej wykreować, co tylko chcesz. Możesz tu być szczęśliwy. Pozwól sobie pomóc. Zobacz, to Flynn”.
W ciemności wizualizuje ci się postać Flynna. Zdrowo wygląda, jest zadowolony, woła cię.
„Robert! Rob! Chodź, tu jest zajebiście! Ja śnię człowieku! A jakie to są zajebiste sny. Tęsknie za tobą, brachu. Czekam, aż wreszcie tu wbijesz”.
„Słyszysz? Idź do niego. Nie możesz? Pomogę ci. Obiecuję. Tylko powiedz… powiedz gdzie ona jest”.
„Ona?”
„Tak, ona”.
„W moim mieszkaniu…”
„Dziękuję” – Ignis całuje cię w czoło, po czym rzuca cię nieprzytomnego na podłogę i wychodzi.
*[[Leżę w celi]]
W pokoju przesłuchań światło sączy się spod podłogi. Siedzisz na zwykłym szarym krześle, przy takim samym zwykłym stole. Są dwoje drzwi, oba otwierane przez aktywację kodu. Odnosisz wrażenie, że zamknęli cię w środku cegły. Na karku czujesz wzrok ochroniarza. Jego gładko wygoloną głowę pokrywa tatuaż feniksa, który zaczyna się gdzieś przy skroni i kończy za uchem. Jest wyższy od ciebie i szerszy w barach. Pod białym uniformem może mieć i kilka sztuk broni. Przed sobą masz ekran hologramowy. Siedzący przed tobą nie będzie widział, co z niego odczytujesz ani co masz na nim zapisać.
Są tam cztery pytania:
1.Kim jesteś?
2.Wiesz, kim jesteśmy?
3.Czy pragniesz uniknąć cierpienia?
4.Czy byłbyś gotów wyrzec się swojego dawnego życia?
Na samym końcu trzeba wybrać jedną z dwóch opcji:
- AKCEPTACJA
- ELIMINACJA
Słyszysz głuchy dźwięk. Drzwi po lewej się otwierają. Dwóch ludzi wprowadza mężczyznę. Jest średniego wzrostu, nie próbuje się wyrywać. Sadzają go na krześle przed tobą, po czym wychodzą tym samym wejściem. Ekran hologramowy rozbłyskuje. Pytania podświetlają się na czerwono.
<img src="images\Selekcja 1.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Kim jesteś?” – odczytujesz na głos i podnosisz na faceta wzrok. Pewnie jest młodszy od ciebie. Nie ma wszczepów, jest ubrany w granatową kurtkę i szare spodnie. Jedynie kilkudniowy zarost nie pasuje do jego nienagannego wizerunku.
„Kim jesteś?” – ponawiasz pytanie, jednak facet nie odpowiada. Nerwowo pociera dłonie o kolana i rozgląda się wokół.
*[[Odczytuję raz jeszcze pytanie]]
*[[Przechodzę do następnego]]
<img src="images\Selekcja 1.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Kim jesteś?”
„Ale, gdzie ja w ogóle jestem?” – pyta, odchylając się od oparcia. – „Gdzie ja jestem? Co to w ogóle ma być? Coście mi przed chwilą dali?! Co to ma być?!” – podnosi głos.
„Odpowiedz na pierwsze pytanie” – odzywa się za tobą ochroniarz. Facet przed tobą sinieje na twarzy i mówi cicho: „Ale, ale o co właściwie chodzi? Nie, nie zrobiłem nic złego i…”
„Masz powiedzieć, czym się zajmujesz i gdzie było dotąd twoje miejsce zamieszkania. Masz podać, z kim utrzymujesz kontakt lub z kim utrzymywałeś. Potem masz wyczerpująco odpowiedzieć na każde kolejne pytania mojego kolegi”.
Na słowo kolega zaciskasz pięści, ale nic nie mówisz. Facet zerka przerażony na ciebie. Masz już dość, chcesz, aby skończyło się to jak najszybciej, więc kiwasz nieznacznie głową.
„No... to w takim razie, ja, no... Z kumplem założyliśmy drobną spółkę... no ten... Naprawa protez i wszczepów, byłem odpowiedzialny za wymianę systemów operacyjnych i modyfikacje modułów, kumpel to bardziej tak... A nie, mam mówić o sobie, dobra to... Wynajmowałem mieszkanie w Egorze... adres, adres to było... no tam, cholera… nad tą azjatycką knajpą, wiecie chyba gdzie to jest, ja... To bardzo znane miejsce!”
Po tych słowach wybucha szlochem i zasłania twarz rękoma. Masz ochotę przywalić mu z całych sił, nakrzyczeć, że nie on jeden tu cierpi, że ma się uspokoić, bo jeśli nie uzyskają odpowiedzi na te chore pytania, to na pewno zginie. Zamiast tego pytasz:
*[[„Masz rodzinę?”]]
<img src="images\Selekcja 1.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Wiesz, kim…”
„Ma odpowiedzieć wpierw na pierwsze” – przerywa ci ochroniarz głosem nieznoszącym sprzeciwu. Facet przed tobą wyraźnie blednie. Starasz się na niego nie zwracać uwagi i czytasz raz jeszcze: „Kim jesteś?”
Po chwili słyszysz zduszony głos: „Ale, ale co...Coście mi wcześniej dali? To, to przez to teraz... Ale, co dokładnie chcecie wiedzieć?”
„Masz powiedzieć, czym się zajmujesz i gdzie było dotąd twoje miejsce zamieszkania. Masz podać, z kim utrzymujesz kontakt lub z kim utrzymywałeś. Potem masz wyczerpująco odpowiedzieć na każde kolejne pytania mojego kolegi”.
Na słowo kolega zaciskasz pięści, ale nic nie mówisz. Facet zerka przerażony na ciebie. Masz już dość, chcesz, aby skończyło się to jak najszybciej, więc kiwasz nieznacznie głową.
„No... to w takim razie, ja, no... Z kumplem założyliśmy drobną spółkę... no ten... Naprawa protez i wszczepów, byłem odpowiedzialny za wymianę systemów operacyjnych i modyfikacje modułów, kumpel to bardziej tak... A nie, mam mówić o sobie, dobra to... Wynajmowałem mieszkanie w Egorze... adres, adres to było... no tam, cholera… nad tą azjatycką knajpą, wiecie chyba gdzie to jest, ja... To bardzo znane miejsce!”
Po tych słowach wybucha szlochem i zasłania twarz rękoma. Masz ochotę przywalić mu z całych sił, nakrzyczeć, że nie on jeden tu cierpi, że ma się uspokoić, bo jeśli nie uzyskają odpowiedzi na te chore pytania, to na pewno zginie. Zamiast tego pytasz:
*[[„Masz rodzinę?”]]
<img src="images\Selekcja 1.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Facet kręci głową.
„Czyli żadnej bliskiej osoby?”
Znów kręci głową.
„Masz tylko kumpla?”
Potwierdzenie.
Patrzysz chwilę na ekran i na pytania. Słuchając cichnącego łkania, zapisujesz wszystko, co
powiedział. Wyświetla się informacja, że dane są niewystarczające. Ignorujesz ją, co nie uchodzi uwadze ochroniarza.
„Wiesz, kim jesteśmy?”
Facet nie podnosi na ciebie wzroku. Gdy w końcu łapie oddech, zaczyna bełkotać:
„Nic, nic, nic. Ja na pewno nic nie powiem. Na pewno. Nic a nic nie wiem. Nie. Nic. Nigdy. Nic. Nie”.
Zapisujesz jego odpowiedź i odwracasz się do ochroniarza. Dostrzegasz w jego oczach furię. „Nie zamierzam ułatwić wam zadania... kolego” – myślisz. Siadasz z powrotem prosto i zadajesz kolejne pytanie:
„Czy pragniesz uniknąć cierpienia?”
Facet podrywa na ciebie wzrok. Oczy wychodzą mu z orbit. Zaczyna się trząść. Gdy już chcesz ponowić pytanie, ten się zrywa i wrzeszczy na cały głos:
„Nie! Przestańcie! Ja nic złego nie zrobiłem! WYPUŚĆCIE MNIE!”
*[[Stawiam pytanie raz jeszcze]]
*[[Mówię, żeby się uspokoił i usiadł]]
„Czy pragniesz uniknąć cierpienia?”
„Co to, kurwa, jest?! Psychopaci! Co ja wam zrobiłem?! Co z wami nie tak?!” – osuwa się na krzesło i znów zaczyna szlochać.
Zerkasz na ekran. Teraz tylko dwa pytania podświetlają się na czerwono. „Pieprzyć to” – myślisz. Zaznaczasz na dole AKCEPTACJA. Piskliwy dźwięk i ikona ostrzegają, że nie wypełniono kilku luk. Ignorujesz to tak samo jak poprzednio. Potem odchylasz się na oparcie. Przez bardzo długi czas słychać tylko szloch tego faceta. W końcu otwiera się drugie wejście. Mężczyznę wynosi z Sali dwóch osiłków. Gdy zamykają się za nimi drzwi, słyszysz zimny głos ochroniarza:
„Następnym razem nie masz opuścić żadnego z pytań. I na każde ma znaleźć się odpowiedź”.
„Facet przecież odpowiadał”.
„Następna jednostka może się okazać silniejsza psychicznie. Masz wtedy nie odpuszczać”.
*[[Nie odpowiadam]]
„Uspokój się, facet, i usiądź”.
„Sam się, gnoju, uspokój! Co to ma być za...?!”
„Odpowiedz jedynie ‘tak’ lub ‘nie’”.
„Ale jaki w tym cel?! Powiedzcie, czego chcecie! Powiedzcie, po co to ma w ogóle, kurwa, być! Po co?! Co?! No, kurwa, czego wy…?! Ja chcę stąd WYJŚĆ!” – nie jest już w stanie nic więcej powiedzieć. Siada z impetem na krzesło, mało nie zwala się na podłogę. Zaczyna płakać jeszcze głośniej niż poprzednio.
Zerkasz na ekran. Teraz tylko dwa pytania podświetlają się na czerwono. „Pieprzyć to” – myślisz. Zaznaczasz na dole AKCEPTACJA. Piskliwy dźwięk i ikona ostrzegają, że nie wypełniono kilku luk. Ignorujesz to tak samo jak poprzednio. Potem odchylasz się na oparcie. Przez bardzo długi czas słychać tylko szloch tego faceta. W końcu otwiera się drugie wejście. Mężczyznę wynosi z Sali dwóch osiłków. Gdy zamykają się za nimi drzwi, słyszysz zimny głos ochroniarza:
„Następnym razem nie masz opuścić żadnego z pytań. I na każde ma znaleźć się odpowiedź”.
„Facet przecież odpowiadał”.
„Następna jednostka może się okazać silniejsza psychicznie. Masz wtedy nie odpuszczać”.
*[[Nie odpowiadam]]
<img src="images\Selekcja 2.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Po chwili znów rozlega się głuchy dźwięk. Wprowadzają wychudzoną dziewczynę. Długie, różowe włosy kontrastują z bladą jak u trupa twarzą. Od żuchwy aż po dekolt ma drobne wszczepy, wśród których sterczą żyły.
„Kim jesteś?” – pytasz, gdy znów zostajecie we trójkę. Dziewczyna jest blada, ale nie wydaje się, by była przerażona.
„A na kogo tobie wyglądam?” – pyta całkiem spokojnym, acz trochę obojętnym głosem. Przyglądasz się jej chwilę. Warto zaryzykować, by usłyszeć raz jeszcze w głosie tego goryla za tobą wściekłość? A co, jeśli teraz nie będzie taki powściągliwy w emocjach? Czy jednak rozmowa, próba rozmowy z tą kobietą coś w twojej sytuacji zmieni?
Po chwili mówisz:
*[[„Na dilerkę lub ćpunkę. Albo obydwie”]]
*[[„Masz powiedzieć co robiłaś i gdzie mieszkałaś. I kto by mógł zauważyć twoją nieobecność”]]
<img src="images\Selekcja 2.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Na jej trójkątnej twarzy pojawia się coś na kształt uśmiechu.
„Prawdziwy, cholera, detektyw. To z tej paki dostałeś tę robotę?”
„Masz odpowiedzieć, czym się zajmujesz, z kim utrzymywałaś i utrzymujesz kontakt i podać, gdzie…”
„…było twoje miejsce zamieszkania” – przerywasz ochroniarzowi. Czujesz prawdziwą satysfakcję, słysząc rosnącą w jego głosie wściekłość.
„Czyli cały życiorys” – dopowiada dziewczyna. – „Stary, był on całkiem gówniany. Skrapy nie są tak milusie jak się wydaje, ale jakoś poszło. Czasem się coś sprzedało, co spadło z ciężarówki. Czasem dało się dupy. Albo pomogło w sprzedaży trawki”.
Zapisujesz wszystko, co powiedziała. Czujesz wżerający się w kark wzrok ochroniarza. Zadajesz kolejne pytanie: „Wiesz, kim jesteśmy?”
„Debil by nie wiedział. Sprzedajecie feniksa. Nieźle ryje mózg”.
„Pragniesz uniknąć cierpienia?”
Dziewczyna wybucha śmiechem.
„Ty układałeś te pytania?”
Na moment milkniesz. Wiesz, że ochroniarz jeszcze ciebie nie zatłukł, bo zapewne dostał taki rozkaz. Ale jego cierpliwość jest na wyczerpaniu.
*[[Odpowiadasz mimo to: „Jeszcze mi feniks tak mózgu nie zrył”]]
*[[Zadaję kolejne pytania]]
<<set $obydwie = "1">><img src="images\Selekcja 2.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Dziewczyna wzrusza ramionami i odpowiada beznamiętnie:
„Gdzie mieszkałam... Gdzie popadło, na Skrapach nie ma za bardzo gościnnych miejsc, ale sprzedawało się jak nie własną dupę, to coś, co nadawało się do sprzedaży”.
„Rodzina?”
„Nie”.
„Przyjaciele? Kumple od interesów?”
„A wyglądam jakbym kogoś miała?”
Ignorujesz jej uwagę. Nie warto teraz wikłać się w rozmowę.
„Wiesz, kim jesteśmy?”
„Zalaliście miasto feniksem. Naprawdę spoko towar. Szkoda tylko, że jesteście bandą psycholi, morderców, jakiś bliżej nieokreślonych czubków. Wymieniać dalej?”
„Pragniesz uniknąć cierpienia?”
„Nieźle się narąbałeś. Ten twój koleżka podpierający ścianę też ma tak gadane?”
„Czy byłabyś gotowa wyrzec się swojego dawnego życia?”
Dziewczyna nie odpowiada. Odwraca niespodziewanie głowę i zaczyna gapić się w ścianę. Jej oczy są bez najmniejszych śladów życia.
Spoglądasz na ekran. Wiesz, że raczej uznają dziewczynę za bezużyteczną.
*[[Zaznaczam ELIMINACJA]]
*[[Mimo tego zaznaczam AKCEPTACJA]]
„To co ty tu robisz?”
Nim cokolwiek mówisz, wtrąca się ochroniarz: „Następne pytanie”.
Dziewczyna spogląda to na ciebie, to na niego, aż w końcu mówi:
„Może se jednak podarujemy i wyślecie mnie dalej?”
Nawet gdy ją wyprowadzają nie przestaje się dziwnie uśmiechać.
Dziewczyna znika jak wcześniej facet za drugimi drzwiami. Wtedy podchodzi do ciebie ochroniarz i syczy wprost do ucha:
„Zaznaczysz ELIMINACJA, rozumiesz?”
*[[Zaznaczam to, co mówi. Przeczuwam, że niczego mój idiotyczny upór nie zmieni]]
*[[Zaznaczam AKCEPTACJA]]
„Czy byłabyś gotowa wyrzec się swojego dawnego życia?”
Dziewczyna parska z niedowierzaniem.
„Dzięki twoim przyjaciołom raczej się nie poprawi”.
Zaczynasz wypełniać luki na migającym ekranie. Nawet gdy ją wyprowadzają nie przestaje się dziwnie uśmiechać. „Chyba jej już wszystko jedno” – myślisz.
Dziewczyna znika jak wcześniej facet za drugimi drzwiami. Wtedy podchodzi do ciebie ochroniarz i syczy wprost do ucha:
„Zaznaczysz ELIMINACJA, rozumiesz?”
*[[Zaznaczam to, co mówi. Przeczuwam, że niczego mój idiotyczny upór nie zmieni]]
*[[Zaznaczam AKCEPTACJA]]
Czujesz jak gniew prawie ciebie dusi. Ale zaznaczasz ELIMINACJA. Podnosisz na ochroniarza wzrok. Ten, z obleśnym wyrazem triumfu na twarzy, usuwa się na swoje miejsce.
„Widzisz. Sam dobrze wiesz, kto jest niczym więcej jak ludzkim śmieciem, a komu należy dać szansę poprawy”.
Masz ochotę rozbić mu na tym jego łysym łbie ekran.
*[[Zauważam, że wprowadzają kolejną osobę]]
Ochroniarz sinieje z wściekłości. Milczycie obaj, nie odrywając jeden od drugiego spojrzenia. Nagle ten się wykrzywia się w uśmiechu:
„Sądzisz, że to coś zmieni?” – mówi, wracając na swoje miejsce. – „Przesądzasz tylko o swoim losie. Nic więcej”.
Masz ochotę walnąć go w pysk tym ekranem. Ale już wprowadzają kolejną osobę.
*[[Zauważam, że wprowadzają kolejną osobę]]
<img src="images\Selekcja 3.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Chłopak szarpie się, próbując przywalić ciągnącym go osiłkom z główki. Jego lewą rękę stanowi proteza, spod jasnych włosów widzisz wszczepy czaszki. To jeszcze dzieciak. Raz mu się udaje wyrwać. Przewraca krzesło, uderza jednego z osiłków i natychmiast dostaje paralizatorem w prawy bok.
„Pojeby!” – wrzeszczy, siedząc już przed tobą i skręcając się z bólu. Odwraca do ciebie głowę. Spogląda na ochroniarza, potem znów na ciebie i na ekran, który trzymasz.
„W dupę możecie to se wsadzić!”
„Kim jesteś?”
Dzieciak unosi dumnie głowę i, krzyżując ręce na piersi, odpowiada:
„Możecie we mnie dalej wciskać te wasze magiczne miksturki, gówno wam powiem!”
<<if $obydwie is "1">>
Po wcześniejszym przesłuchaniu jesteś mocno wkurzony i przy wybuchu dzieciaka puszczają ci nerwy. Wypuszczasz ekran z rąk i chwytasz dzieciaka za kurtkę. Przeciągasz go przed stół i zaczynasz wrzeszczeć:
„Myślisz, że twoja odwaga coś da?! Że dzięki niej stąd się uwolnisz?! Dla ciebie to już koniec! Jesteś już dla nich marionetką! Nikim! Zrobią z tobą, co będą chcieli!”
W oczach dzieciaka dostrzegasz zdumienie i przerażenie. Sekundę później czujesz pięść spadającą na kark. Ciemnieje ci przed oczami. Upadasz na podłogę, podnosisz się. Kopniak odbiera ci dech. Słyszysz tylko jak otwierają się drzwi, czyjeś kroki. Kolejny cios pozbawia cię świadomości.
*[[Odzyskuję przytomność z powrotem w celi]]
<<elseif $obydwie isnot "1">>
*[[Odpowiadam: „Więc będziesz tu siedział w nieskończoność, a ja razem z tobą”]]
*[[Ponawiam pytanie]]
<</if>>
Odnosisz wrażenie, że twój wybór zauważył ochroniarz. Czujesz wściekłość, ale wiesz, że już za późno nawet na tak bezużyteczny bunt z twojej strony. Dziewczynę zabierają, podobnie jak wcześniej faceta. Nie odzywa się ani słowem, nie patrzy ani na ciebie, ani na ochroniarza. Jej spojrzenie pozostaje bez wyrazu.
*[[Zauważam, że wprowadzają kolejną osobę]]
Wiesz, że to bezcelowe. Domyślasz się, że twój wybór nie umknął uwadze ochroniarza i ten za moment połamie ci kości. Ale nie mogłeś postąpić inaczej. Nie będziesz pomagał tym bydlakom.
Dziewczynę zabierają, podobnie jak wcześniej faceta. Nie odzywa się ani słowem, nie patrzy ani na ciebie, ani na ochroniarza. Jej spojrzenie pozostaje bez wyrazu.
*[[Zauważam, że wprowadzają kolejną osobę]]
Siedzisz w swojej celi. Zastanawiasz się, jak długo będziesz musiał tu zostać. Nie masz pojęcia, czego jeszcze będą od ciebie chcieli i czego sobie zażyczy Ignis. „Może mnie zaczną feniksem faszerować...” – mówisz sam do siebie. Oprócz ludzi w sali przesłuchań, nie zamieniłeś z nikim innym żadnego słowa. Próbowałeś rozmawiać z innymi członkami sekty, ale ci zawsze odpowiadali milczeniem. Pozostaje ci tylko czekać na kolejny rozkaz.
Nagle słyszysz dźwięk otwierających się drzwi. Widzisz stojącego we framudze ochroniarza.
„Chodź. Przywódczyni chce się z tobą widzieć” – mówi chłodno. Wstajesz i podążasz za nim.
„Wiesz po co mnie szefowa wzywa?” – próbujesz zagadnąć, ale nie uzyskujesz odpowiedzi. – „Rozmowny jak zawsze” – mruczysz pod nosem.
Dochodzicie do drzwi pomieszczenia, twój towarzysz wpuszcza cię do środka, ale nie podąża
za tobą. W małym pokoju widzisz Ignis.
„Widzę, że ciężko dla nas pracujesz. Przyznam, że doceniam twoje starania” – mówi do ciebie bez przywitania. – „Żywię nadzieję, że coraz bardziej rozumiesz nasze racje”.
„Cóż, staram się jak mogę. Mogę jednak spy-”
„Musisz wiedzieć” – nie daje ci dokończyć – ”że jesteś blisko tego, by stać się jednym z nas. Pozostało ci już tylko jedno zadanie”.
W innych okolicznościach skakałbyś z radości po usłyszeniu tych słów. Gdyby tylko nie
powiedziała tego przywódczyni sekty, a twoje życie nie wisiało na włosku.
*[[„Dobra, to co mnie czeka? Jakiś sekretny rytuał dołączenia?”]]
Twoja odpowiedź wytrąca go z równowagi. Otwiera usta, jakby chciał coś powiedzieć, po czym gwałtownie je zamyka. Spogląda na ochroniarza, prawie wybucha śmiechem. W chwili, gdy otwierają się drzwi, blednie.
„Zabierzcie go i przyślijcie później” – mówi ochroniarz do osiłków.
„Niby dokąd?!” – krzyczy chłopak. W jego głosie słyszysz strach.
„Gdzie, kurna, mnie zabieracie?!” – wrzeszczy, gdy mężczyźni chwytają go pod pachy. – „Puszczajcie!”
Ostatni jego krzyk brzmi bardziej jak prośba. Ale ty wiesz, że nie chodziło o niego. Odkładasz ekran w momencie, w którym ochroniarz chwyta cię za ramię:
„Wychodzimy”.
*[[Wracam do celi]]
<img src="images\Selekcja 3.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Kim jesteś?”
„Nie masz, kurna, oczu? Sam se odpowiedz!”
„Masz powiedzieć…”
„Tacy porąbańcy jak wy, mogą mi skoczyć”.
Czujesz jak zaczynasz tracić cierpliwość. Mimo to zaczynasz:
„Co robiłeś i…”
„Nadal ciągniesz swoje? Zasraniec!”
Milkniesz. Masz już dość jego udawanej pewności siebie.
*[[Przechodzę do trzeciego pytania]]
*[[Ostatni raz powtarzam pierwsze pytanie]]
Siedzisz w swojej celi. Zastanawiasz się, jak długo będziesz musiał tu zostać. Nie masz pojęcia, czego jeszcze będą od ciebie chcieli i czego sobie zażyczy Ignis. „Może mnie zaczną feniksem faszerować...” – mówisz sam do siebie. Oprócz ludzi w sali przesłuchań, nie zamieniłeś z nikim innym żadnego słowa. Próbowałeś rozmawiać z innymi członkami sekty, ale ci zawsze odpowiadali milczeniem. Pozostaje ci tylko czekać na kolejny rozkaz.
Nagle słyszysz dźwięk otwierających się drzwi. Widzisz stojącego we framudze ochroniarza.
„Chodź. Przywódczyni chce się z tobą widzieć” – mówi chłodno. Wstajesz i podążasz za nim.
„Wiesz po co mnie szefowa wzywa?” – próbujesz zagadnąć, ale nie uzyskujesz odpowiedzi. – „Rozmowny jak zawsze” – mruczysz pod nosem.
Dochodzicie do drzwi pomieszczenia, twój towarzysz wpuszcza cię do środka, ale nie podąża
za tobą. W małym pokoju widzisz Ignis.
„Widzę, że ciężko dla nas pracujesz. Przyznam, że doceniam twoje starania” – mówi do ciebie bez przywitania. – „Żywię nadzieję, że coraz bardziej rozumiesz nasze racje”.
„Cóż, staram się jak mogę. Mogę jednak spy-”
„Musisz wiedzieć” – nie daje ci dokończyć – ”że jesteś blisko tego, by stać się jednym z nas. Pozostało ci już tylko jedno zadanie”.
W innych okolicznościach skakałbyś z radości po usłyszeniu tych słów. Gdyby tylko nie
powiedziała tego przywódczyni sekty, a twoje życie nie wisiało na włosku.
*[[„Dobra, to co mnie czeka? Jakiś sekretny rytuał dołączenia?”]]
„Chcesz uniknąć cierpienia?”
„A to co ma niby znaczyć? Jak chcecie mnie czymś takim zastraszyć, to próbujcie dalej! Nieźle wam idzie!” – posyła ci złośliwy uśmiech i milknie. Jednak usta zaczynają mu drżeć, a spojrzenie wędrować na ochroniarza.
„Pytam ostatni raz – kim jesteś?”
Nie musisz powtarzać. Chłopak przełyka ślinę i odpowiada gniewnie:
„A co niby chcesz wiedzieć? Że mnie ci twoi kumple z ulicy zgarnęli? Że siedziałem kilka razy za kradzież, bo jakiś laluś z Arkad zaszedł sam do Skrapów? Co, to chcesz wiedzieć?”
„Kto mógł zauważyć twoje zniknięcie?”
Tym razem jego reakcja jest gwałtowniejsza. Na sekundę wstrzymuje oddech, po twarzy przenika cień paniki.
„To nie była żadna poważna sprawa. Nawet nie znam jej adresu i…”
Milknie, zdając sobie sprawę, że powiedział więcej niż zamierzał. Nie chcesz jednak drążyć tematu. Dzieciak już za bardzo się boi.
„Wiesz, kim jesteśmy?”
„Słyszałem, że stworzyliście feniksa”.
„Coś jeszcze?”
„Że... nie pozwalacie, by ktoś inny go sprzedawał. I… macie pokrętną religię”.
„Chcesz uniknąć cierpienia?”
„No… chyba każdy by chciał”.
„Jesteś gotów wyrzec się swojego dawnego życia?”
„Tak” – odpowiada bez zastanowienia. Nic nie mówi, gdy zapisujesz jego odpowiedzi. Ciekawe czy poczułby ulgę, widząc jak zaznaczasz AKCEPTACJA. Nie wyrywa się, gdy przychodzą po niego i wyprowadzają go z sali. Po chwili czujesz rękę ochroniarza na ramieniu:
„Idziemy”.
*[[Wracam do celi]]
„Kim jesteś?”
„Odwalcie się”.
Wypuszczasz ekran z rąk i chwytasz dzieciaka za kurtkę. Przeciągasz go przez stół i zaczynasz wrzeszczeć:
„Myślisz, że twój upór coś da?! To ma tobie pomóc?! Dla ciebie jest już za późno! Zrobią z tobą, co będą chcieli!”
W oczach dzieciaka dostrzegasz zdumienie i przerażenie. Sekundę później czujesz pięść spadającą na kark. Ciemnieje ci przed oczami. Upadasz na podłogę, podnosisz się. Kopniak odbiera ci dech. Słyszysz tylko jak otwierają się drzwi, czyjeś kroki. Kolejny cios pozbawia cię świadomości.
*[[Odzyskuję przytomność z powrotem w celi]]
Twój pojazd wyskakuje w powietrze, a ty, choć jesteś dzielny, nie jesteś w stanie patrzeć przed siebie. Zamykasz oczy, a gdy je otwierasz, widzisz, że samochód bezpiecznie wylądował na następnym odcinku autostrady. Wzdychasz z ulgą i ze spokojem ruszasz dalej. „Zgubiliśmy ich, zgubiliśmy ich...” – myślisz radośnie i chociaż wiesz, że niedługo czekać cię będzie rozmowa z Oris na temat sekty, nie tracisz optymizmu. Po wyjątkowo krótkim odcinku trasy trafiasz wreszcie na opuszczony statek. Przygnębiasz się na jego widok – nie spodziewałeś się takiego... Przypomina ci groźne monstrum, tym bardziej że zapadł zmrok. Niechętnie jedziesz dalej, żeby ukryć auto. Wysiadasz z Oris i wprowadzasz ją do środka. Choć spodziewałeś się bardzo brudnego, ciemnego i zaszczurzonego miejsca, zaskakujesz się pozytywnie. Aczkolwiek nadal masz wrażenie bycia obserwowanym przez to dziwne miejsce.
*[[Siadam na podłodze]]
<<audio poscig stop>>
<<audio silnik loop play>>Podczas skrętu pojazd zrywa trochę lakieru, ale na szczęście nic wam się nie stało. Mniej szczęścia ma przeciwnik, który spada prosto w dół. „Ha! Dobrze wam tak... małpy z bronią!” – myślisz. Niemal od razu twoja prędkość okazuje się być twoją zgubą. Samochód pędzi ostro w dół; „na złamanie karku” – myślisz, lecz zachowujesz pokerową twarz. Starasz się panować nad kierownicą i hamulcem, choć obawiasz się o wasze życie. Po wyjątkowo długim i koszmarnym etapie trasy, zauważasz wreszcie wspomniany kościół. Jest mały, solidnie zbudowany i ciemny, choć sądzisz, że może tylko tak ci się wydaje ze względu na zapadły zmrok. Podziwiasz architekturę, jednak szybko przytomniejesz i parkujesz za budynkiem. Gasisz silnik i ciągniesz Oris do środka. Na szczęście kościół nie jest zamknięty, więc wchodzicie bez problemu. Ze zdumieniem patrzysz na niebieskie, fluorescencyjne kafelki, które wyjątkowo dobrze oświetlają wnętrze. Przez chwilę je podziwiasz.
*[[Siadam na starą ławkę]]
<<audio poscig stop>>
<<audio silnik loop play>>Nie dostajesz odpowiedzi. Ignis patrzy na ciebie i wiesz, że cię ocenia. Chciałbyś wiedzieć, co przygotowała, jaki jest jej plan. Wiesz jedno – nie podoba ci się to.
Słyszysz otwierające się drzwi. Spoglądasz w ich kierunku i widzisz dwóch ochraniarzy, którzy wprowadzają Oris i Flynna do pomieszczenia. Masz coraz gorsze przeczucia.
„Cenię sobie lojalność i oddanie w sprawę. Muszę mieć pewność, że będziesz po naszej stronie. I potrafisz dokonywać wyborów. Nawet tych najtrudniejszych”.
Ignis kiwa głową do jednego z ochroniarzy i ten podchodzi do ciebie. Czujesz, że wkłada ci coś w dłoń. Spoglądasz w dół. Serce zaczyna ci bić szybciej. Pistolet. Patrzysz na Ignis, a ta tylko wskazuje na Oris i Flynna.
„To twój ostateczny test. Twoim zadaniem jest dokonać wyboru”.
Spoglądasz na dwójkę, która stoi naprzeciwko ciebie. Oboje są przerażeni.
„A co jeśli się nie zgodzę?” – pytasz, próbując opanować drżenie głosu.
„Zginiesz” – odpowiada oschło Ignis i wychodzi z pomieszczenia.
„Cholera” – myślisz. Patrzysz na stojącą dwójkę. Zerkasz potem na broń. Przyszedłeś, żeby ratować Flynna, ale obiecałeś też pomóc Oris. Czujesz, jak tętno ci przyśpiesza, nie możesz się uspokoić. Wiesz, że musisz dokonać wyboru.
*[[Zabijam Oris]]
*[[Zabijam Flynna]]
*[[Zabijam ich oboje]]
*[[Zabijam siebie]]
<<audio suspens stop>>
<<audio drama loop play>>
Oddajesz strzał w kierunku Oris i naraz zaczyna ci się kręcić w głowie. Upadasz i tracisz przytomność.
Budzisz się na kanapie. Naprzeciwko siedzi Flynn ze spuszczoną głową. Obok ciebie stoi Ariel.
<img src="images\Zakonczenie 3.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Jesteśmy zadowoleni z twojego wyboru” – mówi chłodno – „jednakże nie możesz zostać wśród nas” – patrząc ci w oczy, robi wymowną pauzę, po czym kontynuuje na jednym oddechu. – „Oto jak mają się sprawy między nami: my wypuszczamy ciebie i twojego koleżkę, możecie wracać do domu. Od ciebie wymagamy dwóch rzeczy. Po pierwsze, dyskrecji. Co zobaczyłeś, usłyszałeś i zrobiłeś tutaj, zostaje między nami. Po drugie, posłuszeństwa. Cokolwiek ci powiemy, że masz zrobić, ty to zrobisz. Jeśli zażądamy, żebyś opuścił Nowy Babilon, wyjedziesz z miasta. Jeśli zażądamy, żebyś wykonał dla nas drobne zlecenie, wykonasz je bez pytania o szczegóły. Takie są nasze warunki. Nie masz innego wyboru. Czy to jest jasne?”
Kiwasz głową.
„Zostałem wyznaczony, żeby cię pilnować i przekazywać ci wiadomości od nas. Do zobaczenia, kolego”.
Ariel wstaje i nie czekając na odpowiedź, wychodzi. Chwilę patrzysz na drzwi, w których zniknął. Potem spuszczasz wzrok, kładziesz głowę na podłodze i patrzysz w sufit.
<div align='center' style='font-size: 150%;'>\
<span class="redtext">
!!!KONIEC
</span>
\
</div>
<<audio drama stop>>
<<audio oris play>>
<<audio shot play>>Oddajesz strzał do Flynna. Słyszysz krzyk Oris. Zaczyna ci się kręcić w głowie. Upadasz. Tracisz przytomność.
Budzisz się w niewielkim pomieszczeniu. Leżysz na wąskiej, acz wygodnej pryczy. Siadasz na niej. Przypominasz sobie, co się stało. Flynn nie żyje. Zabiłeś go, choć tylko przez niego dałeś się w to wszystko wciągnąć. Więc może lepiej było strzelić do Oris? Nie. Flynn już od dawna nie żył.
Z rozmyślań wyrywa cię odgłos otwieranych drzwi. Do pokoju wchodzi wyjątkowo chudy somnita. Lustruje cię spojrzeniem wyłupiastych oczu, po czym mówi: „Miałem sprawdzić w jakim stanie ducha obecnie się znajdujesz. Z radością oznajmię naszej przywódczyni, że masz się dobrze”.
„To może w związku z tym zmienicie mi pokój?” – pytasz. – „Na jakiś, w którym nie czułbym się jak w celi”.
„Z tym spokojnie” – oznajmia somnita, unosząc pojednawczo rękę. – „Co prawda, nie zawiodłeś, ale pozostaje jeszcze kilka wątpliwości”.
„To może omówimy je na zewnątrz? Chcę choć na chwilę stąd wyjść”.
„Niech zatem tak będzie” – odpowiada po chwili namysłu.
*[[Wychodzę za nim na korytarz]]
<<audio zf loop play>>
<<audio drama stop>>
<<audio shot play>>Dwa razy naciskasz spust. Słyszysz dwa wystrzały i okrzyki, ale przestajesz rejestrować, co się wokół ciebie dzieje. Widzisz jak przez mgłę ciała osuwające się na podłogę. Kręci ci się w głowie i też opadasz.
Odzyskujesz przytomność, leżąc na czarnej kanapie, przykryty pomarańczowym pledem. „To najbardziej wygodna rzecz, na jakiej leżałem od dawna” – myślisz, przewracając się na bok. Podnosisz wzrok i rozglądasz się po pomieszczeniu. Jest puste. Zrzucasz z siebie pled i wstajesz. Przypominasz sobie, co się stało: zabiłeś i Oris, i Flynna. Oboje.
Drzwi do pokoju otwierają się i wchodzi przysadzisty blondyn. Gestem nakazuje ci iść za sobą. Prowadzi cię do większego pomieszczenia o pomarańczowych ścianach. Na środku sali siedzi spora grupa ludzi, a na końcu znajduje się podwyższenie, za którym na ścianie widnieje ognisty emblemat feniksa, symbol Somni.
Blondyn wskazuje ci, żebyś szedł w tamtym kierunku. Wtedy z drugiej strony pomieszczenia podchodzi do ciebie Ignis, bierze cię za rękę i wprowadza na podwyższenie.
<img src="images\Zakonczenie 1.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Siostry i bracia” – zaczyna podniesionym głosem – „ten człowiek trafił do nas ze złymi intencjami. Uwierzył w szkodliwość naszych działań i chciał położyć im kres. Udało nam się jednak przekonać go do słuszności naszych racji. Od tej chwili będzie on równoprawnym członkiem naszej organizacji”.
Na sali rozlega się aplauz. Ignis spogląda w twoim kierunku.
„Robercie, zgromadzenie przyjęło cię przez aklamację. Od teraz jesteś jednym z nas”.
Ignis sprowadza cię z podwyższenia. Zebrani somnici przedstawiają ci się i ściskają twoją rękę. Rozglądasz się po ich radosnych twarzach i pozwalasz sobie na nieśmiały uśmiech.
<div align='center' style='font-size: 150%;'>\
<span class="redtext">
!!!KONIEC
</span>
\
</div>
<<audio cool play>>
<<audio drama stop>>
<<audio shot play>>
Patrzysz na zmianę na Flynna i na Oris. Tacy młodzi, tyle życia przed nimi. Nie jesteś w stanie żadnemu z nich go odebrać. Szybkim ruchem, zanim ktokolwiek się zorientuje, co chcesz zrobić, wkładasz pistolet do ust i naciskasz spust. Krzyk Oris to ostatnia rzecz, jaką rejestrujesz, po czym osuwasz się martwy na podłogę.
<div align='center' style='font-size: 150%;'>\
<span class="redtext">
!!!KONIEC
</span>
\
</div>
<<audio zabijsie play>>
<<audio drama stop>>
Przy drzwiach stoi dwóch ochroniarzy. Gdy tylko ruszacie w głąb korytarza, odrywają się od ściany i podążają za wami.
„Na pewno rozumiesz te środki ostrożności” – odzywa się somnita, wskazując na nich głową. – Choć przyznam szczerze, iż wolałbym z tobą pomówić na osobności”.
W tej części budynku jesteś po raz pierwszy. Nie podnosisz głowy, by nie wydało się to podejrzane. Nie przeszkadza ci to jednak w zapamiętywaniu najdrobniejszych szczegółów.
„Widać w tobie jeszcze wątpliwości” – mówi dalej somnita. – „Jednak zabicie człowieka, którego uznawałeś za przyjaciela może świadczyć na twoją korzyść” – zawiesza głos i patrzy ci prosto w oczy. – „Albo uznałeś ten czyn za akt miłosierdzia, wierząc, że z chwilą śmierci skończyły się jego cierpienia”.
*[[„Zabiłem go, bo daliście mi wybór. Miłosierdzie i cierpienie nie mają z tym nic wspólnego”]]
*[[Milczę]]
Somnita wykrzywia usta na kształt uśmiechu.
„Rozumiesz, że musimy wyzbyć się wszelkich podejrzeń. Człowiekowi o takiej przeszłości i zdolnościach może się wydawać, że będzie w stanie zwodzić nasz w nieskończoność, ale…”
„Ale tak naprawdę okłamuje wtedy sam siebie” – przerywasz mu spokojnie.
Somnita kiwa głową. Kątem oka widzisz jak daje znak ochroniarzom za wami. Po chwili przestajesz słyszeć ich kroki.
„Wspominałem, że wolałem pogadać z tobą na osobności. Otóż, nurtuje mnie, choć wiem, że to zachowanie niegodne, pewna kwestia”.
*[[Skręcamy w inny korytarz, od którego ciągną się rozwidlenia]]
„Tak więc” – ciągnie dalej somnita. – „Na razie pozostajesz bez pełnego zaufania, ale z nadzieją na przyszłość”.
„Czyli czekają mnie dalsze próby?”
„Nie musisz się ich obawiać. Jeśli oczywiście nie wpadniesz na pomysł, by wrócić do swych
fałszywych przekonań”.
Dwójka ochroniarzy zachowuje dystans, ale nie przestaje za wami iść.
„Swoje przekonania zostawiłem już za sobą” – mówisz.
„Długo wierzyłeś w ich słuszność”.
„Tak, aż za długo”.
„Przyznajesz się do błędu, ale kto wie, czy nie popełnisz kolejnych? Czy jednak nie zechcesz
wrócić do dawnego życia?”
„Nie ma w nim nic, po co warto byłoby wrócić. Powiedziałeś, że chcesz ze mną porozmawiać
na osobności. O co chodzi?”
Somnita daje znak ochroniarzom. Podchodzą do was, po czym wymijają was i idą dalej. Zostajecie tylko we dwójkę.
„Nurtuje mnie, choć wiem, że zachowanie tak egoistyczne jest niegodne, pewna kwestia”.
*[[Skręcamy w inny korytarz, od którego ciągną się rozwidlenia]]
Niespodziewanie somnita przystaje. Ty wraz z nim. Zaczynają zbliżać się czyjeś kroki. Zza rogu wyłaniają się trzy postaci – dwójka to ochroniarze, ubrani w szaty somnitów. Trzecia jest Oris. Zauważa ciebie. Próbuje coś krzyknąć, ale zatykają jej usta.
„Nurtuje mnie mianowicie kwestia tej kobiety” – mówi somnita, gdy wpychają Oris do celi. – „Może twój wybór nie był aktem miłosierdzia, a próbą ochrony osoby, którą obdarzyło się uczuciem?” – przygląda ci się cały czas z rosnącym zaciekawieniem.
*[[Odwracam głowę. Oris już jest martwa. Teraz zostało mi tylko własne życie]]
*[[Nie odwracam głowy, dopóki za Oris nie zamykają się drzwi i eskortujący ją somnici nie odchodzą]]
„Ciekawi cię, jaki los ją czeka?” – pyta somnita.
„Nie” – odpowiadasz.
Czujesz na sobie jego świdrujący wzrok. Nie musisz jednak tłumić emocji.
Zawracacie. Idziecie z powrotem do twojej celi. Przypominasz sobie drogę jaką przebyliście, korytarze, które prowadziły do twojej celi i na zewnątrz, kody bramy. Wszystko, co zapewni
ucieczkę.
*[[Somnita odprowadza mnie do celi]]
„Ciekawi cię, jaki los ją czeka?” – pyta somnita.
„Nie” – odpowiadasz.
Czujesz na sobie jego świdrujący wzrok. Nie pozwalasz jednak, by emocje wzięły nad tobą górę.
Zawracacie. Idziecie z powrotem do twojej celi. Przypominasz sobie drogę jaką przebyliście, korytarze, które prowadziły do twojej celi i na zewnątrz, kody bramy. Wszystko, co zapewni
ucieczkę. Trzeba tylko jeszcze wrócić po Oris i pozbyć się tego somnity.
„Chcę jej tylko coś powiedzieć” – przerywasz milczenie. – „Co się z nią później stanie mnie nie interesuje”.
„Co chcesz jej powiedzieć?”
„Że powinienem ją wtedy też zabić”.
Somnita zastanawia się, patrząc na ciebie przenikliwie.
„Zgoda. Przyznam, że sam jestem ciekaw reakcji tej buntowniczki”.
*[[Wchodzę wraz z somnitą do celi Oris]]
„To może być moja jedyna szansa” – myślisz. Przechodząc przez drzwi, nagle się odwracasz i zręcznym ruchem uderzasz jego głową o futrynę. Osuwa się nieprzytomny na ziemię. Odtwarzasz z pamięci układ korytarzy i bez problemów wydostajesz się z budynku.
Wiesz, że masz mało czasu. Postanawiasz zaryzykować i wrócić do mieszkania. Na szczęście zastajesz je puste. Zgarniasz do plecaka ubrania i trochę jedzenia. Po dziesięciu minutach jesteś już na ulicy, energicznie maszerując w kierunku granicy miasta.
<img src="images\Zakonczenie 2.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Zapada wieczór, gdy opuszczasz Nowy Babilon. Nigdy nie sądziłeś, że tak nagle przyjdzie ci się pożegnać z tym miejscem. Nie czujesz jednak tęsknoty, raczej myślisz o tym, jak serdecznie dość miałeś tej zepsutej metropolii. Zatrzymujesz się na chwilę i zerkasz na zarys miasta. Stamtąd, gdzie stoisz, doskonale widać jego trzy dzielnice. Przez moment patrzysz nań w milczeniu, po czym odwracasz się i ruszasz przed siebie, oddalając się od swego dotychczasowego życia.
<div align='center' style='font-size: 150%;'>\
<span class="redtext">
!!!KONIEC
</span>
\
</div>
Zauważasz, że dziewczyna jest rozkuta. Ukradkiem mierzysz wzrokiem ochroniarzy, którzy ją wprowadzili.
„Proszę bardzo” – mówi somnita. – „Możesz jej to teraz powiedzieć”.
Zbliżasz się do Oris na tyle blisko, żeby tylko ona widziała twoją twarz i bezgłośnie mówisz: „Weź tego po prawej”. Widzisz w jej oczach, że zrozumiała.
„Powinienem był ciebie też zabić” – mówisz. W tym samym momencie zrywasz się, chwytasz somnitę za ramiona i popychasz go na ochroniarza po lewej. Oris skacze na tego z prawej. Przez chwilę szamoczecie się z sekciarzami. W końcu cała trójka leży nieprzytomna na podłodze, a drzwi stoją dla was otworem.
Spoglądasz na Oris i podajesz jej rękę. Chwyta ją i wychodzicie na korytarz. Ruszasz w stronę wyjścia, ale dziewczyna nie rusza się z miejsca.
*[[„Chodź, mamy mało czasu”]]
<img src="images\Zakonczenie 4.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Znajdźmy Ignis i skończmy z nią” – mówi Oris.
„Nie damy rady. Na pewno ma wokół siebie dziesiątki takich dryblasów”.
„Ale… nie możemy tak po prostu ich zostawić i pójść…”
„Teraz wyjdziemy, ale zrobimy, co w naszej mocy, żeby działać im na szkodę. Ukryjemy się gdzieś na obrzeżach miasta i postaramy się ich zneutralizować. Jeszcze nas popamiętają!”
Nie całkiem wierzysz w to, co mówisz, ale Oris wydaje się uspokojona. Uśmiecha się do ciebie i ruszacie w kierunku drzwi.
Bez problemu udaje wam się wykraść. Uciekacie, zostawiając budynek za sobą. Przechodzi ci przez głowę myśl, że przynajmniej wreszcie nie jesteś sam.
<div align='center' style='font-size: 150%;'>\
<span class="redtext">
!!!KONIEC
</span>
\
</div>
<img src="images\Rozmowa z Ignis.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Kobieta w długiej sukni wchodzi do pokoju, staje dumnie przed tobą.
„Powinieneś być mi wdzięczny. Rzadko fatyguję moich przełożonych do odwiedzin więźniów, a co dopiero samą siebie. Spotkał cię niewątpliwie zaszczyt”.
„Hmm… a z kim teraz mam przyjemność rozmawiać?”
„Niebywałe. Taki bystry, a jeszcze nie wie. To chyba mnie szukasz”.
„Słuchaj, niedawno skończyłem niesamowicie ciekawą rozmowę z naszym kochanym burmistrzem. Więc dajcie mi już święty spokój, chociaż na jebany moment!”
„Ah burmistrz… Tak, nie wątpię, może on trochę zmęczyć. Twoje rozdrażnienie jednak mnie zadziwia. Właśnie sprawiłam, że osiągnąłeś swój cel… A ty tak po prostu się poddajesz. Nie do takiej postawy nas przyzwyczaiłeś, czyż nie?” – odnosi się do swych strażników, ci kiwają głowami.
„Zdajesz sobie sprawę, jak moje życie zmieniło się w ostatnim czasie? Ja się sam sobie dziwię, że na ten moment, jestem tylko rozdrażniony, a nie… Kurwa, po co nawet to zaczynać. W końcu się spotkaliśmy. No, ale tak szczerze, mam tak po prostu uwierzyć, że uda mi się czegoś od ciebie dowiedzieć?”
„Dowiedzieć? Przecież już tyle wiesz. Nie wystarczy ci? Trzeba było nie zgłębiać swojej wiedzy, a być może wtedy posiadałbyś swój ubłagany spokój. No, ale cóż, za późno… To nie znaczy, że nie mogę ci tego spokoju jeszcze przywrócić…”
Twoje myśli biegną bardzo szybko. Rozważasz wszystkie „za” i „przeciw”, próbując wybrać strategię na przetrwanie tej konfrontacji.
*[[Przeprowadzę z nią rozmowę]]
*[[Nic jej nie powiem]]<img src="images\taxi.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Dobry wieczór! dobrze że Pan tak szybko przyjechał bo jak zwykle zimno i pada spadł mi pan z nieba! a teraz tak niebezpiecznie w tym mieście biedna ja sama stoję jeszcze kobieta to zaraz ktoś zaatakuje!” - w jej wymowie nie istnieją przecinki, ona jest na wojnie, a jej karabin maszynowy to słowa.
*[[Milczę, muszę to przeprocesować, nie myślę tak szybko, jak ona mówi]]
*[[„Takie już jest to miasto” - nic innego nie przychodzi mi do głowy]]<img src="images\taxi.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Cholera! Co pan?! Nie potrafi pan delikatnie zahamować? Jak długo pan pracuje jako taksówkarz? Dwa tygodnie?!” - Grubas robi się cały czerwony i wygląda jak wściekłe dziecko. W tobie też się gotuje.
„Na przyszłość radzę ważyć słowa i nie porównywać jednej z najniebezpieczniejszych broni z jakimiś cholernymi neonami. Wiesz w ogóle, jak działa laser?! Musiałeś kiedyś go użyć?! Miałeś go kiedyś przy skroni?! Nie? Tak też myślałem” - wypluwasz z siebie słowa jak karabin.
*[[Ruszam dalej]]
<<audio hamulec play>>
<<audio ulica stop>>
<<audio noisem loop play>><img src="images\taxi.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Teraz ci ludzie tacy niemili dla siebie no wszędzie niebezpieczeństwa... O a na mojej dzielnicy gdzie mieszkam co nie to znowu jakieś dragi rozprzestrzeniają się tyle lat spokój był odkąd ta ostatnia akcja się zdarzyła kiedy to tyle osób poginęło od tych narkotyków i policjanci pouciekali i cywile jeden to nawet zginął no ale wracając-”
„JAKI narkotyk?” - brutalnie przerywasz jej kolejną salwę słów.
„Aaa no wie pan znowu się trują nie wiem po co biorą to świństwo później latają mi pod oknem i wrzeszczą całą noc”
Nie podoba ci się to, co słyszysz, ale chcesz wiedzieć więcej. Zaciekawiła cię, to się rzadko zdarza.
*[[„Wie pani coś więcej, co to za narkotyk? Jak działa?”]]<img src="images\taxi.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Teraz ci ludzie tacy niemili dla siebie no wszędzie niebezpieczeństwa... O a na mojej dzielnicy gdzie mieszkam co nie to znowu jakieś dragi rozprzestrzeniają się tyle lat spokój był odkąd ta ostatnia akcja się zdarzyła kiedy to tyle osób poginęło od tych narkotyków i policjanci pouciekali i cywile jeden to nawet zginął no ale wracając-”
„JAKI narkotyk?” - brutalnie przerywasz jej kolejną salwę słów.
„Aaa no wie pan znowu się trują nie wiem po co biorą to świństwo później latają mi pod oknem i wrzeszczą całą noc”
Nie podoba ci się to, co słyszysz, ale chcesz wiedzieć więcej. Zaciekawiła cię, to się rzadko zdarza.
*[[„Wie pani coś więcej, co to za narkotyk? Jak działa?”]]<img src="images\taxi.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Panie ja się w to nie mieszam. Jednak weź mnie Pan tu wysadź to pójdę jeszcze do sklepu. O tutaj dziękuje bardzo. Do widzenia”
*[[Wysadzam pasażerkę]]Efekt jest natychmiastowy. Znika zmęczenie. Nie czujesz senności. Wszystko dookoła nabiera ostrości. Kolory są wyraźniejsze. Czujesz przypływ adrenaliny. Nie czułeś się tak od lat.
Nie wiesz, co ze sobą zrobić. Miotasz się po pokoju. Potrzebujesz ujścia całej energii, którą masz w sobie.
*[[Poćwiczę]]
*[[Potańczę]]
<<audio drug play>>
<<audio noisedrug loop play>>
<<audio noisemm stop>>„Wyrobiliśmy sobie silną markę. Zdziwiłbyś się, ilu ludzi potrafi się tu
przewinąć w ciągu jednego dnia” - odpowiada barman.
„Taa... Pewnie nie sposób ich wszystkich zapamiętać. Słyszałem ostatnio o
jakichś podejrzanych typach w tej okolicy. Chyba jakaś grubsza afera się szykuje. Podobno to jacyś ćpuni. Pewnie jesteś w temacie, skoro to twoje tereny”.
„Hmmm... pierwsze słyszę” - barman ucieka wzrokiem, ewidentnie nie chce poruszać tego tematu.
„To dziwne, bo przysiągłbym, że wyglądasz na takiego, co wie wszystko i
wszędzie musi wsadzić swój parszywy nos”.
„Kurwa, stary, brakuje ci adrenaliny czy jesteś po prostu jakiś opóźniony? Nie zadawaj pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi”.
„Mmmm... teraz jeszcze bardziej mnie zaciekawiłeś”.
Barman rozgląda się i przysuwa do ciebie.
*[[Przysuwam się do barmana w nadziei, że mi coś powie]]„No, mamy...” - odpowiada niechętnie barman.
„Słuchaj, podejrzewam, że spotykasz tu wielu ludzi... Zdarzają się
jakieś podejrzane typy?”
„Jak w całej dzielnicy. Chyba, że masz na myśli coś konkretnego?”
„No nie wiem. Na przykład jacyś wyróżniający się wszczepionkowcy
albo dilerzy?”
„Właśnie widzę jednego przede mną”.
„Chyba kurwa ci się pomyliło!”
*[[Uderzam pięściami w ladę]]„A jak kurwa myślisz?” - rzuca barman.
„Widziałem, jak dosypujesz coś do drinków, więc jedno moje słowo i lądujesz na ulicy, gnido”.
Barman milczy.
„No więc spróbujmy jeszcze raz. Diler, świecące ramię, nowy odlot – mówi ci to coś?!”
„Poe's” - wycedza przez zęby. - „Życzę szczęścia. Tam już nie będzie tak sympatycznie”.
*[[Odchodzę do drzwi baru]]<img src="images\edgkobieta.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
Dostrzegasz, że wcale nie ma wszczepów na dłoniach – całe jej przedramiona to protezy. Gdy tylko siadasz, szybko naciąga na nie rękawy.
„WidziałemludziktórzybylidumnizgorszejrobotySkądmyśl,że...”
„Skąd myśl, że chcę z tobą gadać?” - przerywa tobie, wciąż nie odrywając wzroku od szklanki.
„Jeżdżętaryfą,cholerna robota. aleprzynajmniejdasięzniektórymipogadać. Czasemudają, żeniechcą mówić. aleprędzejczypóźniejmisięzczegośzwierzają”.
Kobieta podnosi szklankę do ust.
*[[Powstrzymuję na chwilę swój słowotok i liczę na to, że kobieta podtrzyma konwersację]]
*[[Energia, jaką dał mi feniks rozpiera mnie tak bardzo, że nie czekam na jej reakcję]]„Wiesz. ktotusprzedajefeniksa?”
„A więc o to chodzi...Nie wiem, gdzie teraz jest. Tu raczej jedynie wszyscy są na haju”.
„Skoroterazgoniema. towieszkiedysiępojawi?”
„Od kiedy jesteśmy na ty?”
„WidziałemjakchowaszfeniksaChcęwiedzieć. tylkoodkogokupujesz”.
„Nie widziałam go nigdzie”.
„Czyjesssstszansażesiępojawi?”
„Ale się, kurwa, uczepiłeś”.
„Więcjednakjesteśmynaty”.
Po raz pierwszy podnosi na ciebie wzrok.
„I z czego niby się ludzie tobie zwierzają?”
*[[Feniks przyspiesza moje myślenie do tego stopnia, że wypalam na raz: „zrzeczyoktórychchcielibyzapomnieć”]]„A rozmawiają z tobą o śmierci?”
„Też” - odpowiadasz.
Kobieta przez chwilę milczy, po czym zaczyna się śmiać i urywa.
„Gdy tylko spoglądam na ludzi mijających mnie na ulicy, chcę mi się rzygać... A jeszcze bardziej, gdy widzę, że kończy mi się towar i muszę do jednego z NICH iść”.
Przerywa, przełknąwszy gwałtownie ślinę.
„Nie wierzę w te ich bajki... Wszystko pieprzenie... Jedno trzeba im przyznać, dopną swego... Prędzej czy później wszyscy będą o feniksa skomleć”.
*[[Zadaję pytanie: „A jak ty na nich trafiłaś?”]]Zagryza usta do krwi.
„Szkoda, że nie są to zwykli handlarze... Mogłabym sobie wmawiać, że to tylko zwykłe śmiecie, jakich pełno. A wiedząc, że ci psychopaci chcą czegoś jeszcze... Ale... jak nic innego nie pozostaje?”
Po tych słowach wybucha śmiechem.
Milczysz.
Zatyka usta, zaczyna się krztusić.
Inni może dają się nabrać, ale ty dostrzegasz łzy, wypływające z kącików oczu.
*[[Kiedy kobieta się uspokaja, pytam: „Powieszmijakwyglądaichdiler?”]]Odwraca głowę, chowając ręce pod stół.
„Nie tutaj pierwszy raz jednego z nich spotkałam... Tylko w szpitalu. Tuż po wypadku. A feniks... pozwala mi uwierzyć, że nic się nie stało i-”
Przerywasz jej.
„Jakonwygląda?”
Wciąż na ciebie nie patrzy. Nagle się zrywa. Chwytasz ją za rękę.
„Jak.on.wygląda?”
„Puszczaj!”
„Powiedz.tylkoto!”
„Odpierdol się!”
„Wygląd!”
„Ma chipy w ramieniu!”
Puszczasz ją. Ucieka.
Nagle czujesz, że ktoś chwyta cię za ramię.
*[[Odwracam wzrok i widzę masywną twarz z metalową, połyskującą płytką na prawej skroni]]Podnosisz się i dostrzegasz woreczek z feniksem leżący na ziemi. Domyślasz się, że musiał mu wypaść z kieszeni.
„Hmm... no proszę! SkądToMasz?”
„Dostałem to! Zresztą gówno cię to obchodzi” - odpowiada, zwijając się z bólu.
„Brałeśto?”
„Brałem, i co z tego? Przez chwilę miałem wizję snu, a tak to tylko dobrze kopie!”
Ocierasz krew z twarzy i kierujesz się do wyjścia.
*[[Odchodzę do drzwi baru]]
<<set $seba = "1">>
<<set $kobieta = "1">Uśmiecha się gorzko.
„Na takich, jak oni się nie trafia. Oni ciebie znajdują. W końcu znajdą każdego. Mnie znaleźli w szpitalu”.
Wtedy spogląda na swoje dłonie. Jej oczy stają się szkliste.
„Po feniksie mogę przez chwilę wierzyć, że nikogo wtedy nie zabiłam... Bo przecież słyszę ich głosy, widzę ich twarze... Takie, jakie były, zanim... Jak chcesz ich znaleźć, to szukaj po chipach. Mają ich pełno w ramieniu”.
Nie mówisz ani słowa.
Wstaje i odchodzi. Widzisz, jak jej srebrna kurtka znika w tłumie.
<<set $kobieta = "1">>
*[[Odchodzę do drzwi baru]]„Nie przychodzisz tu, zdaje się, często. Taką twarz bym zapamiętała. Czego chcesz?” - pyta kobieta.
„Kumpel dał mi feniksa i chcę znaleźć dilera”.
„Feniksa? Więc całe miasto bierze już to gówno”.
„Chcesz mi wmówić, że jesteś wyjątkiem?”
„Bierzesz feniksa, bo wierzysz, że daje szczęście?”
„Nie wierzę w szczęście”.
„A w co?”
„Że da się na moment wyrwać z rzeczywistości”.
Kobieta po raz pierwszy podnosi na ciebie wzrok.
„I z czego niby się ludzie tobie zwierzają?”
*[[Odpowiadam, wzruszając ramionami: „Ze wszystkiego”]]„Wiesz, kto tu sprzedaje feniksa?”
„A więc o to chodzi... Nie wiem, gdzie teraz jest. Tu raczej jedynie wszyscy są na haju”.
„Skoro teraz go nie ma, to wiesz, kiedy się pojawi?”
„Od kiedy jesteśmy na ty?”
„Widziałem, jak chowasz feniksa. Chcę wiedzieć tylko, od kogo kupujesz”.
„Nie widziałam go nigdzie”.
„Czy jest szansa, że się pojawi?”
„Ale się, kurwa, uczepiłeś”.
„Więc jednak jesteśmy na ty”.
Kobieta po raz pierwszy podnosi na ciebie wzrok.
„I z czego niby się ludzie tobie zwierzają?”
*[[Mówię po chwili namysłu: „Z rzeczy, o których chcieliby zapomnieć, że istnieją”]]Zagryza usta do krwi.
„Szkoda, że nie są to zwykli handlarze... Mogłabym sobie wmawiać, że to tylko zwykłe śmiecie, jakich pełno. A wiedząc, że ci psychopaci chcą czegoś jeszcze... Ale...jak nic innego nie pozostaje?"
Po tych słowach wybucha śmiechem.
Milczysz.
Zatyka usta, zaczyna się krztusić.
Inni może dają się nabrać, ale ty dostrzegasz łzy, wypływające z kącików oczu.
*[[Gdy wreszcie się uspokaja, zadaję pytanie: „Powiesz mi, jak wygląda ich diler?”]]„A rozmawiają z tobą o śmierci?”
„Też” - odpowiadasz.
Kobieta przez chwilę milczy, po czym zaczyna się śmiać i urywa.
„Gdy tylko spoglądam na ludzi, mijających mnie na ulicy, chce mi się rzygać... A jeszcze bardziej, gdy widzę, że kończy mi się towar i muszę do jednego z NICH iść”.
Przerywa, przełknąwszy gwałtownie ślinę.
„Nie wierzę w te ich bajki... Wszystko pieprzenie... Jedno trzeba im przyznać, dopną swego... Prędzej czy później wszyscy będą o feniksa skomleć”.
*[[Zadaję pytanie: „A jak ty na nich trafiłaś?”]]Odwraca głowę, chowając ręce pod stół.
„Nie tutaj pierwszy raz jednego z nich spotkałam.. Tylko w szpitalu. Tuż po wypadku. A feniks... pozwala mi uwierzyć, że nic się nie stało i-”
Przerywasz jej.
„Jak on wygląda?” - mówisz.
Wciąż na ciebie nie patrzy. Nagle się zrywa. Chwytasz ją za rękę.
„Jak on wygląda?”
„Puszczaj!”
„Powiedz tylko to!”
„Odpierdol się!”
„Wygląd!”
„Ma chipy w ramieniu!”
Puszczasz ją. Ucieka.
*[[Odchodzę do drzwi baru]]
<<set $kobieta = "1">><img src="images\edgseba.JPG="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Co tam, brachu?” - zagadujesz górę mięcha.
Mięśniak spogląda na ciebie niezbyt przyjemnym wzrokiem i odpowiada: „Spierdalaj”.
*[[„Może chcesz kolejkę?”]]
*[[Łapię butelkę z piwem należącą do dryblasa]]„Co tu jeszcze robisz? Zapierdalaj do tego baru”.
„Doobradobraaa jużż, idęidęidęe”
Przynosisz od barmana kieliszki z trunkiem.
„Coś czuję, że się polubimy! Dawaj tego kielona!”
Gość chwyta kieliszek i wypija zawartość na raz.
„Słuchajjchciałbym znaleźć dileraa, pewnie wieszOCzymMówięę”.
„Chodzi o feniksa, taaa? Wszyscy o tym trąbią, wszędzie go pełno... Już kilka osób mnie o to pytało, ale nie miałem ochoty ich słuchać”.
*[[Obserwujesz, jak dryblas sięga do kieszeni i wyciąga woreczek z plastrami]]
„Ja dostałem to od takiego jednego typa, nie wiem, czy tym dilował, czy chciał się tego pozbyć. Wiesz, nie pytałem go o to; jak dał, to wziąłem. Powiem ci... Kurwa, to ładnie sieka”.
„CzyTyPoTyym też maaasz...”
„Sny? Zdarzyło mi się. Nie wierzyłem, że kiedykolwiek one powrócą”.
„TenKoleś... Diler – OnnicWięcej nieMówił?? MożeKojarzyszzjakwyglądał??”
„Wiesz co, miał na ramieniu jakieś chipy...”
„Hmm... dobrze wiedzieć...”
Wstajesz od stolika i żegnasz się z rozmówcą.
*[[Odchodzę do drzwi baru]]
<<set $seba = "1">>Podnosisz się i dostrzegasz woreczek z feniksem leżący na ziemi. Domyślasz się, że wypadł mu z kieszeni.
„Hmm... no proszę! SkądToMasz?”
„Dostałem to! Zresztą gówno cię to obchodzi” - odpowiada, zwijając się z bólu.
„Brałeśto?”
„Brałem, i co z tego? Przez chwilę miałem wizję snu, a tak to tylko dobrze kopie!”
Ocierasz krew z twarzy i idziesz do wyjścia.
*[[Odchodzę do drzwi baru]]
<<set $seba = "1">><img src="images\edggowniak.JPG="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Jeżeli chcesz postawić mi drinka, to się nie krępuj” - reflektuje, nie
zaszczycając cię nawet przelotnym spojrzeniem.
„Cholera, nie to miałem na myśli!” - odparowujesz mu skrępowany.
„Nie? To dobrze, bo nie piję. Zdałeś test” - po jego twarzy przebiega
delikatny uśmiech. A przynajmniej tak ci się wydaje.
*[[Spoglądam do wnętrza torby leżącej tuż obok mojej nogi]]
*[[„Masz bardzo interesujący wszczep”]]„»Czy androidy śnią o elektrycznych owcach«? Wszyscy w twoim wieku ją czytają?” - pytasz, wyjmując spod stołu opasłe tomidło.
Chłopak podnosi wzrok znad konsoli i spogląda ci prosto w oczy. Zauważasz, że jego gałki oczne mają kolor ciemnozielonej mgławicy.
„Wiesz, co to?” - zaskoczony odpowiada pytaniem.
„Oczywiście, mój przyjaciel był wielkim fanem tej książki”.
„Był?”
W jego wzroku dostrzegasz zakłopotanie. Uśmiechasz się delikatnie.
„Przykro mi... Co się stało?” - pyta łamiącym się głosem.
*[[„Długo by opowiadać” - odparowuję. - „Jestem Robert”]]Chłopak podnosi wzrok znad konsoli i patrzy na ciebie z zaciekawieniem. Zauważasz, że jego gałki oczne mają kolor ciemnozielonej mgławicy.
„Dziękuję. Z jedną małą uwagą. To nie wszczep, widzisz?” - naciska palcem pięciokrotnie na tarczę. Zegarek znika. - „Najnowsza technologia. O wiele bezpieczniejsza i mniej inwazyjna od wszczepów”.
„Inwazyjna? Co masz na myśli...?”
„Naprawdę nie wiesz? Swoją drogą, jestem Eddy”.
*[[„Robert” - przedstawiam się, podając mu rękę]]„Wyjaśnię to tak” - kontynuuje. - „Pamiętasz może erę egzoszkieletów wykorzystywanych przez wojsko kilkanaście lat temu? Jeżeli o tym nie słyszałeś, to nic złego. Akcje z ich udziałem były ściśle tajne. Kilka nawet się powiodło... Ale później zaczęły się problemy. Podczas walk w Libii część rynsztunku odmówiła posłuszeństwa, i to nie w taki sposób, w jaki ci się wydaje".
„Co masz na myśli?” - pytam, przybliżając się.
„Zaczęły żyć własnym życiem. Paradoksalnie, w wyniku tego incydentu owe życie straciło kilkunastu świetnie wyszkolonych żołnierzy. Ze strachu przed kolejnymi »usterkami« program został zawieszony, a problem zamieciony pod dywan”.
*[[„Jaki to ma związek ze wszczepami?”]]„Spójrz na logo znajdujące się na twojej dłoni” - mówi, chwytając cię za rękę. - „To właśnie ta firma podjęła się »utylizacji«, jak to ładnie nazwali, uszkodzonych egzoszkieletów. Kilkanaście miesięcy później otworzyli swój mały biznesik. A historia lubi się powtarzać...”
„Sugerujesz, że-”
„Nie, ja nic nie sugeruję. Tylko teoretyzuję” - przerywa ci z uśmiechem.
*[[„Skąd w ogóle o tym wiesz?”]]„Szczerze? Z internetu. Po coś przecież go mamy. No ale my tu gadu-gadu, a ja muszę lecieć na wykład” - rzuca niedbale, zarzucając jednocześnie torbę na ramię. - „Miło było poznać!” - woła przez ramię i wybiega z baru.
„Kto w ogóle ma o tej porze zajęcia...?” - zastanawiasz się, patrząc na własny, staromodny zegarek. „Studenci...” - mówisz sam do siebie i powoli wracasz do wyjścia.
*[[Odchodzę do drzwi baru]]„Eddy” - przedstawia się, podając ci rękę i mało subtelnie zmieniając
temat. - „Wiesz, co jest ciekawego w tym tytule? Kiedyś to androidy były
dla ludzi czymś zaskakującym i niewyobrażalnym, teraz zastąpił je sen”.
„Albo wszczepy i jako takie życie na jawie, albo idylla po zamknięciu oczu i jeszcze większy ból po ich otworzeniu. Nie można mieć wszystkiego” - stwierdzasz z gorzkim uśmiechem.
„Tak sądzisz?” - pyta tajemniczo.
*[[„Co masz na myśli?”]]„Nie mogę powiedzieć ci za dużo, tym bardziej w tym miejscu” - ścisza głos - „ale jest pewien... środek, który jest w stanie przywrócić wszczepowcom to, co zabrała im technologia. A przynajmniej tak słyszałem, sam nigdy go nie szukałem. Cieszę się z tego, co mam” - pointuje patrząc na swój wymyślny zegarek. - „Jeżeli chcesz wiedzieć więcej popytaj tu i tam, ale błagam, bądź dyskretny”.
*[[„Tak zrobię... Czy zegarek to twój jedyny wszczep?”]]„Tak, nie jestem ich fanem. Im więcej osób ze wszczepami, tym częściej
nasuwa się pytanie, gdzie kończy się człowiek, a zaczyna się maszyna”
- uśmiecha się tajemniczo. - „Ty, jak widzę, nie żywisz do nich urazy” -
stwierdza, wskazując twoje dłonie.
*[[„To przez... wypadek przy pracy” - odpowiadam, spuszczając wzrok]]„Spokojnie, nie nazywam cię przecież androidem! Miło się rozmawiało, ale muszę już spadać” - rzuca niedbale, wstając i jednocześnie dopijając yerbę. - „Słodkich snów!” - krzyczy na pożegnanie, wybiegając z baru.
„Zaczekaj, coś zostawiłeś!” - skandujesz, ale chłopak już cię nie słyszy. Patrzysz na jedyną pozostałość po jego obecności przy stole - małego, papierowego jednorożca. „Co to w ogóle ma znaczyć...?” - zastanawiasz się, wracając do wyjścia z baru wraz z cudem origami.
*[[Odchodzę do drzwi baru]]Rozglądasz się po pomieszczeniu. Zauważasz człowieka o androgynicznym wyglądzie. Po świecącym ramieniu poznajesz, że to jego szukasz. Podchodzisz do jego stolika.
„Więc to ty jesteś tym słynnym dilerem... Ariel, zgadza się? Możemy pogadać? Jestem-”
„Nie muszę znać twojego imienia” - przerywa ci, patrząc na ciebie podejrzliwie. Kiwnięciem głowy wskazuje krzesło znajdujące się naprzeciwko.
„Po co tutaj przyszedłeś?”
„No wiesz, ten jakiś nowy narko-”
Ponownie ci przerywa, tym razem jest zdenerwowany:
„»Jakiś nowy narkotyk«? Dla nas coś więcej, znacznie więcej. I nosi nazwę feniks”.
*[[„Tak, tak: feniks. Niech ci będzie. Czyli pewnie wiesz, kto i w jakim celu sprzedaje tego feniksa?”]]
<<audio poes stop>>
<<audio poesm play>>„Oczywiście, że wiem. Ale dlaczego mam się dzielić tymi informacjami z kimś takim, jak ty?”
„Słuchaj no, człowieku. Prawda jest taka, że przez dłuższy czas nie mogę przestać o tym myśleć. Ten wasz nowy towar, cholera, nawet mój przyjaciel się w to wciągnął. Nigdy się z czymś takim nie spotkałem, a wiesz, kiedyś też działy się różne akcje z dragami, ale to...”
„Nawet nie masz pojęcia. Świat nigdy czegoś takiego nie widział. A to tylko jeden element naszego planu!” - Ariel jest rozbudzony, nie umyka to twojej uwadze.
„Jak, jak się stać częścią tego wszystkiego?”
„Przede wszystkim musisz zrozumieć pełną moc feniksa. Pojawił się na tym świecie, aby wskazać nam drogę”.
Rozpoczynasz grę z Arielem, aby zdobyć informacje.
*[[„Kurwa, nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem jakiś cel w życiu. Ale kiedy Flynn opowiedział mi o tym nowym odlocie... To sprawiłoby-”]]Znów ci przerywa:
„Naszą misją jest pomaganie ludziom w zrozumieniu tego. Do tego zostaliśmy stworzeni!”
Wstajesz z krzesła.
„Chcę wiedzieć więcej! Jestem przekonany, że mój stary kumpel też się tym wszystkim zachwyci” - dalej udajesz. - „I chcę do was dołączyć!”
„Hmm... przypominasz mi kogoś. Muszę przyznać, że odkąd tu jesteś wydałeś mi się jakiś inny... Ale czy jesteś na to wszystko gotowy i czy ten twój przyjaciel też?”
„Daj nam szansę, nie masz nic do stracenia, a jest bardzo prawdopodobne, że zyskacie nowych członków tego waszego... gangu? Ruchu? Czym tak naprawdę jesteście, bracie?”
„Powiedzmy: organizacją. Nazywa się Somnia”.
*[[Wychodzę z Poe's]]„O, mój drogi, od tego trzeba było zacząć”.
Larry woła kelnera.
„Zaprowadź tego miłego gościa do stolika numer sześć”.
*[[Podążam za kelnerem do stolika]]„Nie pamiętam nic takiego. Skąd pomysł, że mogę mieć takie informacje?”
„Podobno miałem znaleźć odpowiedzi w tym miejscu, a w szczególności u ciebie, ale widzę że ktoś cię przecenił”.
„Mój drogi, chyba zapomniałeś w czyim jesteś barze. Na twoim miejscu zmieniłbym ton, póki nie jest za późno”.
„Ty chyba nie rozumiesz. Mój przyjaciel został porwany przez to gówno, nie mam czasu na twoje gierki”.
„Mój przyjacielu, to nawet nie był wstęp do mojej gry” - uśmiecha się chytrze. - „Ale skoro ci się nie podoba, to czas się pożegnać”.
*[[„Raczej niczego z niego nie wyciągnę” - mówię cicho do siebie]]„Witam. Słyszałem, że znajdę tu dilera, od tego nowego odlotu”.
„Tak. Dobrze słyszałeś. Po co ci on?”
„Interesuje mnie. Jak go zdobyć?”
„Widzę, że ktoś jest na głodzie. A wyglądasz tak niepozornie”.
„Nie jestem jakimś pierdolonym ćpunem, ale taksówkarzem też już nie mam zamiaru dłużej być”.
„Jasne… Czy ty uważasz, że feniks jest tylko drogą ucieczki, że to kolejny zwykły narkotyk, przy którym zapomnisz o codzienności?”
„Nie. Słyszałem, że to coś o wiele lepszego”.
„ooo tak. To nowa rzeczywistość. Feniks otworzył nam oczy. Nie da się tego porównać do burdelu, w którym teraz żyjemy. Czy jesteś gotowy na oświecenie? Po tym już nie ma odwrotu! To największy dar dla ludzkości”.
„Jestem gotowy” - wiesz, że jesteś bliski poznania prawdy. - „Chcę być częścią tej historii”.
„Zatem witaj w Somnii”.
*[[Wychodzę z Poe's]]<img src="images\dealerdialog.jpg" style="
height: 450px;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
„Hej. To ty jesteś tym dilerem od świecącego ramienia?”
Prawie niezauważalnie potwierdza ruchem głowy. „Czego ode mnie oczekujesz?”
„Na początek chciałbym wiedzieć, jakim pojebusem trzeba być, żeby rozprowadzać takie skurwielstwo”.
Ariel jest zaskoczony.
„Nie mam dzisiaj nastroju na takie rozmowy”.
„No pewnie. Najpierw niszczysz życie młodego chłopaka, a potem umywasz ręce. Powiedz mi, co rozprowadzacie i kto tym kieruje”.
„Podoba mi się twoja bezpośredniość, ale musisz się bardziej postarać”.
„Posłuchaj, nie mam czasu na kolejne gierki, pieprzony ćpunie. Jeszcze raz mi odmówisz i nie ręczę za siebie. Potrzebuję informacji. Gadaj, kurwa!”
„Towar nazywa się feniks, rozprowadza go Somnia” - mówi na jednym wdechu. „Ciekawe, co z tego wyniknie” - dodaje do siebie i pogrąża się w swoich myślach.
*[[Wychodzę z Poe's]]Rozglądasz się po lokalu. Zauważasz siedzącą samotnie przy stoliku starszą panią. „Nie zaszkodzi zapytać”. Podchodzisz do niej i pytasz, czy możesz się dosiąść. Kiwa delikatnie głową. Siadasz naprzeciwko niej.
*[[Wołam kelnera i zamawiam drinka kobiecie]]Odwracasz się i widzisz dwóch ludzi. Nim zdążysz cokolwiek powiedzieć, słyszysz: „Chodź z nami”.
Posłusznie wstajesz i podążasz za nieznajomymi. Prowadzą cię w głąb lokalu. Tam widzisz siedzącego przy stole człowieka o androgynicznym wyglądzie. Patrzy na ciebie. Po świecącym ramieniu poznajesz, że to diler, którego szukałeś. „Chodźmy w bardziej ustronne miejsce” - mówi. Idziecie na zaplecze pubu.
*[[Podążam za dilerem]]
<img src="images\babilon.png" style="
height: auto;
width: auto;
margin: 0 auto;
">
<h1 style="font-size:200%; color:orange; ">[[ZAGRAJ|Początek]]</h1>
<h1 style="font-size:60%; color:white; ">
muzyka
Magda Kapitańczyk & www.bensound.com
</h1>